U Radziwiłłów

Drugą połowę dnia spędzamy na wycieczce po nieco dalszej okolicy. Zapuszczamy się samochodem na wschodnie granice Doliny Baryczy, leżące już w województwie wielkopolskim.

Ale pierwszy przystanek wypada jeszcze przed granicą województw – w ostatniej na naszej drodze dolnośląskiej wsi, Starej Hucie. A właściwie tuż za nią – w miejscu, w którym mapy sugerują istnienie pozostałości przedwojennego cmentarza. Używam słowa “sugerują”, bo dzień wcześniej w innym miejscu też już szukaliśmy z Google Maps w ręku starego cmentarza, ale w oznaczonym miejscu rósł las. Młody wiek drzew wskazywał, że mogły one być posadzone dużo po wojnie na miejscu zapomnianego cmentarza.

W Starej Hucie mamy jednak więcej szczęścia – cmentarza nie trzeba szukać: jest przy drodze dokładnie tam, gdzie wskazuje mapa. Zachował się nawet budynek kaplicy.

Widoczny do dziś układ grobów

Kilka dobrze zachowanych tablic nagrobnych wskazuje, że cmentarz był czynny w drugiej połowie XIX w aż do 1945r. 

To oczywoście poniemiecki cmentarz ewangelicki, więc tablice są w języku niemieckim i nazwiska są również głównie niemieckie. Ale przecież znajdujemy się na pograniczu – gdzieś w pobliżu musiała przebiegać w dwudziestoleciu międzywojennym pomiędzy polską Wielkopolską a niemieckim Śląskiem. Więc są też i takie tablice 

czyli po naszemu Augusta Mądry z domu Marszałek.

Jest też i całkowicie polska mogiła –  Maria Maleszka zginęła śmiercią wojenną w wieku 19 lat. Pomnik pewnie postawiony dużo po wojnie

Wjeżdżamy do Wielkopolski. Kolejny przystanek w pobliżu miejscowości Moja Wola, gdzie znajduje się unikatowej architektury Pałac Myśliwski.

Jest to jedyny w Europie – albo jeden z dwóch w zależności od źródła – budynek, którego elewacja wyłożona jest korą dębu korkowego.  

Pałac postawiony jest na podmurówce z rudy darniowej – był to częsty materiał służący do budowy domów na terenie całej Doliny Baryczy.

Miano pałacu budynek dostał nieco na wyrost. Może słowo dwór byłoby odpowiedniejsze. O pałacowości może jednak świadczyć niepasująca do niczego wieża – na moim zdjęciu jej nie widać, co tylko dodaje ujęciu urody. 

Pałac wystawił sobie w połowie XIX wieku książę brunszwicko-oleśnicki Wilhelm. Po wojnie w rękach Lasów Państwowych, gminy i w końcu prywatnych. I chyba żadna z tych rąk nie była dla pałacu szczęśliwa – pałac stoi dziś pusty, zamknięty, nieco zaniedbany, ale chodzą po sieciach wieści, że liczne społeczne grono obrońców obiektu wraz z kolejnym prywatnym właścicielem nadadzą mu wkrótce nowego blasku.

Żywy roślinny ornament    

Najdalszy na mapie punkt dzisiejszej podróży to Antonin z tamtejszym pałac myśliwskim książąt Radziwiłłów. Tym razem to prawdziwy pałac 

Sam pałac ciekawy, ale jeszcze ciekawsze dla mnie jest to, że książę Antoni Henryk Radziwiłł (ten sam, który przez kilka lat był właścicielem pałacu Ciszyca koło Kowar) gościł w nim dwukrotnie młodziutkiego Fryderyka Chopina.

Pałac zbudowano na planie krzyża greckiego. Środkową część zajmuje trójkondygnacyjna sala z jednym centralnym filarem w formie komina 

W trzech ramionach krzyża mieściły się pokoje gospodarzy i dla gości – przy jednym z nich jest tabliczka informująca, że to właśnie w nim prawdopodobnie mieszkał Chopin.

Boczna klatka schodowa 

Sala upamiętniająca pobyt Chopina. Czy grał na tym fortepianie? Źródła milczą, więc pewnie nie grał.

Obiad planujemy zjeść w okolicy Antonina, a mamy jeszcze trochę czasu. Bez specjalnego planu jeździmy i chodzimy po okolicznych stawach obserwując ptactwo.

Duża grupa siewkowatych w zasięgu lunety

Rozpoznaję kilka gatunków: biegusy zmienne, bataliony, brodźce śniade, krwawodzioby i kwokacze. Nieźle, jak na nieplanowy łów, ale i żadnych nowości.

Na ptasią nowość wpadamy całkiem nieoczekiwanie – przy gospodzie, w której zatrzymujemy się na obiad, na niedużym stawie widzę jakoś zbyt ciemno wyglądające gęsi. Wydają się dość spokojne, biorąc pod uwagę dość ruchliwe otoczenie i bliskość ludzi. Przychodzi mi do głowy, że to może jakieś oswojone ptaki… Z bliska widzę, że to dwie bernikle kanadyjskie!   

Pierwszy raz w życiu widzę ten gatunek. I skąd one tutaj? Zmęczone w przelocie na odpoczynek się zatrzymały?  Piękny koniec dnia z nowym gatunkiem na liście rocznej.

Po ciemku już wracamy do Hubertówki, choć to ciągle tylko późne popołudnie przechodzące we wczesny wieczór. 

Na zdjęcia Dorotki zapraszam do Galerii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *