Kategoria: Kulturalnie

Spieszmy się odwiedzać muzea..

.. zanim nam ich znów zaraz nie zamkną!

Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze zaprasza na czasową wystawę fotograficzną “W poszukiwaniu światła” – skromny ale warty zobaczenia zestaw prac kilkorga artystów.

W zeszłym roku odbyła się w Muzeum Karkonoskim wystawa pt. “Wokół jeleniogórskiego ratusza” prezentująca historię rynku od XVIII do połowy XX wieku. Samej wystawy już nie ma, ja sam jej nie zobaczyłem, ale ciągle można obejrzeć makietę rynku wykonaną na tę wystawę (obok na zdjęciu zdjętym ze strony Muzeum). Przedstawia ona wygląd budynków sprzed lat 50. XXw. kiedy to rozebrano i przebudowano większość kamienic. 

A o historii, wyglądzie i przeznaczeniu każdej kamienicy można poczytać w książce wydanej z okazji tej wystawy i ciągle dostępnej w sklepiku muzeum.

Szklarski oddział Muzeum Karkonoskiego, czyli Dom Hauptmannów, stał się czasową siedzibą zbiorów Wlastimilówki na czas jej remontu. Domu Hofmana nigdy nie odwiedziliśmy, trochę wstyd, więc tym bardziej tę wystawę musimy obejrzeć w najbliższych dniach. A póki co kupiłem w Muzeum książkę-album “Wlastimil Hofman Autobiografia” wydaną w 2020r. z okazji 50 rocznicy śmierci malarza. Oprócz autobiografii znajdziemy w niej dziesiątki ładnie wydanych reprodukcji prac artysty, w tym jego piękne ludowe Madonny i autoportrety.

Teatr Nasz

Im bardziej nieoczywiste i nieoczekiwane spotkania, tym większe i przyjemniejsze bywa zaskoczenie…

O michałowickim Teatrze Naszym i ich animatorach słyszało się wielokrotnie… Gdy w szkole średniej jeszcze będąc, chodziliśmy do Teatru im. Norwida, Państwo Kutowie pod dyrekcją Pani Obidniak tam właśnie występowali. Pewnie wtedy po raz pierwszy się widzieliśmy. Na początku lat 90-tych Jadwiga i Tadeusz Kutowie postanowili sami zacząć się reżyserować i w pobliskich Michałowicach założyli Teatr Nasz, który w przyszłym roku będzie obchodził już 30. rocznicę swego istnienia. A myśmy tam jeszcze nigdy nie byli!

W piątkowy wieczór nadrobiliśmy to niewytłumaczalne zaniedbanie i obejrzeliśmy jubileuszowy (a dokładnie sto piętnasty) spektakl “Geriatrix Show” autorstwa Tadeusza Kuty. Sala na ok. 130 osób wypełniona. Każdy widz przywitany przez Panią Jadwigę uściskiem ręki i odprowadzony na miejsce. Ponaddwugodzinne jednoaktowe przedstawienie mija szybko – wartka akcja, inteligentne dialogi Pana Tadeusza, wyśmienita gra aktorska, vis comica Pani Jadwigi i muzyczna oprawa Jacka Szreniawy sprawiają, że czas się nie dłuży.

 

(zdjęcia obok pochodzą ze strony teatru)

Niespodziewanie wysoka jakość w tak nieoczywistym miejscu. A że repertuar bogaty, będzie powód, by tu wracać.

Ale że nie samym teatrem człowiek żyje, Pan Tadeusz zaprasza po spektaklu na kolację do klimatycznej restauracji. Miejsca rezerwować trzeba wcześniej, najlepiej wraz z rezerwacją biletu. Myśmy skorzystali z zaproszenia jeszcze przed spektaklem, próbując aromatycznego grzańca “Mgła Magellana” wg receptury Pana Kuty.

Polecam to miejsce! 

