Sułów i Stary Staw

Stawy Milickie – część piąta i nie ostatnia jeszcze.

Popołudniem odbywamy jeszcze jedną, relaksacyjno-krajoznawczą wycieczkę po okolicy.  Pamiętamy, że przejeżdżając wczoraj przez Sułów, widzieliśmy tam dwa kościoły wybudowane w technice szachulcowej – oba o dość rozbudowanych formach. Przyciągnęły oko, więc szkoda  by było tam nie zajrzeć.

Najpierw podjeżdżamy pod kościół parafialny pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła prowadzony przez Salezjan. 

Obecna barokowa forma kościoła pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku. Z pewnością liczne remonty przechodził, bo wygląda bardzo porządnie, niemal jak nowy.

Wewnątrz odbywa się próba przedkomunijna, więc wejść nie możemy. Pozostaje oglądanie od zewnątrz i spacer po otaczającym go cmentarzu.

Zabytek przyrody jakich w okolicy już kilka widzieliśmy

Blisko znajduje się drugi, większy kościół pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej należący do tej samej parafii. Jest nieco tylko młodszy od poprzedniego, ale o obłej bryle i chyba znacznie pojemniejszy. O ile ten pierwszy od początku był świątynią katolicką, to ten, przy którym teraz stoimy, służył protestantom.  

Drzwi zamknięte – znak czasu, że kościoły są pozamykane poza godzinami mszy. Budynek  i otoczenie ładnie utrzymane, po licznych – pewnie całkiem niedawnych – remontach. 

Krótko tam zabawiliśmy. Jest czas, by jeszcze parę miejsc odwiedzić i przygotować grunt pod jutrzejszą poranną wycieczkę ptasią. Jedziemy na Stary Staw, gdzie znajduje się wieża obserwacyjna dla ptasiarzy.

Tym razem samochód trzeba zostawić nieco dalej i przespacerować się nieco ponad kilometr. Po drodze mijamy stare cmentarzysko – jego najstarsze ślady sięgają ponad dwa i pół tysiąca lat wstecz. Niczego oprócz tablicy pamiątkowej i nierównego leśnego terenu sugerującego wykopki po badaniach archeologicznych tu nie ma. 

Wchodzimy na wieżę kilka metrów powyżej lustra wody. Ładny widok na dużą część tego ogromnego ponad trzystuhektarowego stawu. Jest to największy i jeden z najstarszych stawów kompleksu milickiego. 

Na wodzie nie dzieje się zbyt wiele. Nad wodą górują śmieszki. Wpatrując się w każdą blisko przelatującą mewę, zwróciłem uwagę na jedną z nich: mniejszą i okrąglejszą od śmieszek – to mewa mała. Nowy gatunek!

Zdjęcia mewie małej nie byłem w stanie zrobić – zamiast tego jakaś inna mewa, zapewne śmieszka.

Widok z czatowni

Nad nami przeleciały dwie gęsi tworzące znaczek dwa ptaszki (“V”)

I bocian czarny – to chyba dopiero drugi w tym roku 

Nie jestem pewien, czy to dobre miejsce na poranne ptaszenie – duży zbiornik raczej nie wróży dobrze. No i słońca nie będzie, więc nawet dla samego światła nie ma co przyjeżdżać.

Jedziemy sprawdzić jeszcze Staw Niezgoda. To całkiem blisko ze Starego Stawu – można by i piechotą dojść. Jest tam przyjemna czatownia na poziomie gruntu – może tam właśnie następnego poranka się pojawimy?

Samochód zostawiamy pod takim drogowskazem 

Na groblach trwa wypas gęsi – naliczyłem około ośmiu par gęgaw łącznie z ponad 30 młodymi. Jedna para miała tylko jedno gęsię, ale była i para z ośmioma. 

Na wodzie trochę się dzieje. Akwen nie jest zbyt duży, więc dobrze widać i gołym okiem, i przez lornetkę, i teleobiektyw.

Na długiej serii zdjęć Dorota uchwyciła startującego do lotu łabędzie niemego. Ileż wysiłku wymaga od tego ptaka poderwanie się znad wody!

Czatownia spełnia oczekiwania – przestronna, skierowana na ciekawy fragment stawów, dobrze schowana. Wracamy tu skoro świt. 

Po rybnej kolacji podlanej dolnośląskim winem idziemy jeszcze na spacer po okolicy hotelu.

Taka ciekawostka na tyłach restauracji

Powstaje następujące pytanie – z czym trzeba się wybrać do takiej toalety, by być uznanym za wędkarza? Z podbierakiem? Jakąś zanętą? A może wystarczą wodery?

Zapada zmrok: kończy się światło i dzień zdjęciowy

Galerii jest jeszcze parę zdjęć Doroty – trzeba zobaczyć!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.