Świt na Witce

Wydłużający się dzień sprawia, że świt wypada coraz wcześniej i coraz trudniej się wybrać tak, by zdążyć na złotą poranną godzinę. Tym bardziej, gdy trzeba tam jeszcze dojechać. Ale do jesieni lepiej już nie będzie – wstajemy więc przed piątą rano, by kilkanaście minut po szóstej zameldować się na Zalewem Witka (Niedów) koło Zawidowa. Złota godzina tego dnia zaczyna się o 6:08, więc trwa już parę minut, gdy docieramy na miejsce. Dzień zapowiada się słoneczny i ciepły, choć o poranku chłodno jeszcze.

Samochodem moglibyśmy podjechać do samego punktu widokowego na skarpie, ale wolimy pozostawić samochód i hałas z dala od brzegu i pokonać ostatnie metry pieszo.

Takim widokiem wita nas świt nad Witką  

Jest pięknie, widoki wprost malarskie i to nie jak z serii “zachód słońca nad jeleniem”. Nawet jeśli nie miałbym dziś dopisać żadnego nowego gatunku do mojej listy rocznej, to już wiemy, że warto było wcześnie wstać. 

Unosząca się nad mokradłami mgła wygląda jak pożar łąki.

Moje zdjęcie dnia powstaje już na samym początku – ale przekonuję się o tym dopiero w domu, przeglądając dzienny urobek. Te kolory to nie efekt filtrów czy paintshopów –  tam naprawdę tak było przez pierwsze pół godziny.

Ptasio nie jest zbyt bogato, gdy już się w poprzednich miesiącach niemal wszystko policzyło. Ale i tak spodziewam się jednego do trzech nowych gatunków do listy rocznej. I już nie wodnych ptaków, lecz wiosennych migrantów, które spodziewam się zobaczyć albo w powietrzu albo w trzcinach czy nadbrzeżnych krzakach. 

Pierwszy nowy gatunek tego dnia był całkowitym zaskoczeniem. Obco brzmiący dźwięk brałem początkowo za odgłos pochodzący z linii wysokiego napięcia przechodzącej w pobliżu. Dopiero któreś kolejne pojawienie się brzęczenia uświadomiło mi, że źródłem musi być – nomen omen – brzęczka. Ptak trudny do wypatrzenia wśród trzcin, ale też trudny do przegapienia, gdy tylko się odezwie.

Para perkozów dwuczubych

Para perkozów w tańcu godowym. Można patrzeć bez końca.

Na bobrowym żeremiu straż pełni wrona siwa

Dwa samce krzyżówki

Łabędzie już wysiadują jaja

Perkozy mącące lustro wody

Nadleciały łabędzie nieme

Robi się coraz jaśniej, ginie ciepłe pomarańczowe światło. Staje się dzień.

Gdy wracamy do samochodu przelatuje nam nad głowami kania ruda. 

A chwilę po niej pojawia się również kania czarna – ciemniejsza i z mniej wciętym ogonem. Wyraźnie choć nie agresywnie czarna przeganiała rudą.  

W innym miejscu chyba ta sama ciągle para kontynuowała sprzeczkę. A w jeszcze innym miejscu widziałem kanię rudą znoszącą w dziobie patyki na budowę gniazda. Wiem, gdzie będę wypatrywał kaniej młodzieży w następnych miesiącach.  

Opuszczamy południowo-wschodnią część akwenu i jedziemy do magicznej wsi – do Spytkowa. Jest tam pomost wchodzący nieco w wodę, z którego zwykle widać kaczą zupę. Ale nie tym razem – poza kilkoma śmieszkami i perkozami pusto i na wodzie i w powietrzu.

Idąc przez wieś, widzę taką parkę: kulczyk i szczygieł. Niby jedna rodzina łuszczaków, ale jaj z tego nie będzie. 

Stąd już blisko do zapory. Zimą zamknięta, od pierwszego kwietnia jest możliwość przejścia po niej na drugą stronę. I to czynimy, ciesząc się możliwością robienia zdjęć z tamy.

Para pliszek siwych wybrały balustradę na tamie na miejsce randki 

Po brzęczce i kani czarnej do listy rocznej dochodzi piegża

Wielowarstwowy widok z wysokiego północnego brzegu zalewu

Trójka dymówek. Ale to nie te jaskółki moją wiosnę uczyniły – pierwsze w tym roku jaskółki, też dymówki, widziałem już ponad tydzień temu na Stawach Rębiszowskich. 

Wracamy nad brzeg zalewu. Niemal spod nóg wyskakuje jakiś bekasowaty – może kszyk, z którym spotkam się jeszcze później.

Czapla siwa szuka śniadania

Łabędzie niczym koraliki nanizane na sznurek

Ujęcie dnia – inną, jeszcze lepszą wersję tego kadru wrzuciłem do Galerii

Ze środka tego obrazka spogląda na mnie ptaszyna. Widać ją?

Teraz lepiej? To podróżniczka, czyli samica podróżnika. Nie pierwsza w tym roku, bo gatunek ten pojawił się już również na Rębiszowie. Samczyk również kręcił się w pobliżu, udało mi się i zobaczyć i usłyszeć, ale obiektyw nie nadążył. A szkoda, bo to piękny ptaszek.

Kapturka

Jeden z pobliskich stawów hodowlanych jest spuszczony, tworząc idealne środowisko dla ptaków siewkowatych. Np. dla brodźca piskliwego, kszyka czy samotnika. Ten ostatni na mocno powiększonym zdjęciu, bo wszystkie siewki to płochliwe bractwo.

Kszyk w locie – tym razem zdążyłem wycelować, a obiektyw całkiem przyzwoicie wyostrzył.

Mokradła to również dobre środowisko dla dzików.

Tak się maskujemy 

Po ponad trzech godzinach kończymy tę jedną z najlepszych naszych wycieczek. Tuż po świętach mamy w planach kolejne dwa świty, ale już gdzie indziej. Z pewnością będzie z tej wyprawy obszerna relacja – już zapraszam.

Więcej zdjęć Doroty w Galerii.   

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.