Autor: admin

Wilga

Pierwsza w tym roku wilga przemknęła nam dziś przed oczami. Aparatu pod ręką niestety nie było. Przeleciała zresztą szybko i zniknęła w krzakach, więc i tak nic z fotografowania by nie było. Ale obserwacja cenna, bo wilgi w naszej okolicy nie widziałem już parę lat. 

Kilka innych fotek w pobliżu domu się udało.

Kapturka – nasza najpospolitsza pokrzewka. Szara, dość niepozorna. Wizualnie łatwa do odróżnienia od innych gatunków po czarnym kapturku u samca, a brązowym u samiczki. Pięknie śpiewa, nieco podobnie do śpiewaka czy kosa.

Żółciutki samiec trznadel wśród zieleni 

Trzeszczący na całą okolicę samczyk potrzeszcza

Pospolita bogatka, ale z ładnym zielonym tylnym światłem

Plamka mazurka w podobnej scenerii

Czy dwa samce krzyżówki to para? W każdym razie jaj z tego nie będzie. W tym roku gniazdo kacze na naszym stawie jest puste. Była jedna próba lęgów, po której pozostało jedno niezaopiekowane jajo.

Zdjęcie lotnicze – z beingiem z Lufthansy ścigał się jeden z najszybszych ptasich lotników, jerzyk.  

Czyż nie ładna gradacja kolorów?

Piknik fotograficzny

Dwa nowe pozwolenia na przywóz odpadów

Burmistrz na stronach Gminy opublikował dwie nowe decyzje GIOŚ. Inspektor wydał zgodę na przywóz łącznie 74 000 ton odpadów (rdzeni i from odlewniczych oraz betonu, gruzu ceglanego i odpadów ceramicznych) celem wypełnienia wyrobiska poeksploatacyjnego w Proszowej. Odpady te mają być przewiezione na 2 800 ciężarówkach do lutego 2022 roku.

Choć decyzje te są bardzo kontrowersyjne dla mieszkańców naszej okolicy, z prawnego punktu widzenia sprawa ta została przesądzona już w 2013 roku. Wtedy to Starosta Lwówecki nakazał firmie PRI-Bazalt rekultywację terenu poprzez jego wypełnienie  odpadami neutralnymi środowiskowo celem przywrócenie jego pierwotnych walorów przyrodniczych sprzed eksploatacji. A gruz czy pyły z gazów hutniczych takimi odpadami są.

Nie wiem jakie inne możliwości rekultywacji wchodziły w grę. Będąc na tym wyrobisku parę razy, nie miałbym nic przeciwko pozostawieniu tam niecki wypełnionej wodą, zabezpieczeniu ścian przed dalszą erozją i zdaniu się co do reszty na przyrodę.  

Kilka ładnych fotek

Maj dla ptasiarzy mógłby trwać cały rok… Kilka co ładniejszych zdobyczy znad Stawów Rębiszowskich.

 

Pokląskwa

Pokląskwa ze zdobyczą w dziobie

Samczyk gąsiorka

Błotniak stawowy w przestworzach

Błotniak na tle Wielkiego Szyszaka i Śnieżnych Kotłów

Żurawie na jednej z ostatnich zarośniętych grobli

Dramatyczne krajobrazy

Taking off

Łyski w swym ulubionym biotopie

Twórca i tworzywo

No koniec spotkanie ze stadem potrzeszczy. To bliscy kuzyni trznadli ale skromniej ubarwieni. Również piosenkę mają nieco zbliżoną do trznadli, ale fatalnie wykonaną – przypomina mi nieco odgłos tłuczonego szkła. 

Rarytasy na Stawach Podgórzyńskich

Rzadko specjalnie na podglądanie ptaków jeździmy dalej niż kilka, kilkanaście kilometrów od domu, ale od czasu jakiegoś ciągnęło nas na Stawy Podgórzyńskie. Z wielu powodów zresztą. Od dzieciństwa chyba tam nie byłem, więc pamięć chciałem odświeżyć. Nigdy specjalnie za ptakami tam się nie rozglądałem, a wiem z profesjonalnych opracowań ornitologicznych, że ptactwo ma się tam dobrze. 

No i już któryś z kolei sezon działa tam restauracja całkiem nieźle wkomponowana w wodny krajobraz. Patrząc na wodę i góry, pomiędzy kolejnymi łykami kawy można naliczyć wiele ptasich gatunków. Polecam to miejsce.

Niestety, całych stawów nie da się obejść, dostępu bronią bowiem tabliczki oznajmujące, że to teren prywatny i wstęp jest wzbroniony. Spacer trzeba więc ograniczyć do 200-300m metrów od parkingu przy restauracji. Następnym razem spróbujemy podjechać do stawów od zachodu lub południa.  

