Kategoria: Ptaki

Dużo wszystkiego

Dwie wizyty na stawach w odstępie kilku dni: pod Rębiszowem i pod Podgórzynem. Obie późnopopołudniowe, gdy aktywność ptaków jest niewielka, ale warto było. Na Rębiszowie niewiele ptaków, ale sporo gatunków; w Podgórzynie odwrotnie – mnóstwo ptactwa wodnego, ale stosunkowo niewiele gatunków. 

Poniżej krótka skompilowana relacja zdjęciowa z obydwu wycieczek.

Poraz kolejny bohaterem dnia jest błotniak stawowy – zdjęcia trochę lepsze niż wcześniejsze, więc trudna się powstrzymać przed ich pokazaniem.  

Błotniak o złotej godzinie

Choć nie idealnie, bo długim obiektywem z ręki, zdjęcie wyostrzyło się na znieruchomiałym w powietrzu błotniaku intensywnie machającym skrzydłami.

Zdjęcie najlepiej ilustrujące bogactwo ptactwa na Stawach Podgórzyńskich. Na próżno szukać takich widoków w Rębiszowie.

Czapla biała ma bardzo duży dystans ucieczki – jeden zbyt szybki ruch i po ptokach.

NA jednych i drugich stawach łabędzie nieme wodzą już nieco podrośnięte młode, ale widzieliśmy też jedno gniazdo z jajkami.

Para czernic, głowienek i pojedynczy perkoz dwuczuby

Pozująca gęsiówka egipska

Duża kolonia kormoranów

Zawieszona na niebie pustułka

Po ornitologicznych mykologiczna obserwacja – żółciak siarkowy

W takich wyjściowych kostiumach zwykle paradujemy po stawach, łąkach i lasach

Nie liczyłem dokładnie, ale w trakcie tych dwóch wizyt na stawach upolowaliśmy pewnie około sześćdziesięciu gatunków ptaków.   

98, 99, 100…

…, 101, 102.. – czyli Wielki Rok ptasiarzy.

Wielki Rok to osobiste wyzwanie, nieformalne współzawodnictwo, ale przede wszystkim  zabawa polegająca na zaobserwowaniu jak największej liczby gatunków ptaków w ramach jednego roku kalendarzowego (1 stycznia – 31 grudnia) na terenie jakiegoś terytorium czy najczęściej kraju.

Zwyczaj przyszedł do nas ze Stanów i ma się w Polsce coraz lepiej. Nie wiem, kiedy zorganizowano u nas takie współzawodnictwo pierwszy raz, pewnie zaczęło się od pojedynczej osoby lub paru osób. W zeszłym roku poraz pierwszy gruap osób sformalizowała zasady i uruchomiła współzawodnictwo poprzez stronę internetową

Zabawa jest dla wszystkich, bo ścigamy się przede wszystkim sami ze sobą lub w wąskim kręgu rodziny czy znajomych o podobnej znajomości gatunków. Można – i trzeba – potraktować Wielki Rok również jako okazję do nauki rozpoznawania ptaków. Podpierając się profesorem Tryjanowskim (polecam jego książkę “Wino i ptaki”!), możemy wyzwanie stopniować, stawiając sobie w kolejnych latach coraz wyższe cele. Na przykład:

– Dla “absolute beginners”: rozpoznać dwanaście gatunków rocznie, czyli  jeden gatunek na miesiąc. Do realizacji tego celu nie trzeba nawet z domu wychodzić, wystarczy za okno raz na jakiś czas wyjrzeć. Pewnie i lornetka nie będzie konieczna.  

– Dla średniozaawansowanych: 50 gatunków, czyli jeden nowy gatunek na tydzień z przerwą na święta czy urlop zagraniczny. Całkiem przyjemny i bardzo realistyczny cel. Do tego trzeba już wychodzić w teren, przyda się lornetka i atlas ptaków. 

– Dla zaawansowanych: 100 gatunków, czyli dwa na tydzień. To już spore wyzwanie. Według mnie na tym poziomie zaczyna się już ptasiarstwo. Wymaga regularnego wychodzenia w teren o różnych porach roku i odwiedzania różnych  biotopów: lasów, łąk, jezior, rzek. Zdecydowanie przyda się również umiejętność rozpoznawania ptaków po głosie. Trywialny przykład – kukułka: mało kto ją widział, a każdy jest w stanie rozpoznać jej głos. Tak samo jest z bąkiem czy derkaczem.

