belka

W odróżnieniu od innych zakładek, uaktualnianie tej strony długo się nie skończy. Po uzupełnieniu materiałów historycznych - których nie ma dużo - pojawiać się tu będą bieżące informacje z drugiego życia stodoły i naszego życia w niej. Czyli taka mała nieregularna kronika. Bo nie blog chyba... Najnowsze wpisy zawsze na górze strony.



Trzy zimowe tygodnie

W przedświąteczny tydzień i w same święta mieliśmy ciepłą jesień, między świętami chłodną i wietrzystą jesień, przed Nowym Rokiem przyszły przymrozki a wkrótce potem mrozy, a dopiero na dzień, dwa przed Świętem Objawienia spadł - a właściwie zaczął prószyć - śnieg. I tak prószył przez 3 dni, ale niewiele naprószył.

Ciepła jesień (10-15stC) sprzyjała spacerom, a czyste niebo zdjęciom.

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

.. i tarzaniu się młodzieży w liściach
Zima 2015-2016

Drażnienie dzika:
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Jakie zwięrzę zostało zaklęte w dym drzewie? Ja najpierw zobaczyłem sowę, a potem dzika lub guźca.
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Sójkom coraz lepiej się powodzi w naszej okolicy - w pewnym momencie pojawiło się ich aż sześć sztuk.
Zima 2015-2016

Wczesnoporanne niebo
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Niebo wieczorne - światełka odbite w szybie oznaczają, że Wigilia tuż-tuż.
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zaczęły się poranne przymrozki
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zamglony wschód słońca nad Tłoczyną
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Podobne - a może i takie same - zdjęcie robię co roku, a jeszcze mi się nie znudziło. Pierwsze promienie słońca zaglądają do wsi, czesząc na początku tylko wierzchłki drzew.
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Prawie cała powierzchnia stawu zamarzła już po pierwszej mroźnej nocy, ale chodzić po lodzie w poprzek stawu dało się dopiero po trzech dniach.
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Ptasie obserwacje raczej skromne: było dużo sikorek (bogatki i modraszki), stadko sójek, dwa dzięcioły duże, jeden dzięcioł czarny (w poblizu Jelenich Skał),kos, raz pojawiło się stado kwiczołów i para gili, po okolicy kręcił się też myszołów i para kruków, raz ptaki z karmnika przepłoszył krogulec.
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

No i udało mi się zrobić pierwsze zdjęcie krzyżodzioba - ale nie w Przecznicy, tylko w Miedziance.
Zima 2015-2016

A w ostatnie popołudnie przyleciała na moment czapla siwa. Zaparkowała na lodzie, zorientowała się, że otwartej wody nie ma i natychmiast odfrunęła, zostawawiszy po sobie jakiś komunikat na stawie.
Zima 2015-2016

Zima 2015-2016

No dobrze, może jednak ptaszenie nie było takie marne tej zimy...



A lato było upalne tego roku...

Po długiej przerwie długi wpis z migawkami z przecznickiego sierpniowego lata.

Łąka i las

Mimo suchego lata trawy na łąkach wybujały jak zawsze.
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Owocująca wełnianka
Lato 2015


i przedwcześnie więdnąca z powodu suszy wszewłoga
Lato 2015


Drzewa wszelkich gatunków bujnie obrodziły - dęby, dzikie czereśnie, jarząby, leszczyny, ..
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Wykoszone w tym roku chwasty dały szansę krzakowi rabarbaru na większy wzrost
Lato 2015


W czasie upałów najprzyjemniej w lesie
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Łąka tuż po skoszeniu. Przy tym upale jednego dnia koszenie, drugiego już belowanie.
Lato 2015


Kilkukrotnie w ciągu paru dni i zawsze w tym samym miejscu do słońca wystawiała się żmija
Lato 2015


Nad stawem

Staw nam trochę zarósł. Nawet kacza wyspa zakwitła trawami.
Lato 2015

Lato 2015


Kaczkom przybył nowy domek - zobaczymy na wiosnę, czy im się spodoba.
Lato 2015


Wylinka ważki i sama ważka - żagnica sina.
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Motyle

Nadzwyczajnie obrodziły motyle tego lata - zarówno pod wzgledem ich liczby jak i różnorodności gatunków był to rekordowy rok. Było i kilka nowych obserwacji, których po tylu latach ganiania za przecznickimi motylami, już się nie spodziewałem..
Sceny zbiorowe
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Przestrojnik jurtina
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Strzępotek ruczajnik
Lato 2015

Lato 2015


Karłątek - chyba ceglasty
Lato 2015


Czerwończyk żarek
Lato 2015


i czerwończyk dukacik to dwa nowo zaobserwowane gatunki. Razem z nieparkiem i płomieńcem to już cztery czerwończyki.
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Piękny jest zwłaszcza samiec - jednolicie i jaskrowo ubarwiony wierzch skrzydeł mieni się w słońcu niczym metalizowana folia
Lato 2015


