Miesiąc: Maj 2021

Mglisty las

Długi spacer zaczął się o mglistym jeszcze poranku, a zakończył w słoneczne południe. 

Im wyżej, tym przejrzyściej

Mierzymy się wzrokiem

Łąki nad Przecznicą 

Kwitną storczyki

Niedawno zrabowana budka koło domu. Gniazdo miały tu bogatki, co najmniej jedna z nich padła ofiarą innego ptasiego drapieżnika. Podejrzewam sóweczkę – pozostawiła resztki obdartych z sikorki piór na dachu budki. 

W innych budkach lęgi szpaków, mazurków, modraszek i bogatek mają się dobrze.

Bobrek przed pełnią zakwita

Z dużym opóźnieniem w stosunku do poprzednich lat i długoletniej średniej na naszym podleśnym torfowisku dwa dni temu zakwitły w końcu pierwsze bobrki trójlistkowe.

Równocześnie z pierwszym bobrkiem zakwitła też pierwsza wełnianka.

A dziś z okazji Dnia Mamy mamy pełnię. Kilka twarzy wczorajszego księżyca

Dziwonia i inne dziwy

Przedpołudniowa wycieczka nad Stawy Sobieszowskie i Podgórzyńskie przyniosła obfity plan:  dużo gatunków ptaków, w tym kilka w tym roku jeszcze przez nas nie widzianych. Kilka ładnych zdjęć też wyszło. Zapraszam.

Pieszą część wycieczki zaczynamy od pięknego Centrum Opieki nad Dzieckiem “Dąbrówka” – piękny to poniemiecki jeszcze budynek i pięknie położony wśród dzikiej przyrody na skraju Cieplic. W dzieciństwie na spacer od strony wałów się tu przychodziło. 

Jest to nieco dzika okolica, w pobliżu znajdują się bliźniacze do podgórzyńskich stawy, ale mniej zagospodarowane. Zaraz tam pójdziemy, ale najpierw parę pierwszych niekoniecznie tylko ornitologicznych zdjęć.

Od początku byliśmy skrycie obserwowani

Niczym drewniana kapliczka. A w niej młode owocniki żółciaka siarkowego.

Kowalik

Od Cieplic przez Dąbrówkę w kierunku  Sobieszowa prowadzi stara lipowa aleja. 

Ładnie pozujący (drozd) śpiewak 

Bliżej stawów krajobraz się otwiera. Widok na Chojnik.

Wysoki Kamień uświadamia, że daleko od Gór Izerskich nie odjechaliśmy

Powietrzne zaloty błotniaków stawowych

Mewa siwa. Mewy już dawno nie są ptakami kojarzonymi wyłącznie z morskim wybrzeżem; skolonizowały już większe rzeki i zbiorniki wodne wewnątrz lądu oraz wysypiska. U nas jednak – chyba na szczęście – ciągle ich mało. 

Mimo dobrego zdjęcia mam problem z identyfikacją gatunku: gajówka, zaganiacz?

Najcenniejsza zdobycz dnia – dziwonia.

Jest to łuszczak, czyli kuzyn zięb, dzwońców czy szczygłów, ale żyjący zwykle blisko wody.

W Polsce nieliczny ptak lęgowy.

Tak ładnie na czerwono ubarwiony to samczyk; samiczka jest niemal jednolicie szara.

Potrzos – też cenna zdobycz. Powinniśmy go byli widzieć na Stawach Rębiszowskich, ale mimo licznych tam wizyt jak dotąd nie udało się.

Potrzos to kuzyn trznadla, ale bardziej podobny do wróbla za wyjątkiem czarnej głowy.