 – Dla ekspertów: 365 gatunków, czyli nowy gatunek każdego dnia. Wyzwanie teoretycznie osiągalne, ale bardzo niewielu ptasiarzy jest w stanie zbliżyć się do tego wyniku. Co prawda w Polsce stwierdzono 463 gatunki (stan na 31 grudnia 2020 wg danych Komisji Faunistycznej), ale część z nich pojawiła się u nas raz lub kilka razy i mogło to być dawno. Taki cel wymaga spędzania większości swego wolnego czasu w terenie i gotowości do przemierzania setek kilometrów ad hoc, w zależności od tego, gdzie akurat pojawił się jakiś rzadki okaz.  

Regulamin Wielkiego Roku nie wymaga fotograficznego dokumentowania wszystkich gatunków, tylko tych rzadszych. Na ogół wystarczy słowo ptasiarza.

Mnie ta zabawa aż tak nie wciągnęła, ale przyznaję, że poraz pierwszy w tym roku w okolicach połowy maja, podliczyłem swoje tegoroczne obserwacje, porównałem je z bieżącymi wynikami z Polski i w konsekwencji nieco zmieniłem swoje zwyczaje obserwacyjne. Zwracam teraz więcej uwagi na nowe tegoroczne gatunki, niż na dzienną liczbę obserwacji jakichkolwiek gatunków, ciągle tych samych. Częściej niż wcześniej odwiedzam również inne biotopy, np. doliny rzek czy stawy, ciągle jednak ograniczając się do Gór Izerskich i Pogórza Izerskiego i tylko zahaczając nieco o Karkonosze i okolice Jeleniej Góry. Ale i tak idzie mi nieźle: po pięciu miesiącach i jednym tygodniu zebrałem już 103 gatunki. 

Poza kilkoma wyjątkami na mojej liście znajdują się głównie te bardziej oczywiste ptaki. Sam się dziwię, że jest ich wokół tak dużo. Wystarczy nieco umiejętności rozpoznawania ptaków po wyglądzie, zachowaniu i śpiewie, by w bliskiej okolicy zebrać całkiem pokaźną liczbę.

Te najrzadsze i najcenniejsze z moich obserwacji to czapla nadobna i czeczotka brązowa- rzadkość na skalę Polski. Ale cieszą też nieco częstsze bieliki, bociany czarne, głowienki, gągoły czy gęsiówki egipskie.

Może po kolejne gatunki trzeba się będzie jednak ruszyć dalej od domu…? 

Widoki z Sinych Skałek

Łatwa, niedługa i dość oczywista trasa wycieczki w Góry Izerskie – może dlatego tak rzadko przez nas uczęszczana. Ostatnim razem pokonaliśmy jej część na biegówkach podczas minionej niedawno zimy. Nieoczywistą atrakcją tej trasy jest piękna panorama zachodniej części Gór Izerskich.

Start na Rozdrożu Izerskim (769m n.p.m.), przejście powoli wspinającym się żółtym szlakiem do Rozdroża pod Kopą (999m), gdzie wchodzimy na czerwony Główny Szlak Sudecki. Stąd do Sinych Skałek (1122m) tylko parę minut. Mało to znany szczyt, bo ginie przy pobliskiej Wysokiej Kopie (1126m) – najwyższym punkcie Gór Izerskich. Ale że przez Wysoką Kopę żaden szlak nie prowadzi, a jej wierzchołek jest zalesiony, widoki najlepiej można podziwiać z Sinych Skałek właśnie, gdzie stojące stół i ława umożliwiają odpoczynek.

Można stąd wrócić tą samą drogą lub pójść dalej, zakreślając tym samym czternastokilometrową pętlę: trawers Wysokiej Kopy, kopalnia (1084m), Rozdroże pod Zwaliskiem (1002m) i zejście zielonym szlakiem do Rozdroża Izerskiego. 

Zajęło to nam prawie cztery godziny, ale tylko dlatego, że było dużo fotografowania, a także nasłuchiwania i obserwowania ptaków. Maszerując bez przerwy, ale spokojnie, trasa do zrobienia w dwie i pół godziny. 

Mapa i profil trasy z czerwonym kółkiem w miejscu punktu widokowego na Sinych Skałkach.

Początek trasy jest nudny – niegdyś widokowy szlak, zarósł już drzewami tak, że sąsiedniego Grzbietu Kamienickiego już prawie nie widać. Na tym odcinku skupiam się więc na śpiewie ptaków i rozpoznawaniu gatunków. Oprócz oczywistych i licznych zięb, śpiewaków, kosów, rudzików, pierwiosnków i kapturek towarzyszyły nam również zniczki, świstunki leśne, mysikróliki i sosnówki.

