Miesiąc: Kwiecień 2021

Krzywy krzyżodziób

Krzywy krzyżodziób to dosłowne tłumaczenie nazwy naukowej krzyżodzioba świerkowego – Loxia curvirostra. Ptak z rodziny ziarnojadów (formalnie mówiąc – łuszczaków), bardzo nieliczny w Polsce, występuje w północno-wschodniej Polsce oraz w górach. Żywi się głównie nasionami szyszek świerkowych – stąd nazwa i stąd charakterystyczny dziób, dzięki któremu ptak jest w stanie wyłuskiwać nasiona. I najczęściej spotkamy go na  świerkach lub w ich w okolicach.

Do tej pory krzyżodzioby świerkowe widywałem z rzadka powyżej wsi i częściej w górach – prawie za każdym, gdy byłem na Stogu Izerskim, w którego okolicach pewnie wyprowadza lęgi.  A wysiaduje jaja jeszcze zimą, bo wtedy pokarmu jest pod dostatkiem – łatwo go wtedy wypatrzeć, bo żaden inny gatunek tak się wtedy nie uwija. Ostatni rok był bogaty, szyszek było bardzo dużo, co jeszcze i dzisiaj widać na wierzchołkach świerków. W tak obfite lata tym bardziej krzyżodzioby nie mają powodu, by zlatywać niżej.

A ten o poranku siedział na jaworze koło domu. Mimo że nie było go widać, usłyszałem nieznany śpiew, który mnie zaintrygował:

(nagranie z portalu xeno-canto.org)

Wypatrzenie go najpierw gołym okiem, potem lornetką i w końcu obiektywem już nie było trudne – kolorystycznie ptaszek dobrze się wyróżniał, a i płochliwy specjalnie nie jest.

Mimo to zdjęcia bardzo ostre nie wyszły: wiatr gałęziami miotał i na manualu ostrzyłem.

Widać jednak kolory i mocny  dziób skrzyżowany na końcu.

Co ciekawe, młode krzyżodzioby rodzą się z prostym dziobem, który ulega zakrzywieniu dopiero, gdy młode ptaki same zaczynają wydobywać nasiona z szyszek. I taki dziób może skręcić się w lewo lub w prawo – nie ma reguły.

Cytując za Księgą Gór Izerskich („Kniha o Jizerských horách” Miloslav Nevrlý, 1981): w czasach, gdy w Karkonoszach i Górach Izerskich odławiano jeszcze drobne ptaki, krzyżodzioby często trafiały do klatek w domach.  Były ponoć niewymagające, przytulne i długo żyły. Górale izerscy wierzyli, że woda, w której krzyżodziób kąpał się w klatce, ma własności lecznicze: krzyżodzioby z dziobem skrzyżowanym w lewo leczyły słabą płeć, te z dziobem w prawo były dobrodziejstwem dla mężczyzn. A piorun nie uderzył w dom, w którym trzymano krzyżodzioby.

W widoku en face wygląda nawet groźnie.

Mimo 31 gatunków ptaków zaobserwowanych tego dnia podczas spaceru Doliną Bobru, to wydarzeniem niedzieli było poranne spotkanie z krzyżodziobem świerkowym.

Doliną Bobru

Spacer fotograficzno-ornitologiczny na dwanaście łap. Czyli my i psy. Ja z lornetką i przewodnikiem Collinsa “Ptaki” za paskiem, małżonka z aparatem i dodatkowym teleobiektywem – wszystko to się przydało. 

Samochód zostawiliśmy w Siedlęcinie, pieszo poszliśmy w dół rzeki do hydroelektrowni we Wrzeszczynie, a wróciliśmy drugą stroną rzeki. Przeszliśmy pewnie niecałe osiem kilometrów, ale ze względu na przystanki na podglądanie przyrody spacer zajął nam niemal trzy godziny. Nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł – minęliśmy sporo biegaczy, cyklistów, spacerowiczów i wędkarzy, ale tłumów nie było.

Krótka fotorelacja poniżej. Więcej zdjęć w Galerii

Zacznijmy od najważniejszego: licząc łącznie z kilkoma gatunkami ptaków zaobserwowanymi jeszcze pod domem, potem po drodze z samochodu i nad Bobrem, zaobserwowałem dziś 31 gatunków – pełna lista na końcu.