Polowiec szachownica
Lato 2015


Osadnik egeria
Lato 2015


Niezidentyfikowany
Lato 2015


Latolistek cytrynek
Lato 2015

Lato 2015


Dostojka dia i adype - dwa nowe gatunki
Lato 2015

Lato 2015


Modraszek wieszczek - również nowy gatunek, drugi w kolekcji - obok ikara - modraszek.
Lato 2015


Rusałki - w kolejności pawik, kratkowiec, admirał i nowo odkryty osetnik na ostatnim zdjęciu. Jest to zarazem szósta przecznicka rusałka.
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


I mała perełka na koniec. Latał sobie koło mnie przez dłuższy czas motylek, którego wziąłem za rusałkę pokrzywnika, a więc powszechnego motyla, któremu setki zdjęć już zrobiłem. Aż w końcu usiadł koło mnie na kończącej się butelce urodzinowego szampana. Zwrócił uwagę nieregularny kształt skrzydeł, co początkowo wziąłem za mechaniczne uszkodzenie, z którym większość motylki jakoś żyje. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to jednak sama natura tak te skrzydła ukształtowała - na butelce siedziała rysałka ceik. Zdążyłęm jedno dobre zdjęcie zrobić i już do końca wakacji jej nie widziałem. A więc siódma rusałka!
Lato 2015


Nocne życie

Zawsze chciałem zobaczyć, co sie wokół domu dzieje nocą, jakie zwierzęta do nas przychodzą.. Teraz można to już to zrobić bez zarywania nocy i wielogodzinnego czatowania.
Młody lis
Lato 2015

i kuna
Lato 2015

Szerszeń

Ciekawa scena rozegrała się w domu na oczach moich i - na szczeście - aparatu.
Popołudnie gorącego dnia, chowamy się w domu, drzwi na ogród otwarte, przez które słońce wpada bezpośrednio do domu. Najpierw wleciała mucha i przysiadła koło mnie na stole. Chwilę za nią wpadł szerszeń i zaatakował muchę. W tym momencie chwyciłem aparat. Niemal równolegle wpadające promienie słońca nadały zdjęciom dodatkowego waloru.
Mucha została szybko uśmiercona a następnie szerszeń - chyba robotnica sądząc po rozmiarze - zaczął obrabiać muchę, obcinając jej systematycznie wszystkie odnóża, skrzydła i głowę.
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Gdy już został sam korpus, szerszeń zabrał go do gniazda. Jak się już po naszym wyjeździe okazało, gniazdo było na poddaszu.
Lato 2015


Ptaki

Lato to słaba dla ptasiarza pora roku, a tym bardziej upalne lato. Obserwacji ptasich było mniej niż zwykle ale wcale nie mniej ciekawe. Niesfotografowany dotąd kowalik. Podleciał z pobliskiego jawora i usiadł na pionowym murze w ulubionej pozycji głową w dół.
Lato 2015

Lato 2015


Przez kilkanaście minut nad wsią szybował unoszony prądami konwekcyjnymi bocian czarny.
Lato 2015

Lato 2015

Młode kopciuszki
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Jaskółki na drutach i popijające w locie wodę ze stawu
Lato 2015

Lato 2015


Trzmiele

Cztery gatunki trzmieli - dwa pierwsze to ziemny i kamiennik, pozostałe dwa jeszcze do zidentyfikowania.
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Wieczorne niebo

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Nietoperki

Warunki pogodowe i wieczorne światło sprzyjało fotografowaniu nietoperzy.
Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015

Lato 2015


Na tarasie

Lato 2015

Lato 2015


....



Różności okołowielkanocne

Świeże ślady bytności saren w ogrodzie - koziołki o tej porze roku czemchają, czyli wycierają scypułę z nowych porostków o cienkie drzewka i krzewy.

Wielkanoc 2015


Poza roślinami ogrodowymi kwiatów dziko rosnących koło nas jeszcze nie ma. Ten podbiał wystający spod śniegu to tylko skromna zapowiedż wiosny.
Wielkanoc 2015


Pełnia nad Przecznicą.
Wielkanoc 2015


Ptaków migrujących niewiele, ciągle jeszcze dominują gatunki osiadłe. Najliczniejsze i najgłośniejsze są szpaki. Już walczą o budkę lęgową.
Wielkanoc 2015


Wielkanoc 2015



Ostatnie wichury powaliły trochę drzew.
Wielkanoc 2015



Przyroda sama odtworzyła most, który tu kiedyś istniał.
Wielkanoc 2015



W niedzielę wielkanocną wcześnie rano idę na Jelenie Skały. Lekko szaro i mgliście wokół, w nocy spadło sporo świeżego śniegu.
Wielkanoc 2015


Już będąc pod samą Tłoczyną, zaczęły do mnie dochodzić pierwsze promienie słońca.
Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015