Jeszcze nie jest tłoczno, mijamy tylko parę grupek, ale za to głośnych. Ludzie przyjechali z miast w góry wykrzyczeć się? 

Pierwszy dłuższy postój dopiero na Sinych Skałkach, bo dla widoku z nich głównie się na tę wycieczkę wybraliśmy. 

Stojąc twarzą zwróconą w kierunku zachodnim, za plecami mamy masyw Wysokiej Kopy, widok w lewo i w prawo zasłaniają nieco drzewa. Patrzymy zatem na zachód, mając panoramę szeroką na niemal 180 stopni przed nami.

Stojąc – lub siedząc – twarzą zwróconą w kierunku zachodnim, za plecami mamy masyw Wysokiej Kopy, widok w lewo i w prawo zasłaniają nieco drzewa. Patrzymy zatem na zachód, mając panoramę szeroką na niemal 180 stopni przed nami.

Po lewej  widać odległą o jakieś 6-7km w linii prostej czeską wieś Izerkę (pierwsza od lewej niebieska linia na mapie powyżej)

Nieco w prawo i dużo dalej błyszczy się w słońcu wieża na Jested górująca nad niewidocznym Libercem (druga niebieska linia).

Na wprost przed nami, niemal u naszych stóp rozciągają się łąki: Kobyla i Izerska (granatowa linia). Widać nawet wystający ponad drzewa komin Chatki Górzystów.

Spoglądając nieco w prawo (druga granatowa linia), widzimy dwa bliźniacze niczym pośladki pagórki: Stóg Izerski i Smrek.

U ich podnóża (pierwsza zielona linia) położony w górskiej niecce jest Świeradów. To chyba najładniejszy ogólny widok miasta. 

Panoramę z prawej strony kończy widok na masyw Kamienicy w Grzbiecie Kamienickim. Zdjęcie tego widoku się nie zrobiło. Ale za to w kadr aparatu dał się złapać świergotek drzewny

Po dłuższej przerwie idziemy dalej. Powoli otwiera się widok na Karkonosze

Kopalnia

Kopalnia.

W jej pobliżu spotykamy parę gołębi miejskich. Też uciekły z miasta na długi weekend. 

A może na stałe wróciły do krajobrazu swoich dzikich przodków – gołębi skalnych?

Górski przekładaniec

Z kopalni już blisko do Rozdroża pod Zwaliskiem, gdzie żegnamy się z czerwonym szlakiem. Schodzimy ścieżką prowadzącą ostro w dół. Poziomice są tak gęste, że się o nie niemal potykamy.

Czternaście kilometrów, prawie cztery godziny i 31 gatunków ptaków. 

Dziwonia i inne dziwy

Przedpołudniowa wycieczka nad Stawy Sobieszowskie i Podgórzyńskie przyniosła obfity plan:  dużo gatunków ptaków, w tym kilka w tym roku jeszcze przez nas nie widzianych. Kilka ładnych zdjęć też wyszło. Zapraszam.

Pieszą część wycieczki zaczynamy od pięknego Centrum Opieki nad Dzieckiem “Dąbrówka” – piękny to poniemiecki jeszcze budynek i pięknie położony wśród dzikiej przyrody na skraju Cieplic. W dzieciństwie na spacer od strony wałów się tu przychodziło. 

Jest to nieco dzika okolica, w pobliżu znajdują się bliźniacze do podgórzyńskich stawy, ale mniej zagospodarowane. Zaraz tam pójdziemy, ale najpierw parę pierwszych niekoniecznie tylko ornitologicznych zdjęć.

Od początku byliśmy skrycie obserwowani

Niczym drewniana kapliczka. A w niej młode owocniki żółciaka siarkowego.

Kowalik

Od Cieplic przez Dąbrówkę w kierunku  Sobieszowa prowadzi stara lipowa aleja. 

Ładnie pozujący (drozd) śpiewak 

Bliżej stawów krajobraz się otwiera. Widok na Chojnik.

Wysoki Kamień uświadamia, że daleko od Gór Izerskich nie odjechaliśmy

Powietrzne zaloty błotniaków stawowych

Mewa siwa. Mewy już dawno nie są ptakami kojarzonymi wyłącznie z morskim wybrzeżem; skolonizowały już większe rzeki i zbiorniki wodne wewnątrz lądu oraz wysypiska. U nas jednak – chyba na szczęście – ciągle ich mało. 

