Przenosimy kumaki

Wizyta nad Stawami Milickimi – część III.

Po śniadaniu i krótkiej przerwie ruszamy nad stawy ponownie. Tym razem samochodem – kierujemy się nad bogaty, według doniesień ptasiarzy, Staw Jamnik. Pierwszy przystanek robimy, gdy tylko widzimy taflę stawu. Stoi tam już inny samochód – mam nadzieję, że na linii brzegowej tłumu nie będzie. Przy samochodzie pojawił się jednak nie inny ptasiarz, ale dwóch umundurowanych strażników parku. Aż szkoda nie wykorzystać takiej okazji i nie porozmawiać o życiu stawów!

Starszy ze strażników – i szarżą i wiekiem – okazał się bardzo rozmowny, miły, dysponował ogromną wiedzą z życia Stawów Milickich, którą się chętnie dzielił. No i trochę rumcajsowato wyglądał, co tylko dodawało spotkaniu przyjemności.        

Zapytałem o ptaki, ale on natychmiast przeszedł na płazy. Bo to był właściwy powód jego wizyty w tym miejscu. Od wielu lat już Park organizuje akcję ratowania płazów przed ich rozjeżdżaniem na drodze pomiędzy lasem, gdzie zimują, a stawem, gdzie na wiosnę się rozmnażają. Znamy pewnie wszyscy ten widok: dziesiatki i setki metrów siatek rozciągniętych wzdłuż dróg. Takie siatki albo prowadzą do przepustu pod jezdnią, którym płazy same mogą sobie przejść, albo wpadają w specjalnie ustawione pułapki, z których trzeba je przenieść ręcznie. W tym miejscu Parku mamy do czynienia właśnie z tym drugim przypadkiem. W akcję włączone są dwie okoliczne szkoły, których uczniowie dwa razy dziennie przyjeżdżają, by wydobyć płazy z pułapek i przenieść je w rękach do wody. 

A że tych płazów do przenoszenie nie są tysiące, lecz raczej pojedyncze sztuki na dzień, frajda ta jest wręcz zarezerwowana dla uczniów.

Nasz Strażnik z przyjemnością i dla nas i dla niego wtajemniczył nas w cały proces.  Przeszliśmy razem wzdłuż siatki kilkadziesiąt metrów, zaglądając do każdej pułapki.

Te pułapki to zwyczajne pomarańczowe rury o średnicy około 20 cm wkopane w ziemię na 20-30cm tak, by ich górna krawędź licowała się z gruntem. Płazy w swej instynktownej nocnej podróży do wody natrafiają na siatkę i podążają wzdłuż niej aż do najbliższej pułapki. 

Zawartość dwóch z nich

W pierwszej i drugiej pułapce nie było nic. Zdaniem Strażnika ktoś był przed nami i wybrał już ich zawartość. Przez kolejną pułapkę przeszedłem również stwierdzając, że jest pusta. A to był błąd- Strażnika oko wyłapało w ziemnym dnie aż trzy żyjątka, których ja w ogóle nie dostrzegłem. To kumaki! Od góry tak się zlewają z ziemią, że bez znajomości tego stworzenia nie sposób  jest dostrzec. Ale za to od spodu, czyli na brzuchu, prezentuje się znakomicie. Na zdjęciu ten górny kumak spoczywa na łapach, ten dolny leży na grzbiecie wystawiając jaskrawy brzuch do potencjalnego drapieżcy. 

Te kolory i plamy w przyrodzie mają zwykle charakter ostrzeżenia przed substancjami trującymi – patrz muchomory. I tak też opisuje się w internecie kumaki nizinne, jako dysponujące trującym dla człowieka, a nawet dla samego kumaka, jadem. Coś z tą informacją jest jednak nie tak. Zdaniem Strażnika kumak niczego szczególnego nie wydziela i nie jest to trujące – on sam zbiera kumaki w niechronione niczym dłonie od dziesiątek lat, zachęca do tego dzieci od lat kilkunastu, więc i mnie bez większych trudności przekonał. Może trzeba takiego kumaka polizać, by trucizna odniosła skutek? 

Łącznie znaleźliśmy około dziesięciu kumaków ale za cichym przyzwoleniem Strażnika wolno mi było zabrać ze sobą tylko jednego, by nie rozczarować uczniów, którzy wkrótce mieli się tu pojawić.

Oczywiście nie na długo. Po przejściu całego pasa siatek wróciliśmy nad staw i tam kumaka uroczyście wypuściłem.

Radocha! 

Ale na koniec spotkania zrobiło się nam przykro. Rozpostarte na całej szerokości tylnej kanapy w samochodzie Strażnika leżało zwierzę. Nieżywe. Był to bóbr. Strażnik znalazł jego rozjechane truchło do drodze. Jego zdaniem był to młody samiec, który pewnie opuścił rodzinne żeremie i udał się w poszukiwaniu miejsca na założenie swojej rodziny. Nie dotarł.

Pierwszy raz widzę bobra z tak bliska – szkoda, że w takich okolicznościach. 

Pozdrawiam Pana Starszego Strażnika, jeśli tylko kiedyś dotrze na moje strony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.