Im bliżej wierzchołka góry, tym większa część drzew w promieniach słońca.
Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015


Już widać olbrzymie buki, za którymi znajduje się główna część Jelenich Skał z resztkami barierek postawionych tu w latach 30-tych XXw.
Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015


Trudy wspinaczki w głębokim śniegu z naddatkiem wynagradzają widoki. Jest 7:45, mgła w dole rozpłynęła się i nad wsią pojawiło się słońce.
Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015


Z Jelenich Skał idę na wierzchołek Tłoczyny.
Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015


Zejście już w pełnym słońcu
Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015

Wielkanoc 2015


I jeszcze jedna nagroda za ten poranny wysiłek: kilkadziesiąt metrów ode mnie przeleciał sokół - mimo dobrej jakości zdjęcia nie jestem w stanie go ropoznać: zakładam, że to drzemlik, ale mógł to być również sokół wędrowny.
Wielkanoc 2015


A na przydomowym stawie pojawiła się jak co roku para krzyżówek, badając grunt pod ewentualne gniazdo.
Wielkanoc 2015


Powrót do domu akurat w momencie rozpoczęcia przygotowań do śniadania.
Wielkanoc 2015


W ciągu dnia pogoda jeszcze kilkukrotnie się zmieniała - pełne słońce i zawieruchy śnieżne na przemian. Śnieg w postaci grubych puchatych płatków, drobnej kaszy i groszku.
Wielkanoc 2015


Wielkanoc 2015


Na koniec dnia widowisko pt. "Pożar lasu".
Wielkanoc 2015


I po świętach...



Przecznickie zaćmienie

Błękitne niebo nad Przecznicą sprzyjało obserwacjom

Zaćmienie 2015



Zima co się zowie!

Przedostatni dzień roku obudził się takim widokiem

Boże Narodzenie 2014


- bezchmurne błękitne niebo, bezwietrznie i zimno, czyli recepta na udany przedpołudniowy spacer.
Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014



Ptactwo

Zimowa aura zapoczątkowana wieczorem w pierwszy dzień Świąt długo się utrzymała. Mocno ujemne temperatury i pokrywa śnieżna spowodowały, że ptactwo zmuszone było szukać pożywienia bliżej ludzkich siedzib, wystawiając się tym samym na strzał migawki. Pod względem ilości gatunków nie była to może rekordowa zima, ale też i nie uboga - gołym okiem zaobserwowałem 16 gatunków, obiektywem 13.

Sikorki - bogatka, modraszka i czarnogłówka.Tę ostatnią podejrzewałem wcześniej o bycie sikorą ubogą, ale ostatnio skłaniam się ku czarnogłówce ze względu na szerszy śliniak i czapeczkę sięgającą tyłu płaszcza.

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014


Łuszczaki - dzwoniec i gil. Zastanawiający jest brak zięb w tym zestawieniu - co roku było ich sporo.
Ptactwo 2014

Ptactwo 2014


Krukowate: sroka, sójka i kruk. Sójka zażywała kąpieli śnieżnych - bawiła się jak dziecko.
Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014


Dzięciołowate: dzięcioł duży, dzięcioł zielonosiwy.
Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014


Drapieżniki: myszołów, pójdźka i - prawdopodobnie - krogulec.
Ptactwo 2014


I sporo innych: kos i rudzik w berberysie.
Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014

Ptactwo 2014


I trznadel:
Ptactwo 2014




Boże Narodzenie 2014

Zmienna pogoda sprzyjała fotografowaniu. Krótka relacja obrazkowa z ostatnich kilku dni.

Poranek w przedświąteczną niedzielę lekko tylko przyprószony śniegiem - stopniał jeszcze tego samego dnia.

Boże Narodzenie 2014


Uzupełniony karmnik natychmiast przywitał pierwszych gości
Boże Narodzenie 2014


W wigilijny poranek znowu było niezimowo.
Boże Narodzenie 2014


A pierwszy świąteczny dzień obudził się wręcz wiosennie.
Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014


Kruk, krążąc nad polem, dawał o sobie znać głośnym krakaniem
Boże Narodzenie 2014


Jasność bijąca znad Ciemnego Wądołu
Boże Narodzenie 2014


Tylko najwyżej położone partie wsi lekko przybielone.
Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014


Wieczorem pierwszego dnia Świąt ponownie zaczął prószyć śnieg. W ciągu paru godzin napadało go tyle, że starczyło na pierwsze miniaturowe bałwany.
Boże Narodzenie 2014


Wieczorny spacer wsią.
Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014


Na parę chwil dołączył do mnie samotny wędrowiec. Nie mówił skąd i dokąd idzie.
Boże Narodzenie 2014

Bałwany noc przetrwały i przybyło sporo świeżego materiału na kolejne.. A więc białe Święta!!!
Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014

Boże Narodzenie 2014



PTASZENIE

Choć nowych gatunków ptactwa na zdjęciach niewiele, to lepsze szkło na końcu aparatu powoduje, że nawet te dobrze znajome już ptaki prezentują się często znacznie lepiej. Powtórki więc nieuniknione.