Norwid po renowacji

Jesienią ubiegłego roku, po dwuletniej przerwie, ponownie oddano do użytku Teatr im. Norwida w Jeleniej Górze. Kosztem 16 milionów złotych, głównie ze środków unijnych, przeprowadzono remont, dzięki któremu teatr wygląda jak nowy. Był to pierwszy tak gruntowny remont od czasu wybudowania teatru w 1903r. Oryginaly styl secesyjny oczywiście zachowano, choć jest to secesja nienachalna, miła dla oka. Trudno mi porównać do stanu sprzed remontu, bo ostatni raz byłem tu w ostaniej klasie szkoły średniej.

A byliśmy tam w ostatni czwartkowy wieczór na premierowym przedstawieniu pt. “Pułapka na myszy” wg Agaty Christie. Sztuka może nie najwyższych lotów, ale gra aktorska naprawdę wyśmienita. Polecam.

Jazz Band Młynarski-Masecki

Jan Emil Młynarski, Marcin Masecki i piętnastoosobowy band zagrali wczoraj wieczorem we wrocławskim NFMie. Bilety rozeszły się błyskawicznie, my kupiliśmy jedne z ostatnich. Zagrali piosenki głównie ze swojej najnowszej “Płyty z zadrą w sercu” ale nie zabrakło i przeboju z poprzedniej płyty “Abduł Bey”.

Zespół gra muzykę polskich autorów z lat międzywojennych i tuż powojennych. Młynarski zajmuje się wydobywaniem z niepamięci i zakamarków archiwów piosenek, autorów tekstów, kompozytorów i historii z nimi związanych. Już ponad rok prowadzi w Trójce audycję “Dancing, salon, ulica” temu właśnie poświęconą. Masecki z kolei odpowiada za orkiestrację aranżację utworów – unowocześnia brzmienie, udżezawia, dodaje solówki i improwizacje. I dyryguje orkiestrą w czasie koncertu, sam grając wspaniale a fortepianie.

Widowisko i słuchowisko przednie!

Na koniec sala zareagowała owacją na stojąco. Zespół, przygotowany na bis, zaczął pierwszymi taktami “Abduł Beya”, które niespodziewanie przeszły w “Sto lat” – tego dnia właśnie Jan Emil Młynarski obchodził 40. urodziny, które organizatorzy i zespół – bez wiedzy jubilata – postanowili w ten właśnie sposób uczcić. Był tort i chyba nieudawane zaskoczenie i wzruszenie Młynarskiego. Tym sympatyczniejsze wrażenie koncert pozostawił.

Jazz fajny jest – uzupełnienie

Wojtek Mazolewski na swoim profilu zamieścił zdjęcie z występu w ramach Krokus Jazz Festiwal. Gdzie tam na granicy światła i cienia i my jesteśmy.

A tak mniej więcej prezentował się Mazolewski wychodząc na scena JCK (zdjęcie poniższe za Instagramem artysty). Tylko kapelusz chyba miał inny. I krawat miał. 

Bardzo pozytywnie zakręcony człowiek. A piszę to, słuchając jego kolejnej audycji radiowej “Jazz fajny jest”.

Jazz fajny jessst!

Krokus Jazz Festiwal 2019 – to już 17. edycja, ale nasza druga. Tym razem wybraliśmy koncert kwintetu Wojtka Mazolewskiego (WMQ). Tego od późnowieczornej audycji radiowej “Jazz fajny jest”.

I jak się okazało, jazz w jego wykonaniu i na żywo może być jeszcze fajniejszy. Długie brawa na stojąco na koniec całkowicie zasłużone. 

Polecam płytę zespołu, która ma wyjść w grudniu, a inspirowaną utworami Komedy. Np “Ja nie chcę iść spać” wykonanym na bis.

I jeszcze o Michelsbaude

Gerhart Hauptmann “A Pippa zatańczy”. Akt II (tłum. W. Kunicki i T. Małyszek):

Wnętrze samotnej chaty w górach. Duża i mała izba są niesłychanie zaniedbane. Sufit czarny od dymu i starości. Jedna belka pęknięta, pozostałe wygięte i w prowizoryczny sposób podparte nieociosanymi balami. Pod bale podsunięto małe deszczułki. Podłoga jest gliniana, z zagłębieniami i wybrzuszeniami; tylko wokół ruiny pieca jest wyłożona cegłami. 

