Kategoria: Ptaki

Bestia ze wschodu

Po najładniejszym dniu tej zimy w poniedziałek wczoraj (wtorek) mieliśmy jednodniowy atak bestii ze wschodu, która przyniosła najbardziej surowy dzień. Mimo niewielkiego mrozu, mocny zimny wiatr sprawiał, że odczuwalna temperatura była pewnie z 10 stopni niższa. 

Dla ptaków był to ekstremalny dzień. Jeśli już wcześniej podkarmiało się ptaki, tym ważniejsze jest, by w taki dzień dostarczyć im świeżej karmy o regularnej porze. Ptaki raz przyzwyczajone do stołowania się w karmniku, z pewnością będą kręciły się w jego pobliżu zamiast szukać pożywienia w swym naturalnym środowisku.

Nie wszystkie ptaki przetrwały ten dzień. Tę modraszkę znalazłem na tarasie. Leżała w widocznym miejscu, więc z pewnością nie leżała tam długo. Przeniosłem ją do domu, ale już było za późno na jej odratowanie. 

Tłoczno przy karmnikach

Jeszcze nie mróz, lecz puchnąca pokrywa śnieżna przyciąga do karmników coraz większe ilości ptaków i coraz więcej gatunków.

Sensacji ornitologicznych na miarę lazurki nie ma, ale nudno też nie jest.

Oprócz licznych bogatek, modraszek, mazurków, trznadli i dzwońców od czasu do czasu pojawiają się też kosy, zięby, sójki, gile i dzięcioł duży. A z rzadszych u mnie gatunków sikora uboga, sosnówka i czeczotka, którą wcześniej pomyliłem z makolągwą. Jedyną nieoczywistą i zaskakującą dla mnie obserwacją jest codzienne pojawianie się przy karmniku rudzika. Jest to bowiem gatunek migrujący i tylko od niedawna notowany w Polsce także zimą. Widać nawet te nasze górskie zimy już mu nie straszne.

Czyli 14 gatunków ptaków przewija się na co dzień przez karmniki.

Nie liczę ptaków, które do karmników nie zajrzą a pojawiają się dość często, np. kruki i różnej maści drapole: myszołowy, kania ruda, czy krogulec.

No i kota nie liczę, który ostatniej nocy całą słoninę przeznaczoną dla ptaków wyżarł.

Wąsatki

Ładna, słoneczna, lekko mroźna pogoda w weekend zachęciła nas do odwiedzenia Stawów Rębiszowskich. Z małą nadzieją na szczególnie interesujące obserwacje ornitologiczne, bo to nie pora na nie. Zwłaszcza, że – jak się okazało na miejscu – cała powierzchnia stawów jest zamarznięta i nawet tacy stali mieszkańcy, jak łabędzie i krzyżówki, przeniosły się na niezamarznięte zbiorniki i rzeki. Frekwencję na tym ptasim siedlisku robiła tylko drobnica (sikory, dzięciołek, kosy), przelatująca para kruków i parka wąsatek.    

O wąsatkach już kiedyś pisałem, ale że to ptaszek piękny i widuję go rzadko, tylko zimą na stawach, to nie odmówię sobie przyjemności odnotowania jego ponownej obserwacji. 

Ptaszek ten jest trudny do zaobserwowania. Po pierwsze – jest dość nieliczny: w całej Polsce szacuje się jego populację na 1800-2500 par. Po drugie, jego żywiołem są trzcinowiska, wśród których nie sposób go dostrzec, nawet jeśli czasem się odezwie. Najłatwiej jest go zobaczyć zimą, gdy trzciny rzedną i szarzeją, a wąsatki, z braku innego pożywienia, wyjadają nasiona z czubków trzcin. 

Udało nam się złapać w obiektyw parkę wąsatek, ale w mało interesujących pozach.  

Dla lepszego oddania piękna tego ptaka załączam jedno z ładniejszych zdjęć, jakie znalazłem w necie (źródło: birdwatching.pl, autor: Kamil Ragala).  