Taki na przykład trznadel - ile razy już wcześniej fotografowany. Ale nie w sytuacji konsumpcyjnej.

Ptaszenie

Albo jaskółka na tle niesamowicie błętkitnego nieba.
Ptaszenie

Okazji do fotografowania jaskółek było mnóstwo. Jak i w poprzednich latach, w sierpniu zebrały się w duże stado w okolicy naszego jawora i trenowały loty przed podróżą. W tym roku naliczyłem ich ok 250. Oczywiście to dość orientacyjna liczba będąca wynikiem ogólnie paraktykowanej metody liczenia stad: odliczamy 10-20 osobników sztuka po sztuce a następnie odkładamy obszar przez nie zajmowany tyle razy, aż pokryjemy cały obszar zajmowany przez stado. Oczywiście uwzględniając gęstość i dynamikę stada. Przy pewnej praktyce dochodzi się do dokładności +/-15%, co można zweryfikować robiąc zdjęcie całemu stadu i ponownie licząc sztuki pojedynczo off-line na monitorze komputera.
No więc przyjmijmy, że było ich co najmniej 250, bo zawsze zaokrąglam w dół. Poniżej fragment nieba z ponad czterdziestoma jaskółkami:
Ptaszenie

Wszytkowiędząca Wiki podaje, że stada mogą liczyć nawet do 30 tys. osobników!
Co cieszy, to fakt, że to "moje" stadko w większości składało się z dymówek. Z jakiegoś powodu uważam je za bardziej szlachetne od oknówek - pewnie dlatego, że prowadzą bardziej "ekologiczny" tryb życia, trzymając się obszarów wiejskich. To trochę tak, jak w sytuacji wróbel-mazurek. Ten drugi świetnie przystosowuje się do życia w mieście i z pewnością świetnie da sobie radę z dalszą nieuniknioną urbanizacją kraju, podczas gdy ten pierwszy do życia potrzebuje wsi.
Pojedyczna dymówka na przydomowym jaworze:
Ptaszenie

Instalacja odgromowa przydaje się również, gdy nie ma burzy:
Ptaszenie

Pewnego dnia w stado jaskółek wleciał niespodziewanie drapieżnik! Z daleka był dla mnie tylko większą jaskółką, ale poruszenie w stadzie znaczyło, że coś się dzieje. Zbliżając się, stawał się wyraźnie większy niż jaskółki aż w końcu okazał się kobuzem, czyli małym sokołem.
Ptaszenie

Otaczając go, jaskółki podniosły wrzawę, atakowały go licznie ze wszytkich stron, ale zawsze zachowując bezpieczną odległość. Kobuz dał w końcu za wygraną i odleciał. odprowadzany daleko przez kilka najbardziej zadziornych dymówek.
Kobuz to moje odkrycie tego lata. Nie tylko niesfotografowany przeze mnie wcześniej, ale również nigdy wcześniej niewidziany. Zajęło mi więc chwilę zidentyfikowanie go a o jego kobuzowatości przesądziło - oprócz paru innych, mniej oczywistych, wskazówek - podłużnie kreskowane ubarwienie klatki piersiowej i brzucha.
Bardzo sprawny lotnik - stąd z daleka może być pomylony z jaskółkami czy jerzykami. Większy od nich, ale nie taki znów z niego olbrzym jak np. myszołów. Ich liczebność w Polsce ocenia się na 2500-3500 par lęgowych - czyli to, co widziałem, to było mniej więcej 0.02% rodzimej populacji.

Pliszka siwa:
Ptaszenie

Wilga:
Ptaszenie

Kilkukrotnie widziane stado paszkotów, które nigdy nie dało się podejść na fotograficzną odelgłość:
Ptaszenie

Ptaszenie

Dwa myszołowy - z zachowania wyglądało mi to na parę rodzic-pisklę.
Ptaszenie

Jak co roku wdzięczne w fotografowaniu dzierzby gąsiorki. Ich młode wylatują z gniazda wcześnie, ale pozostają pod opieką rodziców przez całe lato, oczekując na pokarm na otwartych przestrzeniach.
Ptaszenie

Ptaszenie

Dorosły gąsiorek
Ptaszenie

Młoda sójka
Ptaszenie

Po raz pierwszy widziany tu żywy drozd (już kiedyś widziałem rozjechane pisklę)
Ptaszenie

Młody kopciuszek:
Ptaszenie

A na deser orzechówka. Bardzo trudna w obserwacji - nigdy jeszcze nie widziałem jej w spoczynku, zawsze tylko w przelocie nad domem bez żadnego uprzedzenia. Tym razem sprzęt miałem pod ręką.
Ptaszenie



SIERPNIOWE NIEBO

Zdjęcia nieba już się tu niejednokrotnie pojawiały, więc co nowego można jeszcze pokazać..? Okazuje się, że można, bo widoki nieba są jak płatki śniegu - niby takie same ale nie ma dwóch jednakowych. Tegoroczne "zbiory" poniżej.
Zdjęcia robione po południu, gdy nadciągały ciężkie deszczowe chmury, z których już niedaleko padało, ale gdzieniegdzie jeszcze przebijało się ostre słońce. Wszystkie robione w kolorze i nie poddane obróbce, choć zwłaszcza to środkowe wydaje się zrobione w sepii.