Okrążamy Stawy Sobieszowskie i po dłuższym marszu powracamy w okolice Stawów Podgórzyńskich. Niedawno to byliśmy, więc tylko sprawdzamy, czy coś przybyło lub ubyło. Ubyła czapla nadobna – nie było jej już dzień po naszej poprzedniej wizycie. Ale przybyły kormorany

Krzyżówki wodzą już młode

Wodujący łabędź niemy

Paszkot w towarzystwie innego drozdowatego (śpiewak?) nad brzegiem stawu

Widok na Karkonosze

Gąsiorek uchwycony już pod domem. Tak ładny ptak, że można fotografować go codziennie.  

W sumie zaobserwowaliśmy lub usłyszeliśmy 48 gatunków ptaków. To chyba najobfitszy plon w ciągu jednego dnia. 

Długo taki dzień się nie powtórzy – bujnie rozwijająca się zieleń będzie coraz bardziej utrudniała obserwacje.

Spacer na Jelenie Skały

Pogoda oglądana przez szybę nieco myląca – wydaje się słonecznie i ciepło, ale w terenie chłodny i silny wiatr studzi zapał spacerowy. Poszliśmy więc do lasu, gdzie nieco mniej wieje. Kierunek – Jelenie Skały.

Widok ten przypomina, że nie jesteśmy w lesie, ale na plantacji desek.    

Samczyk zięby

na skałach gwizdało okrutnie, ale dla tych widoków warto było za Państwem przyczłapać.

W najodleglejszym planie na linii horyzontu dymią chłodnie kominowe elektrowni Turoszów – niesławnej bohaterki konfliktu polsko-czesko-unijnego.

Jaki to owad?

Żadne inne stworzenia nie sprawiają takiej trudności w identyfikacji gatunku, jak owady.  A to przez ich bogactwo. Nie ma atlasów, portali, gdzie byłyby one wszystkie. 

Kowalik – tym razem z głową w górę, co u tego gatunku nie jest oczywiste. Jako jedyne chodzą one po drzewach z głową w dół.

Zagadka: jak wygląda dzięcioł duży? 

Dzięcioł duży wygląda zza pieńka. 

Spokój na Mrożynce

Jajo grzywacza na łące.  

Dowód rzeczowy znacznego spóźnienia tegorocznej wiosny. W 2019 roku pierwsze bobrki trójlistkowe zakwitły w tym miejscu 27 kwietnia. W 2020 roku było to 6 maja. W tym roku –  a mamy już 22 maja – jeszcze nie zakwitły. Ale to już pewnie na dniach się stanie – łodygi i listki sterczą już wysoko. 

Bobrka w tym roku wyprzedziła gółka – nasz izerski storczyk. Gatunków storczyków na łąkach izerskich jest więcej, ale na naszych łąkach występuje tylko ten jeden.

Ten okaz wyrósł na nowym stanowisku niedaleko domu. Tam gdzie ich co roku kwitnie kilkadziesiąt, jeszcze liści nawet wśród innych roślin nie widać. Czyżby na lato czekały?

Wilga

Pierwsza w tym roku wilga przemknęła nam dziś przed oczami. Aparatu pod ręką niestety nie było. Przeleciała zresztą szybko i zniknęła w krzakach, więc i tak nic z fotografowania by nie było. Ale obserwacja cenna, bo wilgi w naszej okolicy nie widziałem już parę lat. 

Kilka innych fotek w pobliżu domu się udało.

Kapturka – nasza najpospolitsza pokrzewka. Szara, dość niepozorna. Wizualnie łatwa do odróżnienia od innych gatunków po czarnym kapturku u samca, a brązowym u samiczki. Pięknie śpiewa, nieco podobnie do śpiewaka czy kosa.

Żółciutki samiec trznadel wśród zieleni 

Trzeszczący na całą okolicę samczyk potrzeszcza

Pospolita bogatka, ale z ładnym zielonym tylnym światłem

Plamka mazurka w podobnej scenerii

Czy dwa samce krzyżówki to para? W każdym razie jaj z tego nie będzie. W tym roku gniazdo kacze na naszym stawie jest puste. Była jedna próba lęgów, po której pozostało jedno niezaopiekowane jajo.