Sumiasty wąs pana Wąsatka dobrze tłumaczy jego nazwę gatunkową.

Brak ptactwa rekompensowały nam widokami. Zwłaszcza chmur fenowych przetacząjcych się przez Góry Izerskie  

Więcej zdjęć w Galerii

A Beautiful Day in the Neighborhood ..

… czyli piękny dzień w naszej okolicy. 

Amerykański nagłówek to z sympatii do filmu z 2019r. o tym tytule z Tomem Hanksem. I dobrze się nadaje do opisania dzisiejszego poranka na Stawach Rębiszowskich: słonecznie, bezwietrznie, przyjemnie chłodnawo w cieniu i ciepło w słońcu.

Idealnie gładkiego lustra wody nic nie zakłócało. Niestety. Ptaków garstka zaledwie, bo to i nie sezon już na obserwacje. Jeszcze przed stawami widzieliśmy na polu parę żurawi, na stawie para łabędzi odchowuje ciągle jeszcze szarawego łabądka, w szuwarach kilkanaście krzyżówek i trzy łyski. Nie licząc drobiazgu w krzakach – głównie bogatek i kosów. 

Coś jednak w powietrzu się działo. Dwa balony na ogrzane powietrze dość długo unosiły się w jednym miejscu, bo i w wyższych partiach też pewnie cisza wietrzna panowała.

Nic-nie-ważąca mysikrólica

Zdarza się czasem, że o nasze duże okna uderzy jakiś zdezorientowany ptak. Najczęściej to sikorki, bo ich jest najwięcej i najbliżej człowieka żyją. Ale zdarzały się też pliszki, gąsiorki czy kopciuszki. Na szczęście kolizje z szybą zwykle nie są śmiertelne – ptak albo odlatuje o własnych siłach natychmiast albo spada na ziemię czy taras, otrząsa się i po chwili sam odlatuje. 

Czasem jednak ludzka interwencja jest konieczna. Gdy ogłuszony ptak upadnie pod okno i nie daje znaków życia, z pewnością zainteresuje się nim kot czy inny drapieżnik. I takiemu ptakowi należy pomóc. Obowiązuje w takim przypadku zasada trzech “c”:  cicho, ciemno i ciepło. Czyli pakujemy ptaszka do małego kartonu z dostępem powietrza i zanosimy do spokojnego i ciepłego pomieszczenia. Jedzenia i picia nie podajemy. Ptaszek – jeśli żyje – zwykle po paru godzinach dojdzie siebie i będzie gotowy do powrotu do swojego środowiska.

A piszę to, bo właśnie wypuściłem na wolność samiczkę mysikrólika. Wpadła ona w szybę już pod koniec dnia, więc całą noc spędziła u nas w domu i dopiero rano w pełni sił – choć pewnie głodna i spragniona – wróciła do pobliskich świerków, wśród których mysikróliki mieszkają. 

Pierwszy raz miałem w ręku mysikrólika. Jest to najmniejszy ptak Polski i Europy, waży zaledwie od 4.5 do 7g – samiczki bliżej 5. Czyli nic, taka kulka pierza wypełniona tylko powietrzem i życiem. 

A ile to 5 gramów? Tyle, ile waży moneta 1 zł. 

I po kaczęciu…

Wspomniałem naście dni temu o drugim krzyżówkowym lęgu na naszym stawie: pewna kaczka zniosła trzy jajka, z których wylęgło się jedno kaczę. 

Przez parę dni po wykluciu się pierwszego kaczęcia kaczka starała się dzielić obowiązki pomiędzy opieką nad maleństwem a wysiadywaniem dwóch pozostałych jaj. Po paru dniach chyba jednak zdała sobie sprawę, że z jaj już nic nie będzie i już tylko wodziła swe jedyne kaczę po stawie. Chyba z tydzień to trwało. Aż dzisiejszego ranka….. Kaczuszki nie było a kaczka krążyła po stawie nawołując młode. A im dłużej nawoływała, tym bardziej kaczęcia nie było. Niestety, w ten czy inny sposób to jedyne kaczę zostało pożarte – kun, lisów, zaskrońców i kotów mamy wokół stawu i w samym stawie dostatek i dopóki nie zostanie udowodnione inaczej, wszytkie one będą na mojej krótkiej liście podejrzanych.\awu