Niebo

Niebo

Niebo


Gdy nadeszła ulewa, świat zrobił się cały siwy.
Niebo


Najbardziej barwne były jak zwykle zachody słońca:
Niebo

Niebo

Niebo


Nocne niebo, na którym królował Superksiężyc:
Niebo

Niebo

Niebo


Niecodziennym zdarzeniem jest możliwość obserwowania przelotu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Choć pojazd ten okrąża Ziemię wielkokrotnie w ciągu dnia (średni czas jednego okrążenia to tylko 91min), to przyłapanie go na przejrzystym ciemnym niebie w konretnym miejscu na ziemii jest możliwe tylko wtedy, gdy jest się do tego przygotowanym. Trzeba wiedzieć, o której nadleci, w którym miejscu horyzontu się pojawi i w którym kierunku będzie się przemieszczał. W przeciwnym wypadku albo go w ogóle nie zobaczymy albo pomylimy z przelatujacym wysoko samolotem.
Tego wieczora oczekiwałem ISS o 21:47, wiedząc, że pojawi się nad zachodnim horyzontem, przetnie niebo niemal przez jego środek i zniknie po niecałych 5 minutach na wschodzie. I że bedzie to małe, stałe, białe światełko, co odróżnia ją od migocących białymi i czerwonymi światłami samolotów.
Przelot stacji uwieczniłem na kilku zdjęciach robionych z ręki długim obiektywem i z długim czasem naświetlania - co nie mogło dać szczególnie dobrego rezultatu. Na lewym zdjęciu poniżej ślad stacji przy "prawie" nieruchomym obiektywie. "Prawie", bo gdyby był on całkiem nieruchomy, na zdjęciu powinna być idealnie prosta kreska. Podczas robienia zdjęcia z prawej próbowałem nadążąć obiektywem na stacją - powina z tego wyjść zatem kropka.
Niebo


A na koniec całkowiecie nienocne już zjawisko - podwójna tęcza rozciągająca się od horyzontu po horyzont. Było to na dzień przed wyjazdem, więc odebrałem to jako miłe pożegnanie.
Niebo




MOTYLOWO

Relację z sierpniowych spotkań z przyrodą zaczynam od motyli. Trochę pracy włożonej w ogród przed paru laty i coroczny wysiłek rodziny i znajomych królika zaczęło przynosić oczekiwane plony - wszelkie nektarodajne rośliny obrodziły tego lata bujnie, ciesząc oko zarówno swym wyglądem, jak i kolorami przyciąganych licznie pszczół, trzmieli, motyli i innych owadów. Nigdy jeszcze nie było ich tyle naraz w jednym miejscu.

Tu stadko rusałek - pokrzywniki i pawiki - na kwiatach wokół domu.

Motyle

Motyle

Motyle

Pojedyncze osobniki tych gatunków:
- rusałka pawik
Motyle

rusałka pokrzywnik
Motyle


A skoro przy rusałkach jesteśmy - w tym roku poraz pierwszy widziałem również rusałkę admirała
Motyle

Motyle

i jednego z najpiękniejszych polskich motyli - rusłałkę żałobnika
Motyle

Motyle

Motyle

W pozostałych rolach:
- karłątek akteon
Motyle

- przestrojnik jurtina
Motyle

Motyle

Motyle

- listkowiec cytrynek
Motyle

- osadnik megera
Motyle

Motyle

Motyle

- modraszek ikar
Motyle

Motyle

- polowiec szachownica
Motyle

- i nieostry niestety kraśnik pięcioplamek
Motyle



BÓR DARZYŁ

Pogoda w Przecznicy tego lata była bardzo grzybowa. Każde wyjście do lasu chcąc nie chcąc kończyło się przyniesieniem tylu grzybów, ile dało się unieść w zabranych ze sobą pojemnikach. Trzy razy był to kosz, kilka razy kieszenie i dłonie. Zdecydowana większość grzybów stanopwiły borowiki, wśród których dominował borowik ceglastopory. Ale były też borowiki szlachetne, podgrzybki, kozaki, kurki, maślaki, maślaczki. A oto plon pierwszej wyprawy po leśne runo wraz z akcesoriami przydatnymi w trakcie i po zbieraniu:
Grzyby 2014

Kozak czerwony
Grzyby 2014

Borowik borowikowaty
Grzyby 2014

Grzyby 2014

Grzyby 2014

No i sam król polowania borowik ceglastopory:
Grzyby 2014

Grzyby 2014

Grzyby 2014

Grzyby 2014

Na szczęście nie wszyscy go zbierają, obawiając się pomylenia z podobnymi niejadalnymi odmianami. Więcej dla nas zostaje.