Jak na dość ograniczony w terenie spacer, połów fotograficzny i ornitologiczny był bardzo dobry. Od pierwszego rzutu oka na lustro wody było widać, że bogactwo ptactwa jest tu bez porównania większe, niż na Stawach Rębiszowskich. Dlaczego tak jest? Większe lustro wody a mniej zarastającej niecki stawów roślinności? Żyźniejsze te stawy? Cieplejsze? Nie wiem.   

Poniżej kilka ciekawszych obserwacji.

Parka czernic. Uwagę zwraca dymorfizm płciowy – samiec i samica wyglądają jak osobne gatunki.

Samiec głowienki

Rodzice wodzący stadko gęgawek

Inne zasady ruchu tu panują niż na drodze – gęsi nadpływające z lewej mają pierwszeństwo, łabędź musi poczekać. 

Jezioro łąbędzie

Pierwszy z rzadszych okazów – gęsiówka egipska.

Jak nazwa wskazuje, jest to gatunek afrykański.  Sztucznie wprowadzony do Europy skolonizował już chyba cały kontynent. Do Polski gęsiówki najpierw tylko zalatywały, a teraz już są gdzieniegdzie gatunkiem lęgowym.  

Gęsiówki to ptaki terytorialne z bardzo silnym instynktem obrony terytorium przed intruzami. Dlatego uważana jest za potencjalnie groźna dla rodzimych ptaków i jako taka nie jest objęta żadną ochroną prawną.

Sensacją dnia na skalę ogólnokrajową jest ptaszek z tego zdjęcia:

Z daleka wyglądał na czaplę białą – żadna sensacja. Ale z bliska widać było kilka elementów, których czapla biała nie ma: ciemny dziób, pióra z tyłu głowy i żółte palce. No i sylwetka drobniejsza, ale z tego człowiek zdaje sobie sprawę, gdy już wie, że patrzy na coś innego niż się spodziewał. A ja nigdy wcześniej nie widziałem takiego gatunku i dopiero w domu z atlasem w ręku mogłem go nazwać – to czapla nadobna. Bardzo rzadko zalatująca do Polski. W tym roku portal ortnitho.pl pokazuje tylko pięć miejsc w Polsce, gdzie była widziana. Teraz już sześć. Ma ona swój rozdział w książce profesora Stawarczyka “Rzadkie ptaki Polski”. Pani Gramsz – kierowniczka działu ornitologicznego Muzeum Przyrodniczego w Cieplicach – już mi dziś wieczorem potwierdziła, że tego gatunku na stawach w Podgórzynie jeszcze nie obserwowano, a przecież ptaki są tam liczone często i regularnie. 

Trafiła nam się więc ta czapla nadobna jak ślepej kurze ziarno… 

Złota godzina nad wodą

.. czyli wieczór fotograficzny na Stawach Młyńsko.

Choć złota godzina w naszej szerokości geograficznej trwa tylko trzy kwadranse, nasza piątkowa jej wersja miała jakieś sto pięćdziesiąt minut. A mogła być i dłuższa, gdyby nie wyczerpujący się akumulator. Połów fotograficzny na dwa aparaty był całkiem udany, stąd i relacja nieco przydługa. 

Jeszcze z samochodu strzelam do bażanta. 

Pierwsze ptaki rzucające się w oczy na miejscu to dymówki i jerzyki. Krążą ich wokół nas grube dziesiątki. Dymówki w dużych ilościach już wcześniej tu widzieliśmy. Jerzyki to całkiem niedawni przybysze – musiały wrócić w nasze okolice w ciągu ostatniego tygodnia. 

Nad stawami jerzyki tylko polują. Gniazdują pewnie w wieżach kościelnych i innych wysokich budynkach otaczających stawy miasteczek i wsi, które zastępują im skalne dziuple. 

Drugi już raz tej wiosny widzimy gęgawy. Tym razem trzy dorosłe osobniki. Skoro nie pofrunęły dalej, to może wyprowadzą lęgi i spędzą tu cały sezon.  

Krajobrazy nad stawami.

Nie licząc i tak niepoliczalnych jaskółek i jerzyków, najliczniejsze tego wieczora były łyski – widzieliśmy lub usłyszeliśmy kilkanaście osobników.

 

Łyskowy tryptyk: łyska biegnąca po falach, łyska ścigana przez inną łyskę, pojedynek łydek

Pięknie zaprezentował się nam samiec błotniaka stawowego. Już podjeżdżając nad stawy, widzieliśmy go podczas wykonywania podniebnych akrobacji. A potem, gdy byliśmy bliżej jego siedliska, sam w naszym kierunku nadleciał i powolnym lotem przesunął się przed obiektywem na tle Grzbietu Kamienickiego.