I na tym historia lęgów kaczych w tym roku się kończy. W dwóch lęgach na naszym stawie dwie kaczki zniosły 9 jaj, z których wykluło się 7 kacząt. Ze stawu w dalsze życię wyszło 6 kacząt. Ile do dziś przeżyło? Dwa, może trzy – statystyka jest nieubłagana. Wieku rozrodczego dożyje pewnie jedno z nich. Taki klimat…

 

Kaczę

Dość niezwykły jest ten sezon lęgowy wśród dzikiego ptactwa wokół naszego domu, ogrodu i stawu.

Szpaki odbyły dwa liczne lęgi i już parę tygodni temu zniknęły. Liczniej widać je jeszcze w dolnej części wsi, część z nich już pewnie odpoczywa w cieplejszych krajach południowej i zachodniej Europy.

Dwa udane lęgi wyprowadziły także kopciuszki. Maluchy z drugiego miotu parę dni temu opuściły gniazdo.

Lęgi – ale już jednokrotne – udały się także gąsiorkom. Młode też już opuściły gniazdo, ale rodzice nadal intensywnie kursują z pokarmem.

Największy sukces odniosły jednak krzyżówki. W gnineździe na stawie dwie różne chyba pary wyprodziły dwa lęgi. O pierwszym już kiedyś pisałem – z dziewięciu złożonych jaj wylęgło się sześć kaczątek. I już ten jeden udany lęg znakomicie wykraczał poza średnią z ostatnich lat, gdyż z jakichś powodów zwykle gniazdo z jajkami w trakcie wysiadywania było porzucane. 

Po pierwszym lęgu na stawie pojawiła się inna para kaczek.W parę dni samica zniosła jajka i dość szybko przystąpiła do wysiadywania. Był to znak, że jaj w gnieździe nie jest dużo, ale też ani razu nie zdarzyło mi się zobaczyć gniazda bez obecności kaczki, więc do końca nie wiedziałem ile jaj jest w gnieździe. Aż tu dziś rano na gnieździe nie było kaczki i ujrzeliśmy taki widok:  

A wiec mamy już jedno kaczątko z tego lęgu a dwa pozostałe jajka również wydają się powoli pękać. Jeśłi nie dziś jeszcze, to jutro nad ranem będziemy pewnie mieli trzy kaczątka.

A teraz coś z zupełnie innej beczki – na małym ogrodowym stawiku zakwitły pierwsze lilie.

Maluchy na stawach

Środek lata to trudny okres na podglądanie ptaków na Stawach Rębiszowskich – ścieżki wokół stawów zarośnięte, trzymetrowa trzcina porastająca brzegi zasłania lustro wody. Ale da się.

Poprzednim razem widzieliśmy kilka gatunków ptaków wodnych wodzących świeżo wyklute pisklaki. Do dziś z tych pisklaków wyrosły już spore maluchy, młodzież prawie.  

Parka perkozów dwuczubych wychowały trzy młode. Pisklaki już zaczynają same nurkować, ale sa jeszcze karmione przez rodziców.

Niespodziewanie natknęliśmy się na rodzinę łabędzią nie na wodzie, ale na brzegu, niemal na naszej ścieżce. Dwóm dorosłym łabędziom towarzyszyła trójka młodych brzydkich kaczątek.

Łyska

Czapla biała

Rdest ziemnowodny – tu pięknie wygląda, ale to spory kłopot w naszym stawie.

Gąsiorek

Gdy ostatnim razem w końcówce kwietnia pisałem o przylotach ptaków migrujących, brakowało jeszcze tylko dzierzby gąsiorka i jerzyka. I jeden i drugie już się oczywiście pojawiły, choć w przypadku tych drugich pojawienie się ich miało charakter bardzo przelotny: czasem polują na moim kawałku niebam ale nawet nie wiem, gdzie są ich najbliższe gniazda. Może na wieży kościoła w Gierczynie? Tam ich kiedyś większe stada widywałem. 