GAJOWA

Piesza wycieczka na 4 nogi i 8 łap z Przecznicy na Gajową i z powrotem. Kluczowe parametry trasy:

Gajowa 2014

Gajowa 2014

Gajowa 2014

Spod domu wychodzimy na Radoszków. Rzut oka w tył na naszą skoszoną już łąkę ze zbelowanym sianem:
Gajowa 2014

Pierwsze dwa kilometry bardzo intensywne - przy bardzo słonecznej i bezwietrznej pogodzie niemal 350m w pionie kosztuje trochę zdrowia. Psy chłodziły podwozie dopóki szedł z nami strumyk.
Gajowa 2014

Gajowa 2014

Docieramy do długiego poziomego odcinka trasy trawersującego Dłużec. W dole Mirsk.
Gajowa 2014

Pod nogami grzyby - maślaki, borowiki i maślaczki pieprzowe używane po ususzeniu jako ostra aromatyczna przyprawa zamiast pieprzu.
Gajowa 2014

A wokół nas kręciły się motyle - w tym dwa, których zdjęć jeszcze nie miałem: rusałka żałobnik i rusałka admirał (więcej zdjęć przyrody pewnie w osobnym wpisie).
Gajowa 2014

Ostatnie już kroki na 828m npm
Gajowa 2014

i jesteśmy na.. Sępiej Górze.
Gajowa 2014

Zamieszanie z nazwami tej góry jest proste do wyjaśnienia i dość typowe dla tego regionu - jest to efekt podwójnego tłumaczenia nazwy na a potem z niemieckiego: Gaj (od Świętgo Gaju otaczającego szczyt i będącego miejscem kultu plemion wczesnosłowiańskich) => Geierstein (bo fonetycznie blisko do słowa gaj) => Sępia Góra (od Geier = Sęp).
Ze skałek wyśmienity widok na przeciwległe pasmo Wysokiego Grzbietu, Stóg Izerski i Dom Zdrojowy w Świeradowie.
Gajowa 2014

Gajowa 2014

Gajowa 2014

A w drugą stronę Ostrzyca Proboszczowicka.
Gajowa 2014

Wracamy inną trasą - przez Kotlinę, Gierczyn i Lasek. Dla utrudnienia, schodzimy z głównej drogi i wchodzimy ledwo widoczną ścieżką na górę Kocioł (721m) spodziewając się znalezienia skałek, z których można by popatrzeć na Pogórze.
Gajowa 2014

Ale nie trafiliśmy do nich.. Schodząc w dół, docieramy do pozostałości ośrodka Kesselschlossbaude - olbrzymiej kiedyś budowli, która szczęśliwie przetrwała wojnę a nie przetrwała naszego modelu kulturowo-ekonomicznego.
Gajowa 2014

Stąd już blisko do domu ale najpierw trzeba zejść do górnej części Gierczyna, by potem ponownie wspiąć się na Stożek (przewyższenie ok 150m na krótkim odcinku) i zejść z niego do Przecznicy. Widok na Blizbor i Stożek z okolic Kesselschlossbaude.
Gajowa 2014

Po drodze mijamy jeszcze fragmenty trasy prowadzącej śladmi dawnego górnictwa,
Gajowa 2014

rzucamy okiem ze Stożka na Jelenie Skały
Gajowa 2014

i po prawie 4.5godz. kończymy kąpielą w stawie..



GIEBUŁTÓW

Mimo że położony bardzo blisko, do Giebułtowa nigdy nie było nam po drodze. A pojechać tam chciałem z dwóch powodów - historycznych i widokowych. Historycznych, bo Giebułtów - jako miejscowość położona już za Kwisą i Czarnym Potokiem - należał już nie do Śląska lecz do Łużyc, czyli Saksonii. Widokowych, bo położony na najwyższym wzniesieniu Pogórza Izerskiego (Wojkowa 502m npm), stanowi bardzo dobry punkt widokowy na Izery i Karkonosze.
Szukając miejsca do podziwiania widoków, przejeżdżamy przez główną część wsi i na czuja (bez mapy czy GPSu) kierujemy się na przysiółek Augustów, gdzie całkiem przypadkiem znajdujemy coś, czego nie szukaliśmy i o istnieniu czego nie mieliśmy wcześniej pojęcia - Słupiec (niem. Riedestein). Jest to grupa bazaltowych skał eksploatowanych turystycznie już od dawna, o czym świadczą resztki barierek, wykute w skale schodki i.. tablica informacyjna:

Słupiec 2014

Skałki zbudowane są w całości z bazaltu i stanowiły kiedyś część komina wulkanicznego.
Słupiec 2014

