Miesiąc: maj 2023

Na wschodniej Mewiej Łasze o wschodzie

Po wczorajszej wizycie na wschodniej części Mewiej Łachy pozostał niedosyt. Na dziś od śniadania do wieczora mam inny plan. Co robić? Wybrać się na Mewią Łachę przed wschodem słońca.  A wstaje ono koło piątej rano, czyli jasno jest już pewni o czwartej. Niepewny, czy się zbiorę tak wcześnie, nastawiam wieczorem budzik na parę minut przed czwartą. Ale w nocy wyłączyłem go i wstałem na kwadrans czwarta. Śniadań tak wcześnie nie dają, prom nie kursuje, co tylko przyspieszyło sprawę. Objazdem byłem w Mikoszewie, tam gdzie i wczoraj zacząłem wycieczkę, już przed pół do piątej. Tym razem nie rozglądałem się za bardzo w drodze do ujścia. No może z jednym małym przystankiem na takie zdjęcie

I drugim na takie dwa ujęcia

Mimo że stałem kilka metrów od niego, bóbr nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Miło spotkać kogoś tak wcześnie.

Pierwsze zdjęcie już pełnego morza tuż po piątej rano

Na kierownicy tym razem jeszcze mniej tłoczno i żadnych ciekawych gatunków.

Pokręce się z godzinę, pofotografuję widoki i dam ptakom szanse na pojawienie się.

Słońce kolejne parę stopni wyżej

Brodźce piskliwe. Chyba najczęściej widziane przeze mnie siewkowe w tych dniach

Ptasia pustka, ale za to kolorystyka ładna

Lodówek tu się nie spodziewałem. Napatrzyłem się na setki tych ptaków zimą na Helu i jakoś mniej cieszą. 

Rybitwa wielkodzioba w innym świetle 

Kormorany jako punkt koncentracji uwagi w monotonnym pisakowo-złotym krajobrazie

Trochę ptactwa jednak było: parę gatunków mew, rybitw, brodźców i biegusów. Ale chyba tylko mewę siodłatą dopisałem tego poranka do rocznej listy. 

Para oharów na zakończenie – samiec z wyraźniejszą naroślą na nosie, samica z białawą plamą w tym miejscu.

Szybki powrót i na ósmą – jak zwykle pierwszy – jestem na śniadaniu.  

Ostrygojad

Wśród ponad trzydziestu brakujących na mojej tegorocznej liście gatunków ptaków, które można spotkać u Ujścia Wisły w początkach maja, było kilka bardzo rzadkich. Na tyle rzadkich, że na ich spotkanie nie liczyłem. Ale i tak mocno wypatrywałem. Na przykład szablodzioba, płatkonoga czy ostrygojada. Dzisiejsza wycieczka wschodnim brzegiem Przekopu Wisły miała mnie doprowadzić do miejsc, gdzie takie rzadkości są od czasu do czasu obserwowane. 

Dzięki wcześniejszemu śniadaniu melduję się na prom Świbno-Mikoszewo już o 8:30 rano. Samochód zostaje w Świbnie, ja przeprawiam się na piechotę. A że wyglądam na osobę wybierającą się na ptaki, mam darmowy przelot w obie strony.

Przede mną niedługa trasa, około trzech kilometrów w jedną stronę, ale spieszyć się nie będę. O ile warunki pogodowe pozwolą, będzie to ponadpółdniowa wycieczka.

Podobnie jak wczoraj, ptasi ruch wzdłuż Wisły jest niewielki. Największą atrakcją jest kilkukrotnie mijające mnie stado brodźców piskliwych. Trudnych do sfotografowania, bo pojawiały się znienacka i szybko znikały. 

Już wzdłuż Wisły wiało, ale gdy po niemal godzinie docieram do jej ujścia, wieje okrutnie. Trudno będzie rozstawić lunetę, znowu będę musiał polegać głównie na lornetce i zoomie. Na szczęście najciekawsze dziś gatunki nie będą daleko: na niedostępnej dla ludzi, ale blisko położonej betonowej kierownicy wschodniej. Gdy się pojawiam, siedzi na niej mieszane stado nurogęsi i oharów. Na pierwszy rzut oka dość do siebie podobnych.  

Widok na również dla ludzi niedostępną łachę. 

Siedzą na niej ostatnie gęsi białoczelne, które, zdaje się, powinny być już na północy. Łacha ta to twór morza i wiatru. Dziś jeszcze oddzielona od lądu, ale jej wydłużanie się w kierunku wschodnim nieuchronnie doprowadzi pewnego dnia do połączenia się z lądem. A woda zamknięta dokoła piaskiem utworzy słone jezioro. Dziś to atrakcyjne, bo bezpieczne miejsce dla ptaków, wolne od czworonożnych drapieżników. Na łasze i przy jej brzegu widzę kilka gatunków kaczek, kilka ptaków siewkowych, mewy i rybitwy kilku gatunków. Dodaję kilka z nich do tegorocznej listy i wracam do kierownicy.