Łatwiej jest z gąsiorkami, bo co roku zakładają gniazda w ogrodzie. Przyleciały chyba w początkach maja i zaraz zabrały się do budowy gniazda. Teraz widzę już, że przestały zbierać materiał na gniazdo, więc pewnie zaczyna się składanie jaj i ich wysiadywanie. Są wiele tygodni za większością innych “moich” ptaków, których młode już albo latają (szpaki, drozdy) albo lada moment z gniazd wylecą (pliszki, kopciuszki, mazurki). 

A do wpisu tego zachęciło mnie bardzo ładne zdjęcie samczyka gąsiorka zrobione własnoręcznie, z wolnej ręki apartame z długą lufą – tak robione zdjęcia rzadko wychodzą mi dobrze.

A to mazurek, który w drodze do gniazda w dachu, z pokarmem w dziobie przysiadł na tarasie.

Udane łowy

Tłoczno na stawach w Rębiszowie się zrobiło: wędkarzy więcej niż kiedykolwiej wcześniej wdziałem i – co najważniejsze – ptactwa mnóstwo. Co miało tam zlecieć już zleciało, roślinność jeszcze nie wybujała, zatem warunki do obserwacji doskonałe.

Na wodzie królują trzy gatunki: łabędzie, krzyżówki i łyski. 

Łyski już wodzą – jak dosłownie to słowo tu brzmi – młode

A tak łyska startuje z wody – technika na łabędzia, czyli długi bieg po lustrze stawu.

W trzcinach słychać głównie…. trzciniaka. Fantastyczny śpiew – na tak małego ptaszka głos ma mocny, melodię złożoną i nie do pomylenia z inymi, jeśli już raz się rrzciniak po głosie rozpoznało.

Na marginesie…. W rozpoznawaniu głosów ptaków nie jestem dobry. Trudna to sztuka, gdyż samodzielne nauczenie się wymaga jednoczesnej obserwacji ocznej i usznej danego ptaka i to w różnych sytuacjach i porach roku. A biorąc na każdy spacer psy, o spokojną i dłuższą obserwację bardzo trudno. Dałbym pewnie radę rozpozać śpiew 30-40 gatunków, co przy niemal 500 gatunków ptaków odnotowanych w Polsce, jest mizernym wynikiem. No ale od czego technologia… Znalazłem w końcu porządną apkę BirdNET, która w parę sekund z dużą trafnością pomaga w identyfikacji. Warto spóbować.

Nad wodą widzieliśmy kilka mew śmieszek, liczne jerzyki i jaskółki, jedną czaplę siwą. Czy na poinższym zdjęciu dobrze widać, w którą stronę ten ptak leci? Czy to żuraw lecący w lewo, czy może czapla lecąca w prawo?

Najceniejsze dziś trofeum to błotniak stawowy. Jedneg z błotniaków – łąkowego – już kiedyś widziałem i to z bliska. Nie u nas. Ale stawowego nigdy. I choć się te dwa błotniaki różnią od siebie, to pamiętając sylwetkę łąkowego, już przy pierwszym rzucie oka wiedziałem, że to c krążyło dziś nad satwami, to też jakiś błotniak musi być. A kontekst i zachowanie ptaka jednoznacznie wskazywały na błotniaka stawowego. W domu jednak musiał potwierdzić obserwację w mądrych książkach. Mimo że to najliczniejszy polski błotniak, to jest ich w naszym kraju tylko kilka tysięcy par.

Obserwowany osobnik był z pewnością samcem – wskazywały na to czarne końcówki skrzydeł. A samica pewnie już w gieździe siedzi. 

Słychać lub widać było mnóstwo inengo ptasiego drobiazgu – kosy, strumieniówki, gajówka, sikorki i potrzosy. A potrzeszcz dał się nawet całkiem blisko podejść.