Wbudowany w skałki obraz Matki Boskiej:
Słupiec 2014

Widok przez Mirsk, Przecznicę i Tłoczynę na Śnieżkę:
Słupiec 2014

Punkt pierwszy wycieczki zaliczony. Wracamy do Giebułtowa i zatrzymujemy się przy kościele św.Michała Archanioła. Z zewnątrz ledwo widoczny, bo otoczony ze wszystkich stron drzewami. Tym większe zaskoczenie widokiem kościoła i bezpośredniego otoczenia, gdy już się znajdzie blisko:
Michał Archanioł 2014

Klimat miejsca - bo nie dokładny widok - przypomniał mi kościółki na rumuńskiej Bukowinie, mojej żonie - cerkiewki bieszczadzkie. Dalekie to może skojarzenia ale jakże przyjemne.
Na otaczającej kościół polance kilka kapliczek. Ta poniżej przedstawia patrona kościoła - Michała Archanioła - strącającego Lucyfera do piekła:
Michał Archanioł 2014

W zewnęrznej ścianie kościoła liczne bogato zdobione epitafia:
Michał Archanioł 2014

Do samego kościółka niestety nie można było zajrzeć..
Niewielki to kościół, dziś zwykły kościółek wiejski ale o bogatej historii. Jego znaczenie znacznie wzrosło, gdy w trakcie wojny trzydziestoletniej władający Śląskiem ultrakatoliccy Habsburgowie nakazali przekształcenie wszystkich protestancich kościołów na świątynie katolickie. Z braku możliwości kultywowania swej wiary w dotychczasowych miejscach, ludność Śląska udawała się na niedzielne nabożeństwa do sąsiednich Prus. Kościół w Giebułtowie był najbliższą świątynią protestancką w należących do Prus Łużycach (wtedy część Saksonii), zaczynających się tuż za zachodnimi rogatkami Mirska.
Sytuacja ta trwała przez resztę XVII w. i początek XVIII, kiedy to na podstawie umowy altransztadzkiej z 1707r. Cesarstwo musiało zwrócić protestantom 121 kościołów na Śląsku oraz zezwolić na wybudowanie 6 kolejnych świątyń, zwanych odtąd kościołami łaski (niem. Gnadenkirchen) - w tym jednej w Jeleniej Górze.
I to był kontekst historyczny wycieczki.



ZDJĘCIOWE REMANENTY POWIELKANOCNE

Ładna pogoda sprzyjała pracom ogródkowym. Przy okazji wykopałem ropuchę szarą, która wydawała się jeszcze dosypiać resztki snu zimowego, podczas gdy wystrojone koleżanki już od kilku dni w stawie.

Wielkanoc 2014

Wielkanoc 2014

Ponoć zaskrońce w tym roku obrodziły, co - jak mówią ci, którzy w okolicy dłużej mieszkają - powinno się odbić na mniejszej populacji żmij. Niby się zgadza - kłębowisko zaskrońców pod domem (bystry obserwator doliczy się dziewięciu sztuk na poniższym zdjęciu!) a żadnej żmii.
Wielkanoc 2014

No i mały sukces lepidopterologiczny czyli motylniczy - nie widziany przeze mnie wcześniej zorzynek rzeżuchowiec. Sprostrzegłem go kątem oka przelatującego w pobliżu, a że akurat aparat był pod ręką, dał się uchwycić. Niestety tylko w locie i po małym pościgu - przegonił mnie trochę po łące.
Wielkanoc 2014

I znany już latolistek cytrynek - pierwiosnek wśród motyli.
Wielkanoc 2014

Z nowych odkryć trzmiel drzewny. Miałem sporo trudności z określeniem gatunku, bo tylko w Polsce mamy ich ok. 30.
Wielkanoc 2014

Kowal bezskrzydły z charakterystyczną maską noszoną na plecach
Wielkanoc 2014

Zdjęć trznadli publikowałem już sporo ale nie sposób się oprzeć.. Ten samczyk tak się zapamiętał w śpiewie, że pozwolił się podejść na parę metrów.
Wielkanoc 2014