Jeszcze w samym Siedlęcinie spotykamy pana nurogęsia (Mergus merganser). Potem widzieliśmy jeszcze kilka nurogęsi, w tym dwie dobrane już pary.

Uwaga językowa: TA nurogęś (jak gęś), a nie TEN nurogęś (jak nur). Wśród ptasiarzy słyszy się obie wersje.

I nie jest to ani nur, ani gęś – nurogęś należy to traczy.

Ptactwo wodne i żyjące blisko wody rozczarowało. Najliczniejsze – co akurat nie dziwi – były krzyżówki: naliczyłem ich ponad czterdzieści, w większości samców. Było też siedem nurogęsi i jedna przelatująca czapla siwa. Żadnych innych kaczkowatych, chruścielowatych, czaplowatych czy zimorodków.

Widoki z Doliny Bobru

Niewiele roślin już kwitnie: podbiał, zawilce (po prawej), żółć złota (po lewej), lepieżnik.

Latolistek cytrynek na lepieżniku białym

Mimo sprzyjających warunków niektóre z ptaków były trudne do oznaczenia (czyli zidentyfikowania nazwy gatunkowej), nawet patrząc na nie przez lornetkę z dziesięciu metrów i natychmiast przewracając kartki przewodnika. Na przykład w przypadku poniższego ptaka nie widziałem dobrze jego – jak się później okazało – ziarnolubnego dziobu, a rdzawo-pomarańczowe boki z niczym mi się nie kojarzyły. Dopiero w domu, oglądając go na powiększonym zdjęciu, mogłem rozpoznać wszystkie szczegóły i oznaczyć na 100% jako samiczkę makolągwy (Linaria cannabina). Małżonka świadkiem, że taka była moja pierwsza intuicja, z której się po chwili jednak wycofałem.

Przez chwilę obserwowaliśmy śpiewaka (Turdus philomelos) siedzącego z wiązką materiału budowlanego w dziobie. Gdzieś w pobliżu musiało być jego gniazdo. On nas też obserwował i widział, że i my go widzimy. I tak patrzyliśmy na siebie, czekając, kto wykona ruch pierwszy. Bo trzeba wiedzieć, że ptaki są inteligentne i łatwo położenia gniazda nie zdradzają. Śpiewak czekał więc aż odejdziemy i dopiero wtedy podfrunął do gniazda. 

Piszę “on”, bo to TEN drozd śpiewak, ale ich płci nie odróżniam – może to była pani śpiewaczka?

Widok na hydroelektrownię we Wrzeszczynie

Z wysokości zapory zauważyłem właśnie dwie pliszki górskie (Motacilla cinerea).

Fotograf i teleobiektyw robili co mogli, ale ostro nie wyszło. Ale jako zdjęcie dokumentujące obserwację – bez zarzutu.  Widać, że to samiczka pliszki górskiej.

Z oznaczeniem tego ptaka się nie popisałem. Sylwetka i ubarwienie jak u sroki, ale z daleka wydawał mi się znacznie mniejszy. Tak w połowie między sroką a srokoszem. I do żadnego ptaka mi to nie pasowało. Po chwili ptaszek się ruszył, podfrunął i usiadł bliżej, nie pozostawiając wątpliwości, że to była sroka (Pica pica).

Wszystkie dzisiejsze gatunki wraz z liczebnością – widziane nad Bobrem, koło domu i podczas jazdy samochodem z i na wycieczkę: bogatka 5, czapka siwa 1, czarnogłówka 1,  śpiewak 1,  dzięcioł duży 3, grzywacz 3, jer 1, kos 5, kruk 1, krzyżówka >40,  krzyżodziób 1,  makolągwa 1, mazurek 3,  modraszka 5, myszołów 2, nurogęś 7, pliszka żółta 2, pliszka siwa 2, pustułka 2, raniuszek 2, rudzik 2, sierpówka 1, sosnówka 1, sójka 4, sroka 2, szpak 3, trznadel 2, turkawka 1, wrona siwa 4, wróbel 9, zięba 14. Razem 31 gatunków, 129 osobników.