Martwa już natura – wspólne dzieło bobra i pilarza.

 

Krzyżówki już nam trochę spowszedniałym, ale trudno powstrzymać się przed naciśnięciem migawki w takiej sytuacji.

Maskujące ubranie tym bardziej teraz konieczne, że drzewa i zarośla na głównych stawach niemal całkowicie już wycięto.

Żurawie dziś się nie narzucały. Jeden na ziemi, kilka w locie. Do miejsca, gdzie dorosłe prowadzały młode nie podchodziliśmy – niech przejdą w spokoju najtrudniejszy okres, gdy i młode i ich rodzice są nielotami. Rodzice też – przechodzą właśnie pierzenie. 

Łabędź na rozbiegu

Kolory wskazują, że właściwa złota godzina już nadeszła.

Złotogodzinne krajobrazy

Trzciniak jako płochliwy ptak, jest trudny do fotografowania. Lokalizację ułatwia głośny i charakterystyczny śpiew, ale nie sposób go wypatrzeć wśród trzcin. 

Z kilku usłyszanych tego wieczora samczyków, ten jeden był chyba z obecnością ludzi bardziej oswojony, bo rewir swój miał blisko miejsc, gdzie siedzą zwykle wędkarze. Wspiął się po trzcinach wyżej i dał się podejść znacznie bliżej niż inne. 

Na tym i poniższym zdjęciu widać, jak trzciniak pracuje podgardlem.  Śpiewając, nadyma je tak, że cały ptak wydaje się większy. 

Moje zdjęcie dnia. Tylne światło zachodzącego słońca rozmywa tło czyniąc je miękkim dla oka, a i ostrość złapana prawie tam, gdzie trzeba.

Bohaterami dnia była parka perkozów dwuczubych. Pani perkozowa wysiadywała jaja, pan perkoz czuwał w pobliżu. A słońce zachodziło.

Jeszcze po wzajemnym zdjęciu

Ostatni spust migawki i do domu 

Pociąg z internetem

Parę dni temu rakieta Falcon 9 wyniosła w kosmos już dwudziestą piątą misję satelitów firmy SpaceX należącej do Elona Muska. Za każdym razem wynoszonych jest 50-60 satelitów i wisi ich nad nami już ponad półtora tysiąca. Tuż po uwolnieniu satelitów przez rakietę podróżują one w bliskiej odległości jeden za drugim – można ich wtedy jednocześnie zobaczyć kilkadziesiąt. W ciągu następnych dni odległości między nimi zwiększają się, widocznych jednocześnie może być już tylko kilkanaście, ale ciągle tworzą jeden długi pociąg. Pociąg towarowy z internetem. Może kiedyś wyładują nieco tego internetu i nad nami…

W tych dniach (9-14 maja) jest duża szansa na wielokrotne obejrzenie satelitów z misji L25, bo przelatują nad Polską na dużej wysokości nad horyzontem, a i niebo gwiaździste nad nami. 

Dziś wieczorem (10 maja) najlepiej było je obserwować ok. 22:03. Z cienia Ziemi wyszły jakieś 60 stopni nad zachodnim horyzontem i przedefilowały niczym nie przesłaniane przez środek nieba, znikając za górami na wschodzie. 

Kilka nieudolnie zrobionych zdjęć z ręki zarejestrowało ich ślad.   

Maciejowiec

Południowa wycieczka do Maciejowca i Pilichowic. 

Pałac w Maciejowicach

Kościół i pobliskie mauzoleum

Stary pałacowy park i widok na góry

Czas tu stanął

Nad Bobrem w Pilichowicach

Pierwsza wiosenna kąpiel

W drodze powrotnej – widok z Grudzy na Karkonosze  

Żurawiki nad Stawami Gajówkowymi

Dziś od strony Gajówki nad stawy podjechaliśmy i trzymaliśmy się bliżej Gajówki niż Rębiszowa, więc na cele tego wpisu niech to będą Stawy Gajówkowe.

Pierwsze ptactwo, które usłyszeliśmy i zobaczyliśmy to były żurawie. Para dorosłych wodziła dwa pisklaki.

Na zdjęciu obok rodzina w komplecie, choć drugi pisklak ledwo odróżnialny na tle traw.