Mimo dobrego zdjęcia mam problem z identyfikacją gatunku: gajówka, zaganiacz?

Najcenniejsza zdobycz dnia – dziwonia.

Jest to łuszczak, czyli kuzyn zięb, dzwońców czy szczygłów, ale żyjący zwykle blisko wody.

W Polsce nieliczny ptak lęgowy.

Tak ładnie na czerwono ubarwiony to samczyk; samiczka jest niemal jednolicie szara.

Potrzos – też cenna zdobycz. Powinniśmy go byli widzieć na Stawach Rębiszowskich, ale mimo licznych tam wizyt jak dotąd nie udało się.

Potrzos to kuzyn trznadla, ale bardziej podobny do wróbla za wyjątkiem czarnej głowy.

Okrążamy Stawy Sobieszowskie i po dłuższym marszu powracamy w okolice Stawów Podgórzyńskich. Niedawno to byliśmy, więc tylko sprawdzamy, czy coś przybyło lub ubyło. Ubyła czapla nadobna – nie było jej już dzień po naszej poprzedniej wizycie. Ale przybyły kormorany

Krzyżówki wodzą już młode

Wodujący łabędź niemy

Paszkot w towarzystwie innego drozdowatego (śpiewak?) nad brzegiem stawu

Widok na Karkonosze

Gąsiorek uchwycony już pod domem. Tak ładny ptak, że można fotografować go codziennie.  

W sumie zaobserwowaliśmy lub usłyszeliśmy 48 gatunków ptaków. To chyba najobfitszy plon w ciągu jednego dnia. 

Długo taki dzień się nie powtórzy – bujnie rozwijająca się zieleń będzie coraz bardziej utrudniała obserwacje.

Wilga

Pierwsza w tym roku wilga przemknęła nam dziś przed oczami. Aparatu pod ręką niestety nie było. Przeleciała zresztą szybko i zniknęła w krzakach, więc i tak nic z fotografowania by nie było. Ale obserwacja cenna, bo wilgi w naszej okolicy nie widziałem już parę lat. 

Kilka innych fotek w pobliżu domu się udało.

Kapturka – nasza najpospolitsza pokrzewka. Szara, dość niepozorna. Wizualnie łatwa do odróżnienia od innych gatunków po czarnym kapturku u samca, a brązowym u samiczki. Pięknie śpiewa, nieco podobnie do śpiewaka czy kosa.

Żółciutki samiec trznadel wśród zieleni 

Trzeszczący na całą okolicę samczyk potrzeszcza

Pospolita bogatka, ale z ładnym zielonym tylnym światłem

Plamka mazurka w podobnej scenerii

Czy dwa samce krzyżówki to para? W każdym razie jaj z tego nie będzie. W tym roku gniazdo kacze na naszym stawie jest puste. Była jedna próba lęgów, po której pozostało jedno niezaopiekowane jajo.

Zdjęcie lotnicze – z beingiem z Lufthansy ścigał się jeden z najszybszych ptasich lotników, jerzyk.  

Czyż nie ładna gradacja kolorów?

Piknik fotograficzny

Kilka ładnych fotek

Maj dla ptasiarzy mógłby trwać cały rok… Kilka co ładniejszych zdobyczy znad Stawów Rębiszowskich.

 

Pokląskwa

Pokląskwa ze zdobyczą w dziobie

Samczyk gąsiorka

Błotniak stawowy w przestworzach

Błotniak na tle Wielkiego Szyszaka i Śnieżnych Kotłów

Żurawie na jednej z ostatnich zarośniętych grobli

Dramatyczne krajobrazy

Taking off

Łyski w swym ulubionym biotopie

Twórca i tworzywo

No koniec spotkanie ze stadem potrzeszczy. To bliscy kuzyni trznadli ale skromniej ubarwieni. Również piosenkę mają nieco zbliżoną do trznadli, ale fatalnie wykonaną – przypomina mi nieco odgłos tłuczonego szkła. 

Rarytasy na Stawach Podgórzyńskich

Rzadko specjalnie na podglądanie ptaków jeździmy dalej niż kilka, kilkanaście kilometrów od domu, ale od czasu jakiegoś ciągnęło nas na Stawy Podgórzyńskie. Z wielu powodów zresztą. Od dzieciństwa chyba tam nie byłem, więc pamięć chciałem odświeżyć. Nigdy specjalnie za ptakami tam się nie rozglądałem, a wiem z profesjonalnych opracowań ornitologicznych, że ptactwo ma się tam dobrze. 