Są to didaskalia otwierające drugi akt dramatu. Opisuje górską chatę, prawdopodobnie Michelsbaude. Na ile realistyczny jest to opis niech świadczy dokument z tamtych czasów, do którego dokopał się Marcin Wawrzyniec:

Do dzierżawcy Michelsbaude pana Roberta Adolpha

Według żandarma pana Rohledera piec w pańskiej izbie mieszkalnej od frontu jest niezdatny do użytku. Niniejszym nakazuję niezwłocznie przywrócić piec do stanu używalności i po wykonaniu powyższego zgłosić do odbioru.

 

Szklarska Poręba, 29 sierpnia 1889

zarządca majątku, Franz Pohl

Dramaty Hauptmanna pisane były w konwencji realizmu baśniowego. W jak najbardziej rzeczywiste miejsce i czas wplatał postaci i wydarzenia całkowicie baśniowe. Ale robił to w taki sposób, że nie wiadomo, gdzie kończył się świat rzeczywisty a zaczynały lokalne legendy. Już teraz wiemy, że chata starego Huhna, w której odgrywa się Akt II, faktycznie istniała i wiemy jak wyglądała. Sama Pippa i Huhn to już produkt lokalnych baśni.

Drugie życie Michelsbaude

Sympatyczna i kulturotwórcza zarazem uroczystość miała miejsce na Jeleniej Łące w Górach Izerskich. W miejscu, gdzie do początku XX wieku stała Michałowa Buda (Michelsbaude), został postawiony kamień, na którym dziś została odsłonięta tablica upamiętniającą tę chatę. A ponieważ miejsce to znajduje się z dala od dróg samochodowych, była to również mała wycieczka.

 

Grupa ok. 25 osób zebrała się na parkingu w Jakuszycach i o godz. 11 wyruszyła w kierunku Rozdroża Pod Cichą Równią.

Już na na miejscu Marcin Wawrzyńczak, główny inspirator i prowokator wydarzenia, przedstawił historię poszukiwań informacji o budzie i pomysł jej upamiętnienia. Podziękował przy tym osobom zaangażowanym w projekt: Ullrichowi Junkerowi za tłumaczenia licznych materiałów źródłowych, sponsorom za pokrycie kosztów tablicy i panu leśniczemu, w którego rewirze rzecz miała miejsce.

Ullrich Junker przedstawił kontekst historyczny. Jego biegłej umiejętności czytania pisanego niemieckiego gotyku historia Michelsbaude ukazała nam swe liczne oblicza.

Nasze psy też słuchały, ale sądząc po pyskach, historia akurat tej budy nie wzbudziła ich zainteresowania.

Odsłonięcie tablicy

Wybierając się z domu na takie wydarzenie, nie mogłem nie zabrać ze sobą dramatów Gerharta Hauptmanna z “A Pippa tańczy” na czele. Nie planując tego wcześniej i – cytując klasyka – bez żadnego trybu, zająłem na chwilę mównicę i odczytałem didaskalia do drugiego aktu dramatu, w których autor dość precyzyjnie opisuje wnętrze chaty będącej najprawdopodobniej – ale nie na 100 % – pierwowzorem była właśnie Michelsbaude w jej już schyłkowym okresie na początku XX wieku.

Organizatorzy pomyśleli nawet o poczęstunku – na drewnianej ławie stojącej tuż przy odsłoniętej tablicy wylądowały lokalne wyroby: chleb, masło, sery, serwatka i butelka oryginalnego Echt Stonsdorfera. 

Dla mieszkańców naszej małej izerskiej ojczyzny i miłośników historii jednocześnie takie wydarzenie to nie lada gratka. Było nas tam ponad 20 osób z Polski, Czech i Niemiec, ale sądząc po aktywności w mediach, osób zainteresowanych tą tematyką jest znacznie więcej. Znacznie mniejsze grono stanowią osoby, które te historie wynajdują, badają i udostępniają innym – za to właśnie jestem wdzięczny Marcinowi. Oby odkrył jeszcze przed nami inne izerskie światy.

Polecam stronę wydawnictwa Wielka Izera utworzonego celem wydania książki oraz jej fejsbukową siostrę. A także archiwalne wpisy na blogu Marcina nieczęsto już niestety odświeżanym.