Tu już oba pisklaki dobrze widoczne

I jeszcze trochę żurawi

Polująca z nasiadki samica błotniaka łąkowego 

Też chyba samica błotniaka łąkowego z kilkoma brakującymi sterówkami

Pierwszy raz na zdjęciu uwieczniłem cyranki. Obiektyw za kaczkami w locie nie nadążył, zdjęcie wyszło słabe technicznie, ale wystarczająco dobre, by oznaczyć gatunek. Zwłaszcza samiec lecący z tyłu nie budzi wątpliwości. 

Sezon na owady się zaczął. Wyglądały i zachowywały się jak jętki, więc nieuciążliwe. 

A spoza kadru słychać było pierwszą tej wiosny kukułkę.

Te i inne obrazki w Galerii.

Pierwszy bocian nad Przecznicą – czarny!

W zeszłym roku o pierwszym bocianie w Przecznicy pisałem 30 kwietnia. I był to bocian czarny. W tym roku tylko o parę dni później pierwszy bocian się pojawił nad wsią i znowu był to bocian czarny. Przez parę minut krążył nad wsią i polami, zataczał coraz bardziej oddalone koła aż zniknął za górami. 

Świąteczne rarytasy

Oprócz wiadomego święta państwowego (a może święta też już są narodowe a nie państwowe?), mamy dziś również święto polskiej muzyki. W radiu 357 leci pierwszy w krótkiej historii tej stacji Polski Top. Od 9 rano do 21. Kto jeszcze nie patronuje temu radiu i temu, to zachęcam – wzięli co najlepsze ze ś.p. Trójki i zrobili dwa jeszcze lepsze radia.

Ale żeby móc 12 godzin przesiedzieć przy Topie, to poranną wycieczkę fotograficzno-ornitologiczną trzeba było nieco wcześniej zacząć. O 5 rano pobudka i dobrze przed 6 byliśmy już na Stawach Rębiszowskich. Dzień już wstał przed ponad godziną, ale chmury sprawiały, że wydawało się, jakby dopiero świtało. Zimny wiatr pomógł nam dobudzić się i zachęcił do żwawego poruszania się.

Od dawna planowaliśmy taką wczesnoporanną wyprawę, bo to wtedy ptactwo jest najaktywniejsze a światło – jeśli tylko słońce widać – najlepsze. Miałem nadzieję, że zobaczymy parę gatunków ptaków, których do tej pory na stawach nie udawało się wypatrzeć.  

Pierwsze widoki przy dramatycznie zachmurzonym jeszcze niebie

Pierwszy daje znać o swej obecności trzciniak. Niewielki to ptak, ale głos ma wielki, donośny i różnorodny. Melodiami mógłby obdzielić parę innych gatunków.

Mała próbka tego, co dziś nam zaprezentował: 

 

Znacznie trudniej wypatrzeć, niż usłyszeć. Trzciniak często chowa się w dolnych partiach trzcin, gdzie nie sposób wzrokiem go dosięgnąć. Wystarczy jednak trochę poczekać, aż poczuje się komfortowo i sam wyfrunie na czubek trzcin.

Najlepiej do zdjęć pozowały łyski. Dobrze widoczny to ptak, nie bardzo płochliwy, również pomaga się zlokalizować charakterystycznym dźwiękiem. 

Ten okaz wszedł pod lufę aparatu akurat w chwili, gdy na chwilę wyszło słońce.

Ta parka obok dopiero chyba budowała gniazdo.

A ten pod spodem najlepiej pozował.

Łabędź z dziurką w środku

Choć nie tak liczne, jak się spodziewałem, ciągle najliczniejszym ptactwem wodnym były krzyżówki – widzieliśmy ich przy najmniej sześć i to najczęściej w locie.

Niespodziewanie z krzaków wyleciały na nas dwie krzyżówki – były wyraźnie spłoszone, ale przyczyny tego nie widziałem. Przypadkiem aparat miał parametry ustawione w miarę dobrze do tej sceny a obiektyw wyostrzył na jednej z kaczek. Dopiero w domu obrabiając (chciałoby się powiedzieć – wywołując) zdjęcia zauważyłem, że za kaczkami jest jakiś mały ptasi drapieżnik. Nie mam pojęcia co to było.

Te same dwa kaczory parę metrów dalej. Nieskromnie powiem, że to ładne zdjęcie, mimo że całkowicie nieprzygotowane.

Wśród kaczek pływających mieliśmy dwie niespodzianki. Też odkryte dopiero w domu po wnikliwym obejrzeniu zdjęć i przewertowaniu przewodnika Collinsa do rozpoznawania ptaków. 

Kaczka na tym zdjęciu okazała się być gągołem. 