Sytuacja się zmieniła

Zniknęły ohary, zostały nurogęsi i pojawiły się inne gatunki, których po pierwszym rzucie oka nie rozpoznaję. Początkowo koncentruję się na rybitwach, bo sądząc po wielości, musi ich tam być kilka  gatunków. Rozpoznaję rzeczną – ona i na nasze Pogórze Izerskie zalatuje. Ale jest też i maleńka rybitwa czarna – to już rzadkość.

A kolejny gatunek to już nie rybitwa. Mimo że widzę go pierwszy raz w życiu, to wiem, że jest tam również jeden ostrygojad! To ten pojedynczy ptak z pomarańczowym dziobem.

To bardzo rzadki w Polsce ptak. Nieco częściej spotykany tylko w przelotach wiosną i jesienią, ale lęgowych par jest u nas tylko około dwudziestu, trzydziestu. W tym jedna u ujścia Wisły właśnie. 

Po takiej obserwacji mogę kończyć nie tylko dzień, ale i całą wycieczkę.

Wracam promem o czternastej.

Po obiedzie a przed wieczorem jest jeszcze czas na objazd okolicy.

Pierwszy tegoroczny trzmielojad

Pliszki żółte i siwe na polu

Samiec błotniaka stawowego w ładnej kontrastowej scenerii

I jeszcze raz brodziec piskliwy. Tym razem pozujący do zdjęć.

Koniec drugiego pełnego dnia. Jutro też będzie ciekawie.

Lęgi sieweczek obrożnych

Pierwszy pełny dzień na Wyspie Sobieszewskiej. Do śniadania spacer po okolicy, od śniadania do późnego obiadu piesza wyprawa po zachodniej części Mewiej Łachy, plan na wieczór wykluje się sam w ciągu dnia. 

Od świtu jest bardzo głośno. Zanim się dobrze obudzę, przez otwarte okno pokoju słyszę kilkanaście gatunków ptaków. Czyli więcej niż zimą widzę koło domu przez cały dzień.

Wyprawę zaczynam w przystani promu w Świbnie. Dziś się nie przeprawiam, zostaję po zachodniej stronie Przekopu Wisły. 

Idę na ciężko, czyli w pełnym rynsztunku

Mimo słońca, jet zimno. Temperatury w cieniu 4-5st C, ale wieje zimny wiatr – temperatura odczuwalna niewiele powyżej zera. A im bliżej morza będę, tym mocniejszy i zimniejszy będzie wiatr. Ja się na to przygotowałem, ale nie wiem, czy warunki te nie zniechęcą ptaków – szkoda by było.

To wieś Mikoszewo po drugiej stronie Wisły tak się w słońcu błyszczy  

Idę w kierunku ujścia rzeki, trzymając się jak najbliżej linii brzegowej. Jesienią zeszłego roku kilka różnych ptaków siewkowych tu spotkaliśmy. 

Te duże budki są dla nurogęsi i gągołów.  Choć to ptactwo wodne, jaja wysiadują w lesie w dziuplach dzięciołów czarnych.

A to budka z wydłużonym korytarzem wejściowym. Lęg w takiej budowli jest dużo bardziej bezpieczny, bo ani długi dziób ani długa łapa drapieżnika nie sięgną gniazda.

Dziwny widok w maju

To kalina koralowa pełna świeżo wyglądających owoców. Czyli ani dużych mrozów, ani głodnych ptaków od poprzedniej jesieni tu nie było.

Od strony Wisły niczego szczególnego nie widzę, w lesie jednak więcej się dzieje. Np. śpiewa piegża.

U nasady zachodniej kierownicy kończy się ścieżka wzdłuż Wisły. Ptaki mogą tu spokojnie posiedzieć. Wśród nich ohar z małymi oharzątkami. 

Dużo czasu spędzam na wieży widokowej na granicy rezerwatu Mewia Łacha. Jest czas na rozstawienie statywu z lunetą. Innych ludzi niewielu, prawie żadnych turystów, większość spotkanych osób to mniej lub bardziej zaawansowani obserwatorzy przyrody. Czasem ja zagaduję, czasem inni. Daję popatrzeć przez lornetkę lub lunetę. Warunki do obserwacji jednak słabe – porywisty wiatr bardzo utrudnia pracę lunetą, zdjęcia teleobiektywem na maksymalnej ogniskowej wykluczone. Uprzedzając fakty: jeszcze nigdy z tak długiego dnia nie miałem tak mało zdjęć.   

U ujścia Wisły, kilkaset metrów w głąb morza, utworzyła się spora piaszczysta łacha. Jej całą powierzchnię zajęły foki szare od niedawna poprawnie zwane szarytkami morskimi.

Jutro też tu będę i zarówno po fokach, jak i samej łasze, już śladu nie będzie – silny północny wiatr wtłaczając wody Bałtyku do Wisły, podniesie jej poziom tak, że łachy zostaną zalane. I rejsów na foki uruchomionych na czas majówki też nie będzie.