Zdjęcie lotnicze – z beingiem z Lufthansy ścigał się jeden z najszybszych ptasich lotników, jerzyk.  

Czyż nie ładna gradacja kolorów?

Piknik fotograficzny

Dwa nowe pozwolenia na przywóz odpadów

Burmistrz na stronach Gminy opublikował dwie nowe decyzje GIOŚ. Inspektor wydał zgodę na przywóz łącznie 74 000 ton odpadów (rdzeni i from odlewniczych oraz betonu, gruzu ceglanego i odpadów ceramicznych) celem wypełnienia wyrobiska poeksploatacyjnego w Proszowej. Odpady te mają być przewiezione na 2 800 ciężarówkach do lutego 2022 roku.

Choć decyzje te są bardzo kontrowersyjne dla mieszkańców naszej okolicy, z prawnego punktu widzenia sprawa ta została przesądzona już w 2013 roku. Wtedy to Starosta Lwówecki nakazał firmie PRI-Bazalt rekultywację terenu poprzez jego wypełnienie  odpadami neutralnymi środowiskowo celem przywrócenie jego pierwotnych walorów przyrodniczych sprzed eksploatacji. A gruz czy pyły z gazów hutniczych takimi odpadami są.

Nie wiem jakie inne możliwości rekultywacji wchodziły w grę. Będąc na tym wyrobisku parę razy, nie miałbym nic przeciwko pozostawieniu tam niecki wypełnionej wodą, zabezpieczeniu ścian przed dalszą erozją i zdaniu się co do reszty na przyrodę.  

Kilka ładnych fotek

Maj dla ptasiarzy mógłby trwać cały rok… Kilka co ładniejszych zdobyczy znad Stawów Rębiszowskich.

 

Pokląskwa

Pokląskwa ze zdobyczą w dziobie

Samczyk gąsiorka

Błotniak stawowy w przestworzach

Błotniak na tle Wielkiego Szyszaka i Śnieżnych Kotłów

Żurawie na jednej z ostatnich zarośniętych grobli

Dramatyczne krajobrazy

Taking off

Łyski w swym ulubionym biotopie

Twórca i tworzywo

No koniec spotkanie ze stadem potrzeszczy. To bliscy kuzyni trznadli ale skromniej ubarwieni. Również piosenkę mają nieco zbliżoną do trznadli, ale fatalnie wykonaną – przypomina mi nieco odgłos tłuczonego szkła. 

Rarytasy na Stawach Podgórzyńskich

Rzadko specjalnie na podglądanie ptaków jeździmy dalej niż kilka, kilkanaście kilometrów od domu, ale od czasu jakiegoś ciągnęło nas na Stawy Podgórzyńskie. Z wielu powodów zresztą. Od dzieciństwa chyba tam nie byłem, więc pamięć chciałem odświeżyć. Nigdy specjalnie za ptakami tam się nie rozglądałem, a wiem z profesjonalnych opracowań ornitologicznych, że ptactwo ma się tam dobrze. 

No i już któryś z kolei sezon działa tam restauracja całkiem nieźle wkomponowana w wodny krajobraz. Patrząc na wodę i góry, pomiędzy kolejnymi łykami kawy można naliczyć wiele ptasich gatunków. Polecam to miejsce.

Niestety, całych stawów nie da się obejść, dostępu bronią bowiem tabliczki oznajmujące, że to teren prywatny i wstęp jest wzbroniony. Spacer trzeba więc ograniczyć do 200-300m metrów od parkingu przy restauracji. Następnym razem spróbujemy podjechać do stawów od zachodu lub południa.  

Jak na dość ograniczony w terenie spacer, połów fotograficzny i ornitologiczny był bardzo dobry. Od pierwszego rzutu oka na lustro wody było widać, że bogactwo ptactwa jest tu bez porównania większe, niż na Stawach Rębiszowskich. Dlaczego tak jest? Większe lustro wody a mniej zarastającej niecki stawów roślinności? Żyźniejsze te stawy? Cieplejsze? Nie wiem.   