W Polsce to bardzo nieliczny ptak lęgowy widywany głównie w okresie przelotów. Mamy ich w kraju – w zależności od źródła – zaledwie od 1200 do 4000 par lęgowych. W więc ten jeden samczyk z być może towarzyszącą mu samiczką to znaczna część naszej populacji.

Zdjęcie drugiej kaczki jest znacznie słabsze, bo jedynie asystowała ona w tle. A okazała się być głowienką.

To również nieliczny ptak lęgowy w Polsce o szybko spadającej populacji. Mamy ich kilka tysięcy par. W skali światowej uznany za gatunek narażony na wyginięcie. 

Mimo to w Polsce można na głowienkę jesienią polować.  Oprócz tego zagraża jej również utrata siedlisk lęgowych m.in. poprzez niszczenie roślinności w miejscach ich gniazdowania. A to właśnie teraz na stawach się dzieje – już połowa ich obszaru jest ogołocona z drzew i krzewów. 

Kolejny już raz obserwowaliśmy błotniaki stawowe. Z pewnością mają w pobliżu gniazdo. Już pisałem o nich niedawno, ale zdjęć nigdy dosyć. 

Zaskoczyło nas olbrzymie stado dymówek. W kadrze naliczyłem ponad sto sztuk, więc było ich pewnie z połowę więcej.

Na moment obsiadły drzewko

To był chyba myszołów, ale mogła to być też samica błotniaka. W powiększeniu widać, że w szponach trzyma materiał na gniazdo. Też ładne zdjęcie. Małżonka robiła.

Małżonka to ta poniżej

Widok na Przecznicę

… i na resztki śniegu na trasie zjazdowej na Stogu

Kapturka w promieniach słońca

Trzy najcenniejsze zdobycze fotograficzne, w tym dwie ornitologiczne, zostawiłem na koniec.

Pierwsza z nich to – wydawałoby się – zwykła czeczotka. Widywałem je już wielokrotnie zimą pod domem. Również jej północny wariant czeczotkę tundrową. Nie zgadzały mi się jednak nieco jej kolory – zamiast czerwieni, były rudo-brązy. Po ponownym przejrzeniu atlasu ptaków pozostałem przy czeczotce zwyczajnej (Acanthis flammea), bo nic innego nawet w przybliżeniu nie pasowało. Wraz z wszystkimi innymi dzisiejszymi obserwacjami wpisałem czeczotkę do bazy ornitho.pl, załączając to zdjęcie:

Bardzo szybko z ornitho.pl nadeszła prośba o korektę wpisu. Powyższa czeczotka okazała się być czeczotką brązową (Acanthis cabaret) całkiem niedawno, bo w sierpniu 2018 roku, wyodrębnioną przez Komisję Faunistyczną jako osobny gatunek. Na tyle to świeża sprawa, że Wikipedia ciągle pisze o czeczotce brązowej jako o podgatunku czeczotki zwyczajnej. Oczywiście poprawiłem wpis. Okazało się, że w maju jest to jedyna zarejestrowana w ornitho.pl obserwacja tego gatunku w Polsce, a w kwietniu było ich tylko 11.    

W Polsce jest to skrajnie nieliczny ptak lęgowy występujący głównie w górach: w Tatrach, Karkonoszach i Górach Izerskich. Mały rarytas mi się więc przypadkiem trafił.

Przez cały czas spaceru było słychać – choć z oddali – żurawie. Mi pod obiektyw żaden nie podszedł, ale małżonce owszem. Z takiej odległości zdjęcie nie mogło wyjść dobrze, ale choćby dla celów dokumentacyjnych, warto je zrobić: 

Już w domu na większym ekranie komputera zwróciłem uwagę na coś wystającego z trawy za żurawiem. Powiększyłem i zobaczyłem taki obrazek:

Maleńki żuraw podążający kilka metrów za wodzącym go rodzicem! Jakże sympatyczne ornitologiczne podsumowanie wycieczki. 

Łącznie naliczyłem 30 gatunków ptaków i był to chyba największy jednorazowy “połów” na tak niewielkim obszarze. Zwykle, by zanotować 30 gatunków metodą spacerową (w odróżnieniu od nasiadki), trzeba dużo więcej kilometrów zrobić.

 

A była jeszcze jedna, już nie ornitologiczna, niespodzianka. Od tylu lat chodzimy po terenie tego zwierzaka, trudno nie nadepnąć lub nie potknąć się o pozostawione przez niego ślady bytowania, ale ani razu nie udało nam się go zobaczyć. Do dzisiaj:

To bóbr we własnej osobie. Podgryzał sobie gałązki i dał się przez 2-3 minuty podglądać zza krzaków. 

Udał się więc dzisiejszy połów – był prawdziwie świąteczny.