Plażowa część Mewiej Łachy. W końcu są sieweczki obrożne.

Zaczęło się od jednej, ale w ciągu dnia widziałem ich pewnie kilkanaście. Mimo że populacja lęgowa nad Bałtykiem jeszcze parę lat temu liczyła ok. 200 par i spadała, wydaje się, że działania ochronne gatunku podejmowane przez Kuling przynoszą pozytywne rezultaty. Jedną z ostatnich inicjatyw jest odnajdywanie i ochrona gniazd przed rabowaniem przez drapieżniki dwunożne, czteronożne i skrzydlate. Nad każdym znalezionym gniazdem ustawiany jest druciany kosz z oczkiem odpowiednio dużym, by sieweczka mogła swobodnie wejść i odpowiednio małym, by lisy czy mewy nie sięgnęły jaj.  

A na każdą taką klatkę z wysiadującą jaja sieweczką spogląda jeszcze kamera. Jeśli już coś się stanie niedobrego z lęgiem, wiadomo będzie, jak to się stało, co umożliwi budowę lepszych zabezpieczeń w kolejnym roku. Np. w tym roku zaczęto głębiej zakopywać klatkę, bo czasem lisom udało się podkopać. Sporo opowiedziały mi o tym strażniczki pilnujące ochotniczo rezerwatu i była to najcenniejsza nauka tego dnia.

A w kategorii zdjęcie dnia wygrała rybitwa wielkodzioba. 

Z wiadomego powodu przedstawionego na powyższej fotografii zwana także marchewą.

Powrót przez las. A gdzie drwa rąbią, tam wiewióry lecą

Pół dnia tylko zajęła mi ta wycieczka – mniej niż planowałem, bo pogoda nie dała szans mi i ptakom. Po również wcześniejszym obiedzie był za to jeszcze czas na wycieczki po bliższej i dalszej okolicy. Widziałem jeszcze biegusa małego, stadko biegusów zmiennych, mewę małą, rybitwę białoczelną, wybierające się za morze stado pliszek żółtym thunbergi, słyszałem zaganiacza i muchołówkę małą. Sporo jak na jeden nieudany pogodowo dzień.

Wyjeżdżając z domu wczoraj rano miałem na liczniki 185 gatunków ptaków na tegorocznej liście. Nie liczę na bieżąco, ale po dzisiejszym dniu jestem już blisko dwusetnego ptaka! Jaki gatunek nim będzie?

Na ptakach się było

Kilka dni majówki spędziłem ptasio na Wyspie Sobieszewskiej i w jej okolicy. Zatrzymałem się w miejscu dobrze już znanym, czyli w idealnie dla ptasiarzy położonej i przyjaznej gościom z psami Starej Wędzarni.  

Poza odpoczynkiem i spędzaniem całych dni w naturze nastawiam się na zobaczenie dziesięciu, może nawet kilkunastu niewidzianych przeze mnie jeszcze w tym roku gatunków ptaków, głównie mew, rybitw i ptaków siewkowych. 

Dzień zaczął się dobrze – jeszcze wcześnie rano pod domem usłyszałem pierwszą w tym roku wilgę. Dobra zapowiedź! 

Na miejsce przyjechałem późnym popołudniem – za późno na dłuższą wycieczkę do rezerwatu Mewia Łacha na wschodzie wyspy, ale dostatecznie dużo na spacer do pobliskiego Ptasiego Raju i na plażę. Droga najpierw prowadzi lasem – i pora i miejsce nie dają nadziei na ciekawe obserwacje więc szybko docieram do pierwszego ciekawego punktu. Kiedyś było tu duże jezioro, dziś niewielkie lustro wody otoczone jest rozległym trzcinowiskiem i krzewami – dobre środowisko dla wielu grup ptaków: wodnych, pokrzewek, trzciniaków, mew, rybitw i drapoli. Teraz trzeba dobrze oko i ucho nastawiać: oko w górę, ucho w dół. I już po chwili oko wyłapuje pierwszą rybitwę.

 To rzadka w Polsce, ale dość częsta nad morzem rybitwa czubata – moja pierwsza w tym roku! Ucho natomiast wyłapuje z krzaków monotonne cykanie również pierwszego w tym roku świerszczaka. 

Docieram do plaży. Mimo wieczornej pory, miałem jeszcze nadzieję na zobaczenie sieweczki obrożnej. Zwłaszcza, że zachodnia część plaży jest chroniona właśnie ze względu na lęgi sieweczek. Nie udaje mi się jednak wypatrzeć ani jednej – nic to, będę miał jeszcze sporo okazji w najbliższych dniach, by ją spotkać. Na pocieszenie zostaje pliszka siwa  

Wieczorne plażowe krajobrazy

Dokładając drogi, wracam brzegiem Martwej Wisły

Jutro długi i jeszcze ciekawszy dzień.