No i już któryś z kolei sezon działa tam restauracja całkiem nieźle wkomponowana w wodny krajobraz. Patrząc na wodę i góry, pomiędzy kolejnymi łykami kawy można naliczyć wiele ptasich gatunków. Polecam to miejsce.

Niestety, całych stawów nie da się obejść, dostępu bronią bowiem tabliczki oznajmujące, że to teren prywatny i wstęp jest wzbroniony. Spacer trzeba więc ograniczyć do 200-300m metrów od parkingu przy restauracji. Następnym razem spróbujemy podjechać do stawów od zachodu lub południa.  

Jak na dość ograniczony w terenie spacer, połów fotograficzny i ornitologiczny był bardzo dobry. Od pierwszego rzutu oka na lustro wody było widać, że bogactwo ptactwa jest tu bez porównania większe, niż na Stawach Rębiszowskich. Dlaczego tak jest? Większe lustro wody a mniej zarastającej niecki stawów roślinności? Żyźniejsze te stawy? Cieplejsze? Nie wiem.   

Poniżej kilka ciekawszych obserwacji.

Parka czernic. Uwagę zwraca dymorfizm płciowy – samiec i samica wyglądają jak osobne gatunki.

Samiec głowienki

Rodzice wodzący stadko gęgawek

Inne zasady ruchu tu panują niż na drodze – gęsi nadpływające z lewej mają pierwszeństwo, łabędź musi poczekać. 

Jezioro łąbędzie

Pierwszy z rzadszych okazów – gęsiówka egipska.

Jak nazwa wskazuje, jest to gatunek afrykański.  Sztucznie wprowadzony do Europy skolonizował już chyba cały kontynent. Do Polski gęsiówki najpierw tylko zalatywały, a teraz już są gdzieniegdzie gatunkiem lęgowym.  

Gęsiówki to ptaki terytorialne z bardzo silnym instynktem obrony terytorium przed intruzami. Dlatego uważana jest za potencjalnie groźna dla rodzimych ptaków i jako taka nie jest objęta żadną ochroną prawną.

Sensacją dnia na skalę ogólnokrajową jest ptaszek z tego zdjęcia:

Z daleka wyglądał na czaplę białą – żadna sensacja. Ale z bliska widać było kilka elementów, których czapla biała nie ma: ciemny dziób, pióra z tyłu głowy i żółte palce. No i sylwetka drobniejsza, ale z tego człowiek zdaje sobie sprawę, gdy już wie, że patrzy na coś innego niż się spodziewał. A ja nigdy wcześniej nie widziałem takiego gatunku i dopiero w domu z atlasem w ręku mogłem go nazwać – to czapla nadobna. Bardzo rzadko zalatująca do Polski. W tym roku portal ortnitho.pl pokazuje tylko pięć miejsc w Polsce, gdzie była widziana. Teraz już sześć. Ma ona swój rozdział w książce profesora Stawarczyka “Rzadkie ptaki Polski”. Pani Gramsz – kierowniczka działu ornitologicznego Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach – już mi dziś wieczorem potwierdziła, że tego gatunku na stawach w Podgórzynie jeszcze nie obserwowano, a przecież ptaki są tam liczone często i regularnie. 

Trafiła nam się więc ta czapla nadobna jak ślepej kurze ziarno… 

Złota godzina nad wodą

.. czyli wieczór fotograficzny na Stawach Młyńsko.

Choć złota godzina w naszej szerokości geograficznej trwa tylko trzy kwadranse, nasza piątkowa jej wersja miała jakieś sto pięćdziesiąt minut. A mogła być i dłuższa, gdyby nie wyczerpujący się akumulator. Połów fotograficzny na dwa aparaty był całkiem udany, stąd i relacja nieco przydługa. 

Jeszcze z samochodu strzelam do bażanta. 

Pierwsze ptaki rzucające się w oczy na miejscu to dymówki i jerzyki. Krążą ich wokół nas grube dziesiątki. Dymówki w dużych ilościach już wcześniej tu widzieliśmy. Jerzyki to całkiem niedawni przybysze – musiały wrócić w nasze okolice w ciągu ostatniego tygodnia. 

Nad stawami jerzyki tylko polują. Gniazdują pewnie w wieżach kościelnych i innych wysokich budynkach otaczających stawy miasteczek i wsi, które zastępują im skalne dziuple. 

