Kategoria: W ogrodzie

Okratek

Drugi raz w życiu widzę okratka australijskiego. Pierwszy raz zdarzyło się to już z dziesięc lat temu w lesie po drugiej stronie Mrożynki. Dziś znalazłem okratka nad naszym stawem.

Grzyb w pokroju niecodzienny. Ktoś kto natyka się na niego po raz pierwszy, może sobie zadać pytanie czy to roślina czy zwierzę. Najbliżej mu chyba do rozgwiazdy. 

Dopiera od nieco ponad stu lat grzyb ten obecny jest w Europie. Pierwsze zgłoszenie z Polski pochdzi z 1975r. A dziś już w niektórych rejonach kraju uchodzi za powszechny, głównie na Podkarpaciu. Opanowuje też Sudety.

Dorosłe osohbniki przywabiają owady paskudnym zapachem padliny. Za ich pośrednictwem roznoszone są zarodniki grzyba. Nie jest chyba trujący – nie trafia na nasze talerze z powodu wątpliwych walorów smakowych i węchowych właśnie. Choć młody grzyb, gdy jest jeszcze kulą przypominającą gadzie jajo, jest ponoć jadalny. Jacyś chętni? Mogę podrzucić próbkę…

   

Nad stawem

Rzadki gość nad stawem. Z braku ryb czapla siwa poluje pewnie na zaskrońce i żaby.

Dystans ucieczki czapli jest dość duży. Niewielki ruch w odległości 100-200m już ją płoszy. Więcej zdjęć czapli w Galerii.

Dorosłych żabowatych w stawie niewiele. Ropuch i żab brunatnych wcale, ale jest kilka żab zielonych – pewnie to żaby jeziorokowe, ale ze względu na trudność w oznaczaniu, nie jestem pewien. Mogą to być również śmieszki (raczej nie) i żaby wodne (krzyżówka śmieszki i żaby jeziorkowej). 

Samce robią sporo hałasu w ciągu dnia i wieczorami.

Podczas gdy potomstwo ropuch i żab brunatnych już opuściło staw, kijanki żab zielonych ciągle są bardzo liczne. 

Kijanki te staowią pewnie główny skłądnik menu zaskrońców. Ich też obrodziło w tym roku – wokół stawu w ciepły dzień można zaobserwować kilka osobników naraz.

Ta poniższa wylinka zaskrońca mierzyła jakieś 80-90cm. To już całkiem spory osobnik; zwykle spotykam takie na 50-70cm długie.

Narcyze

Konkurując z przebiśniegami, przez cienką warstwę śniegu przebijają się już narcyze

Rannik

Rannik zimowy nam zakwitł!

Jak sama nazwa wskazuje, jest to kwiat zimowy. W swym naturalnym habitacie (płd. Europa) jest zwiastunem wiosny. Nie sądzę jednak, by ten nasz cokolwiek zwiastował – zwyczajnie skołowany jest ciepłą zimą. Jeszcze śnieg go przykryje….

I po kurze…

Uwaga!! Drastyczne zdjęcie…. – tak wygląda kura po wizycie jastrzębia.

Szkoda… Jarzębatka to była. Największe jajka z podwójnym żółtkiem znosiła. 

Jastrząb wziął należną mu dolę, choć lepiej gdyby wybrał białą kurkę marki Sussex znoszącą małe jajk.

Bolesna, ale akceptowalna strata. Żyjąc blisko natury trzeba uszanować jej prawa. To jak zbieranie dzikich płodów: zrywając jej owoce (dzika róża, czarny bez, leśne maliny i jeżyny…), powinniśmy zostawiać 25-50% tam, gdzie rosną. Dla rodzimych mieszkańców tych pól i lasów na ich zimowe wyżywienie i w celach reprodukcyjnych. W przeciwnym wypadku nadwerężamy siły natury i zaciągamy u niej kredyt, który kiedyś ktoś w naszym imieniu będzie musiał spłacić.

Dlatego kupując stadko kur założyłem, że 1/3 wezmą lisy i jastrzębie.

Izerski sad

Ciekawa i jakże pożyteczna akcja miała miejsce w ostatni piątek w sąsiedniej gminie. W ramach projektu “Izerski sad”, gmina Świeradów sfinansowała 501 sadzonek drzewek owocowych, które bezpłatnie rozdała mieszkańcom Gór i Pogórza Izerskiego. Nie byle jakie to sadzonki i z nie byle jakiej szkółki. Kontakt z Panem Leszkiem Kułakiem ze Skwierzyny nawiązaliśmy parę miesięcy temu. Słyszeliśmy o nim jako o pasjonacie szkółkarstwa, a jego szczególnym konikiem jest odkrywanie, zachowywanie, rozmnażanie i propagowanie starych odmian drzewek owocowych. W minionych latach odwiedził każdą wieś i każdy sad w naszym rejonie, zbierając zrazy starych, często przedwojennych, drzewek, które nie tylko przetrwały do naszych czasów (co dowodzi ich odporności na choroby i mróz), ale i dają smaczne i liczne owoce. 

By nie kupować sadzonek w ciemno, wybraliśmy się do Pana Leszka osobiście. Mimo że prowadzi swój własny biznes nie związany ze szkółkarstwem, poświęcił nam kilka godzin w środku tygodnia opowiadając o swoich pasjach: wynajdywaniu drzewek, oznaczaniu odmian, pogłębianiu wiedzy z zakresu pomologii, produkowaniu cydrów (wyśmienite – próbowaliśmy!). Można by słuchać cały dzień. Przeszliśmy w końcu do celu naszej podróży: wybraliśmy kilkanaście sadzonek, wyhodowanych ze zrazów pobranych parę lat temu z sadów Kotliny, Gierczyna, Świeradowa, Antoniowa. Klucz był jeden – sadzonki musiały pochodzić od drzew rosnących na wysokości co najmniej 500m npm, gdyż nasz sad położony jest właśnie na ok. 550 metrach.

 

Cztery 3-letnie drzewka w donicach wzięliśmy od razu ze sobą, na odbiór pozostałych z gołym korzeniem umówiliśmy się właśnie na ostatni piątek w czasie imprezy na Izerskiej Łące. A dzisiaj było sadzenie drzewek do już dużo wcześniej odpowiednio przygotowanych stanowisk. Czas pokaże, czy będzie tu kiedyś rósł stuletni sad….

Stało się…

.. w naszym ogrodzie stanęły kurnik i woliera i pojawiło się szczęśliwe – mam nadzieję – stadko kur. 

Kogutek już się uczy piać, kurki nioskami jeszcze się nie stały.

Purchawka

Sezon grzybowy trwa, choć wyraźnie zmierza ku końcowi. Grzyby były wszędzie, dużo i długo. Zdrowe i w rozmaitych gatunkach. Ostatnie pokazały się kanie – polecam w całości smażone kapelusze z odrobiną masła na wierzchu. I jeszcze nigdy nie zebraliśmy tylu grzybów nie wychodząc poza nasz ogród – różnej maści koźlarze i borowiki.

A w tym tygodniu w ogrodzie pojawiły się olbrzymie purchawki chropowate.

Łąka kwietna

Niemal 10 lat temu wysialiśmy wokół domu łąki kwietne. Oczu naszych niestety nie cieszyły, bo i nas tu nie było i koszone były nieprawidłowo – albo za często, albo w złym momencie. Część roślin jednak przetrwała i dziś można podziwiać łąkę w szczycie swej formy. 

A jesienią kolejne spłachetka ogrodu zostaną przekształcone w łąki kwietne… 

Więcej zdjęć z letniego ogrodu w Galerii.