Polowanie na dudka i muchołówkę

…. czyli raport z wieszania budek.

Do kilkunastu już wiszących starszych budek lęgowych dziś dodałem kolejne. Najwyższy to był czas, bo jak niedawna obecność szpaka pokazała, ptaki lęgowe już wkrótce zaczną się rozglądać za miejscami na gniazdo. 

Nowe budki najlepiej wieszać już późną jesienią, aby ptaki miały dodatkowe nocne schronienie zimą, ale też by miały czas na oswojenie się z budkami. Dotyczy to oczywiście ptaków zimujących, bo te migrujące jeszcze długo się u nas nie pojawią i im chyba wszystko jedno. Na usprawiedliwienie powiem, że budki kupiłem już dawno i zalegały one długo w przedpokoju, czekając na pogodę umożliwiającą wspinanie się na drzewa. 

Nowością są dwie budki dla dudka. Jest to budka typu D wg Sokołowskiego, czyli duża budka z otworem dla średnich ptaków: kawki, kraski, małych sów, gągoła i dudka właśnie. O ile większości tych gatunków nie widziałem w pobliżu, wiem, że dudek przylatuje do nas co roku i gdzieś w pobliskiej dziupli wyprowadza swoje lęgi. A że sam dziupli nie wykuje, pomysł, by mu życie ułatwić i gotowe budki powiesić.

Wieszać je można wysoko, ale są też liczne przykłady zamieszkania przez dudka w budkach zawieszonych na wysokości 1-2 metrów. I tak właśnie wieszam dwie budki.  

Niezależnie od wysokości budka z tak dużym otworem jest łatwa do spenetrowania przez kuny. Aby więc nasze dobre chęci nie przerodziły się w dudkową tragedię, dobrze jest zabezpieczyć budkę. Ja to robię poprzez zamocowanie nad i pod budką kolców, jakie stosowane są np. dla ochrony zabytków przed gołębiami miejskimi. Dla kun są one nie do pokonania.

Dodatkowy metalowy pierścień zabezpiecza wlot do gniazda przed rozkuciem przez dzięcioły. Choć otwór na tyle jest duży, że dzięcioł duży i tak przejdzie.

Będę z ciekawością obserwował budkę, czy dudki zdecydowały się w niej zamieszkać.  

Zwiększyłem też liczbę budek półotwartych. Teoretycznie w budce takiej mogą zamieszkać pliszki, rudziki, muchołówki, kosy, strzyżyki czy kopciuszki. Ja liczę przede wszystkim na muchołówkę żałobną i kopciuszka.

Kopciuszki miały dotąd jedną budkę, ale powieszona była w zbyt nasłonecznionym miejscu. Lęgi w niej się odbywały, ale nieregularnie i nie wiem, czy skutecznie. Poza tym kopciuszki co roku zakładają gniazdo blisko nas, niekoniecznie w dobrych miejscach: jedno gniazdo mamy za lampą nad drzwiami głównymi do domu, drugie nad lampą przy garażu. Obie lampy mają czujnik działający na ruch, więc za każdym razem gdy ptak podlatuje, światło zaświeca mu się prosto w dziób, płosząc go. Jakoś to w końcu pokonuje, bo lęgi dochodziły do skutku. 

W tym roku obok poprzednich miejsc gniazdowania powiesiłem nowe budki. W gratisie kopciuszki dostały ochronę przeciw kunom, które regularnie penetrują okolice domu. 

Na inne gatunki niż kopciuszki w przypadku tych dwóch budek nie liczę. Tylko kopciuszki są na tyle odważne, by gniazdo uwić w tak ruchliwych miejscach.

Dla muchołówki żałobnej, którą kilkukrotnie w poprzednich latach w pobliżu domu widziałem, wykorzystałem starą budkę otwartą z odzysku. Po drobnych naprawach zawisła nieco dalej od domu, gdzie ruch ludzki jest minimalny i gdzie muchołówkę widywałem. Będę ją regularnie wiosną podglądał i sprawdzał, czy coś się w niej dzieje.

No i dowiesiłem sześć nowych budek typu A i A1, czyli dla sikorek i mazurków. Im chyba nigdy nie dość budek – każda tego typu budka jest co roku zamieszkana. Co cieszy oczywiście.

Nauczony poprzednim doświadczeniem otwory wlotowe budek zabezpieczam przed rozkuciem przez dzięcioły. Albo dodatkowym klockiem wydłużającym przy okazji kanał wlotowy, albo krążkiem metalowym.

Żeby nie było nudno z tak dużą ilością budek podobnego typu, robię parę eksperymentów. Na przykład jedną budkę wieszam nisko nad ziemią: zwykle jest to co najmniej 4-5 metrów, tym razem ok. 1.5m. Choć jestem przekonany, że znam wynik tego eksperymentu z góry: oczywiście sikorki zasiedlą i tę budkę. Ponoć potrafią założyć gniazdo i w kaloszu pozostawionym na tarasie. Ciekaw jednak jestem ile lęgów zostanie z nich wyprowadzonych i czy tak powieszona budka jest mniej czy bardziej podatna na rabunek kun czy dzięciołów.

Z ciekowości powiesiłem sikorkowe budki na różnych gatunkach drzew. Najwięcej wisiało ich dotąd na klonach, jaworach i brzozach, bo tych drzew wokół domu mam najwięcej. Tym razem budki zawisły również na świerku, sośnie i modrzewiu, czyli na drzewach iglastych, oraz na orzechu. Czy dla ptactwa będzie to stanowiło jakąkolwiek różnicę? Nie sądzę, pewnie ważniejszy jest typ budki, eskpozycja i otoczenie, ale przekonamy się o tym już za parę miesięcy. 

Budka A lub A1 z odzysku. Otwór wlotowy był rozkuty do rozmiaru kaczki, ale reszta była w dobrym stanie. Dostała więc budka dekielek na wlocie i kilka plastrów taśmy w miejscach, gdzie rozeschnięte deski zrobiły zbyt duże szczeliny. Z pewnością będą z tego jeszcze pisklęta!

Wieszając jedną z budek zauważyłem u sto drzewa nietypowe coś. To wypluwka, jaką pozostawiają sowy po strawieniu tego co do strawienia się nadaje, wypluwając resztę. Co ciekawe – taka wypluwka przypomina nieco odchody wilka, o których pisałem niedawno: też składa się głównie z sierści i drobnych kostek ofiar. 

Czyli mamy tu sowy! Choć nieszczególne to odkrycie, bo zdarzało już się nam sowy nocą słyszeć, a i środowisko dla nich typowe. Ale to pierwszy naoczny ślad ich występowania. Trzeba będzie im się przyjrzeć. Noc sów nadchodzi!

Wieszania budek mam dosyć. Jest ich ponad 20 w kilku różnych typach. Wiosnę będę podglądał ich lokatorów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.