Drugi już raz tej wiosny widzimy gęgawy. Tym razem trzy dorosłe osobniki. Skoro nie pofrunęły dalej, to może wyprowadzą lęgi i spędzą tu cały sezon.  

Krajobrazy nad stawami.

Nie licząc i tak niepoliczalnych jaskółek i jerzyków, najliczniejsze tego wieczora były łyski – widzieliśmy lub usłyszeliśmy kilkanaście osobników.

 

Łyskowy tryptyk: łyska biegnąca po falach, łyska ścigana przez inną łyskę, pojedynek łydek

Pięknie zaprezentował się nam samiec błotniaka stawowego. Już podjeżdżając nad stawy, widzieliśmy go podczas wykonywania podniebnych akrobacji. A potem, gdy byliśmy bliżej jego siedliska, sam w naszym kierunku nadleciał i powolnym lotem przesunął się przed obiektywem na tle Grzbietu Kamienickiego.

Martwa już natura – wspólne dzieło bobra i pilarza.

 

Krzyżówki już nam trochę spowszedniałym, ale trudno powstrzymać się przed naciśnięciem migawki w takiej sytuacji.

Maskujące ubranie tym bardziej teraz konieczne, że drzewa i zarośla na głównych stawach niemal całkowicie już wycięto.

Żurawie dziś się nie narzucały. Jeden na ziemi, kilka w locie. Do miejsca, gdzie dorosłe prowadzały młode nie podchodziliśmy – niech przejdą w spokoju najtrudniejszy okres, gdy i młode i ich rodzice są nielotami. Rodzice też – przechodzą właśnie pierzenie. 

Łabędź na rozbiegu

Kolory wskazują, że właściwa złota godzina już nadeszła.

Złotogodzinne krajobrazy

Trzciniak jako płochliwy ptak, jest trudny do fotografowania. Lokalizację ułatwia głośny i charakterystyczny śpiew, ale nie sposób go wypatrzeć wśród trzcin. 

Z kilku usłyszanych tego wieczora samczyków, ten jeden był chyba z obecnością ludzi bardziej oswojony, bo rewir swój miał blisko miejsc, gdzie siedzą zwykle wędkarze. Wspiął się po trzcinach wyżej i dał się podejść znacznie bliżej niż inne. 

Na tym i poniższym zdjęciu widać, jak trzciniak pracuje podgardlem.  Śpiewając, nadyma je tak, że cały ptak wydaje się większy. 

Moje zdjęcie dnia. Tylne światło zachodzącego słońca rozmywa tło czyniąc je miękkim dla oka, a i ostrość złapana prawie tam, gdzie trzeba.

Bohaterami dnia była parka perkozów dwuczubych. Pani perkozowa wysiadywała jaja, pan perkoz czuwał w pobliżu. A słońce zachodziło.

Jeszcze po wzajemnym zdjęciu

Ostatni spust migawki i do domu 

Żurawiki nad Stawami Gajówkowymi

Dziś od strony Gajówki nad stawy podjechaliśmy i trzymaliśmy się bliżej Gajówki niż Rębiszowa, więc na cele tego wpisu niech to będą Stawy Gajówkowe.

Pierwsze ptactwo, które usłyszeliśmy i zobaczyliśmy to były żurawie. Para dorosłych wodziła dwa pisklaki.

Na zdjęciu obok rodzina w komplecie, choć drugi pisklak ledwo odróżnialny na tle traw.

Tu już oba pisklaki dobrze widoczne

I jeszcze trochę żurawi

Polująca z nasiadki samica błotniaka łąkowego 

Też chyba samica błotniaka łąkowego z kilkoma brakującymi sterówkami

Pierwszy raz na zdjęciu uwieczniłem cyranki. Obiektyw za kaczkami w locie nie nadążył, zdjęcie wyszło słabe technicznie, ale wystarczająco dobre, by oznaczyć gatunek. Zwłaszcza samiec lecący z tyłu nie budzi wątpliwości. 

Sezon na owady się zaczął. Wyglądały i zachowywały się jak jętki, więc nieuciążliwe. 

A spoza kadru słychać było pierwszą tej wiosny kukułkę.

Te i inne obrazki w Galerii.

Pierwszy bocian nad Przecznicą – czarny!

W zeszłym roku o pierwszym bocianie w Przecznicy pisałem 30 kwietnia. I był to bocian czarny. W tym roku tylko o parę dni później pierwszy bocian się pojawił nad wsią i znowu był to bocian czarny. Przez parę minut krążył nad wsią i polami, zataczał coraz bardziej oddalone koła aż zniknął za górami.