Poniżej kilka ciekawszych obserwacji.

Parka czernic. Uwagę zwraca dymorfizm płciowy – samiec i samica wyglądają jak osobne gatunki.

Samiec głowienki

Rodzice wodzący stadko gęgawek

Inne zasady ruchu tu panują niż na drodze – gęsi nadpływające z lewej mają pierwszeństwo, łabędź musi poczekać. 

Jezioro łąbędzie

Pierwszy z rzadszych okazów – gęsiówka egipska.

Jak nazwa wskazuje, jest to gatunek afrykański.  Sztucznie wprowadzony do Europy skolonizował już chyba cały kontynent. Do Polski gęsiówki najpierw tylko zalatywały, a teraz już są gdzieniegdzie gatunkiem lęgowym.  

Gęsiówki to ptaki terytorialne z bardzo silnym instynktem obrony terytorium przed intruzami. Dlatego uważana jest za potencjalnie groźna dla rodzimych ptaków i jako taka nie jest objęta żadną ochroną prawną.

Sensacją dnia na skalę ogólnokrajową jest ptaszek z tego zdjęcia:

Z daleka wyglądał na czaplę białą – żadna sensacja. Ale z bliska widać było kilka elementów, których czapla biała nie ma: ciemny dziób, pióra z tyłu głowy i żółte palce. No i sylwetka drobniejsza, ale z tego człowiek zdaje sobie sprawę, gdy już wie, że patrzy na coś innego niż się spodziewał. A ja nigdy wcześniej nie widziałem takiego gatunku i dopiero w domu z atlasem w ręku mogłem go nazwać – to czapla nadobna. Bardzo rzadko zalatująca do Polski. W tym roku portal ortnitho.pl pokazuje tylko pięć miejsc w Polsce, gdzie była widziana. Teraz już sześć. Ma ona swój rozdział w książce profesora Stawarczyka “Rzadkie ptaki Polski”. Pani Gramsz – kierowniczka działu ornitologicznego Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach – już mi dziś wieczorem potwierdziła, że tego gatunku na stawach w Podgórzynie jeszcze nie obserwowano, a przecież ptaki są tam liczone często i regularnie. 

Trafiła nam się więc ta czapla nadobna jak ślepej kurze ziarno… 

Złota godzina nad wodą

.. czyli wieczór fotograficzny na Stawach Młyńsko.

Choć złota godzina w naszej szerokości geograficznej trwa tylko trzy kwadranse, nasza piątkowa jej wersja miała jakieś sto pięćdziesiąt minut. A mogła być i dłuższa, gdyby nie wyczerpujący się akumulator. Połów fotograficzny na dwa aparaty był całkiem udany, stąd i relacja nieco przydługa. 

Jeszcze z samochodu strzelam do bażanta. 

Pierwsze ptaki rzucające się w oczy na miejscu to dymówki i jerzyki. Krążą ich wokół nas grube dziesiątki. Dymówki w dużych ilościach już wcześniej tu widzieliśmy. Jerzyki to całkiem niedawni przybysze – musiały wrócić w nasze okolice w ciągu ostatniego tygodnia. 

Nad stawami jerzyki tylko polują. Gniazdują pewnie w wieżach kościelnych i innych wysokich budynkach otaczających stawy miasteczek i wsi, które zastępują im skalne dziuple. 

Drugi już raz tej wiosny widzimy gęgawy. Tym razem trzy dorosłe osobniki. Skoro nie pofrunęły dalej, to może wyprowadzą lęgi i spędzą tu cały sezon.  

Krajobrazy nad stawami.

Nie licząc i tak niepoliczalnych jaskółek i jerzyków, najliczniejsze tego wieczora były łyski – widzieliśmy lub usłyszeliśmy kilkanaście osobników.