Dwa gatunki z powyższej listy zasługują na większą uwagę: krzyżodziób świerkowy zaobserwowany na klonie pod domem i turkawka. O tym pierwszym będzie osobny wpis. Ten drugi o tyle zaskakujący, że czas na przyloty turkawek dopiero nadchodzi z końcem kwietnia. Zdjęcia nie mam, więc obserwację tę można podważyć, choć będę się upierał… Z turkawką czy bez – niezły dzień.

Więcej zdjęć w Galerii.

Spacer ornitologiczny

Prawie dwugodzinny, kilkukilometrowy spacer po łąkach i lasach pomiędzy wsią a Tłoczyną. Przedwiośnie – ruch w ptasim świecie przy braku liści – sprzyja obserwacjom: 27 rozpoznanych gatunków, kilka nierozpoznanych. To jeden z bogatszych połowów. 

Szczególnie rzadkich gatunków nie widziałem, a najciekawsze obserwacje to niekoniecznie ptaki migrujące, które właśnie do nas przyleciały – zdecydowana większość to gatunki osiadłe, które po prostu teraz lepiej widać. Pełna lista już wpisana do bazy ornitho.pl. Warte odnotowania: po jednej pustułce, pluszczu, piecuszku i mysikróliku, 2 pełzacze leśne, 6 jerów i jedna samiczka krzyżodzioba świerkowego.

Pustułka na naszym terenie jest już chyba ptakiem osiadłym, choc formalnie to ptak migrujący. Ok. 3000 par lęgowych w Polsce. 

Pluszcz też jest osiadły, ale gdy w największe mrozy strumienie zamarzają, migrują one na niżej położone tereny. W czasie zaczynającego się już sezonu lęgowego stają się bardzo terytorialne zazdrośnie pilnując swojego odcinka rzeki – na jednym kilometrze biegu rzeki mogą przebywać co najwyżej 2 pary, a często jest to mniej, jeśli woda mało zasobna.

Piecuszek to jedyny na tej krótkiej liście migrant i to długodystansowy p zimuje w Afryce subsaharyjskiej. 

A to robota dzięcioła czarnego, którego dobrze było słychać, ale ani razu nie było widać.

Farma fotowoltaiczna w Giebułtowie

Burmistrz Miasta i Gminy Mirsk ogłosił pierwszy nieograniczony przetarg ustny na dzierżawę działki w Giebułtowie z przeznaczeniem na teren pod farmę fotowoltaiczną. Całkowita powierzchnia działki wynosi ponad dwa tysiące hektarów z czego ponad 120ha miałoby być zajęte przez farmę fotowoltaiczną. Działka znajduje się na terenie obszaru Natura 2000.

Tu można przeczytać więcej o stanowisku Burmistrza w tej sprawie.

Potencjalna inwestycja wzbudziła zrozumiały sprzeciw lokalnej społeczności – zarówno ze względu na istniejący tu chroniony obszar Natura 2000, rolniczo-agroturystyczny charakter okolicy, jak i na bliskość zabudowań i związane z tym uciążliwości dla mieszkańców. Od paru dni trwa zbieranie podpisów pod petycją do Burmistrza o niewydanie zgody.  

Choć nie wszystkie podnoszone argumenty w przesłanym mi mejlu uważam za sensowne (np. ten że farma fotowoltaiczna wytwarza ciepło, wibrację, szum, promieniowanie, powoduje zagrożenie pożarowe i porażenia prądem), podpisałem tę petycję. Najważniejszy dla mnie argument to fakt, że inwestycja miałaby powstać na obszarze Natura 2000, podczas gdy nie brakuje nieużytków na terenach niechronionych. Obszary Natura 2000 zajmują zaledwie 20% powierzchni kraju. Szansa na znalezienie odpowiedniego terenu na pozostałych 80% jest na oko cztery razy większa.

Sam mam od prawie trzech lat dużą instalację fotowoltaiczną na dachu domu. I śpię spokojnie bezpośrednio pod tym dachem, kilka metrów of falownika przetwarzającego stały prąd generowany przez panele na prąd zmienny umożliwiający podłączenie do sieci. Zagrożenia generowanym ciepłem, wibracją, szumem, promieniowaniem, pożarem czy porażeniem prądem nie stwierdziłem. Dobrze by było, by argumentów przeciwko instalacjom FV niepotrzebnie nie mnożyć, bo kiepski argument raczej osłabia siłę protestu, niż ją wzmacnia. 

Rozważcie podpisanie petycji.