 

Łyskowy tryptyk: łyska biegnąca po falach, łyska ścigana przez inną łyskę, pojedynek łydek

Pięknie zaprezentował się nam samiec błotniaka stawowego. Już podjeżdżając nad stawy, widzieliśmy go podczas wykonywania podniebnych akrobacji. A potem, gdy byliśmy bliżej jego siedliska, sam w naszym kierunku nadleciał i powolnym lotem przesunął się przed obiektywem na tle Grzbietu Kamienickiego.

Martwa już natura – wspólne dzieło bobra i pilarza.

 

Krzyżówki już nam trochę spowszedniałym, ale trudno powstrzymać się przed naciśnięciem migawki w takiej sytuacji.

Maskujące ubranie tym bardziej teraz konieczne, że drzewa i zarośla na głównych stawach niemal całkowicie już wycięto.

Żurawie dziś się nie narzucały. Jeden na ziemi, kilka w locie. Do miejsca, gdzie dorosłe prowadzały młode nie podchodziliśmy – niech przejdą w spokoju najtrudniejszy okres, gdy i młode i ich rodzice są nielotami. Rodzice też – przechodzą właśnie pierzenie. 

Łabędź na rozbiegu

Kolory wskazują, że właściwa złota godzina już nadeszła.

Złotogodzinne krajobrazy

Trzciniak jako płochliwy ptak, jest trudny do fotografowania. Lokalizację ułatwia głośny i charakterystyczny śpiew, ale nie sposób go wypatrzeć wśród trzcin. 

Z kilku usłyszanych tego wieczora samczyków, ten jeden był chyba z obecnością ludzi bardziej oswojony, bo rewir swój miał blisko miejsc, gdzie siedzą zwykle wędkarze. Wspiął się po trzcinach wyżej i dał się podejść znacznie bliżej niż inne. 

Na tym i poniższym zdjęciu widać, jak trzciniak pracuje podgardlem.  Śpiewając, nadyma je tak, że cały ptak wydaje się większy. 

Moje zdjęcie dnia. Tylne światło zachodzącego słońca rozmywa tło czyniąc je miękkim dla oka, a i ostrość złapana prawie tam, gdzie trzeba.

Bohaterami dnia była parka perkozów dwuczubych. Pani perkozowa wysiadywała jaja, pan perkoz czuwał w pobliżu. A słońce zachodziło.

Jeszcze po wzajemnym zdjęciu

Ostatni spust migawki i do domu 

Pociąg z internetem

Parę dni temu rakieta Falcon 9 wyniosła w kosmos już dwudziestą piątą misję satelitów firmy SpaceX należącej do Elona Muska. Za każdym razem wynoszonych jest 50-60 satelitów i wisi ich nad nami już ponad półtora tysiąca. Tuż po uwolnieniu satelitów przez rakietę podróżują one w bliskiej odległości jeden za drugim – można ich wtedy jednocześnie zobaczyć kilkadziesiąt. W ciągu następnych dni odległości między nimi zwiększają się, widocznych jednocześnie może być już tylko kilkanaście, ale ciągle tworzą jeden długi pociąg. Pociąg towarowy z internetem. Może kiedyś wyładują nieco tego internetu i nad nami…

W tych dniach (9-14 maja) jest duża szansa na wielokrotne obejrzenie satelitów z misji L25, bo przelatują nad Polską na dużej wysokości nad horyzontem, a i niebo gwiaździste nad nami. 

Dziś wieczorem (10 maja) najlepiej było je obserwować ok. 22:03. Z cienia Ziemi wyszły jakieś 60 stopni nad zachodnim horyzontem i przedefilowały niczym nie przesłaniane przez środek nieba, znikając za górami na wschodzie. 

Kilka nieudolnie zrobionych zdjęć z ręki zarejestrowało ich ślad.