JAJA WIELKANOCNE

Skoro Wielkanoc, to trochę o jajkach...
Wokół stodoły kręci się mnóstwo ptaków, więc muszą być i takie, które gnieżdżą się w okolicy. Ostatnio udało mi się podejrzeć szpaka i krzyżówkę. Oba gatunki mają ciekawe zachowanie lęgowe.
Krzyżówka na gniazdo wyszkuje miejsca bezpieczne - raczej nie zobaczymy jej na łatwo dostępnym brzegu. Wybierze wysepkę, kępę traw na podmokłym terenie, drzewo a nawet - w przypadku awangardowych kaczek miejskich - balkon budynku mieszkalnego. W naszej okolicy występują kaczki raczej tradycyjne więc i miejsce na wylęg wybrały dość typowy - małą pływającą wysepkę na stawie.
Kaczka krzyżówka - przodek naszej kaczki domowej - składa raz w roku od 8 do 12 jaj. Robi to przez kikanaście dni - zwykle po jednym jaju dziennie. Jest to dla niej olbrzymi wydatek energetyczny - traci w tym czasi enawet połowę swoje wagi. Samica pojawia się na gnieździe na parę godzin, składa jajo i znika na resztę dnia i nocy. Za każdym razem opuszczając gniazdo, przykrywa szczelnie złożone już jaja używając do tego traw i puchu z własnej piersi. Dzięki temu jaja pod nieobecność samicy są całkowicie niewidoczne dla przypadkowego przechodnia. "Nasza" kaczka pojawiała się codziennie przed południem razem z samcem. Pływały sobie przez parę minut razem, po czym samica wchodziła na gniazdo a samiec po krótkim czasie odlatywał. Późnym popołudniem również i samica odlatywała. Z czasem jednak zaczęła spędzać więcej czasu na gnieździe - pewnie dlatego, ze już wszystkie jajka zostały złożone i nadszedł czas właściwego wysiadywania. po złożeniu wszytkich jajek przez kilkanaście dni samica prawie nie opuszcza gniazda - jedynie na godzinę, dwie w ciągu dnia, by zaspokoić największy głód. Co ciekawe, jaja złożone wcześniej nie wylęgają się przed innymi, gdyż rozwijanie się embrionu zaczyna się dopiero, gdy samica na stałe osiada w gnieździe. Dzięki temu wszystkie pisklaki wychodzą na świat w odstępie 24-48 godzin, mimo że jaja składane były przez niemal dwa tygodnie. Jaja uchwycone podczas nieobecności kaczki:

Wielkanoc 2014

Wylęg następuje po ok. 4 tygodniach - nie zobaczymy więc kaczątek osobiście ale mam nadzieję, że relacja lokalnego reportera do nas dotrze..

Szpaki do moich ulubionyvh ptaków nie należą ale bez wątpienia są bardzo wdzięcznym obiektem obserwacji. Jako jedne z pierwszych każdej wiosny przystępują do legów - a że są silne, duże i zadziorne, wybierają najlepsze miejsca lęgowe, również te oryginalnie przeznaczone w naszym ogrodzie dla sikorek. A to dzięki dzięciołowi dużemu, który - mimo zabezpieczeń - każdą sikorkową budkę rozkuł do wymiarów szpaczych. Tak więc w sikorkowej budce mamy tej wiosny gniazdo szpaków.
Dzięki wczesnemu startowi, szpaki odbywają lęgi dwa razy w roku - na tym polega ich sukces rozrodczy. Za każdym razem samica składa 4 do 6 jaj. Rodzice na przemian zajmują się wysiadywaniem jaj, co trwa ok. dwóch tygodni. Zmiany następują dość często - do 2-3 razy na godzinę - i tylko z rzadka się zdarza, że jaja pozostają bez opieki na parę minut. Po wylęgu również oboje rodzice zajmują się karmieniem młodych. Pojawiają się przy budce z pełnym dziobem co parę minut i zwykle z pełnym dziobem budkę opuszczają, trzymając w nim ładnie zapakowane odchody piskląt.
Wokół nas szpaki zasiedlały zwykle dwie budki ale dzięki uprzejmosci dzięcioła w tym roku zajęły i trzecią. W jednej z nich znajduje się w tej chwili pięć jasnoniebieskich jajek:
Wielkanoc 2014



WIELKA SOBOTA

W domu już prawie wszystko gotowe. O wrażenia artystyczne tradycyjnie zadbała Córka:

Wielkanoc 2014

Wielkanoc 2014

Ogród niespiesznie budzi się do życia.
Wielkanoc 2014

Wielkanoc 2014

Pięknie zakwitła nam nasza stara grusza:
Wielkanoc 2014


ZIMOWE WSCHODY

Wśród zdjęć z końca roku znalazło się sporo wschodów słońca. Wszystkie zrobione ok. 8-9 rano. Mały przegląd poniżej.

Wschody

Wschody

Wschody

Wschody

Chyba najciekawze zdjęcie. Wieś jeszcze w cieniu a pierwsze promienie padają na wierzchołki drzew. Wygląda to niemal jak szaro-bury szkic wypełniany dopiero przez malarza farbą.
Wschody

Wschody



SYLWESTROWA PĘTLA NADPRZECZNICKA

Choć wyznaczonych szlaków wokół Przecznicy jest niewiele - dokładnie JEDEN i to taki, który mija wszystkie okoliczne atrakcje - to ścieżek polnych i leśnych jest sporo, dając niezliczoną ilość kombinacji wycieczek: krótkich i długich, łatwych i trudnych, leśnych, polnych i skalistych,.. W poranek sylwestrowy AD2013 wybraliśmy się na średnio długą, średnio wymagającą, w większości leśną.
Można by powiedzieć, że wyszliśmy przed świtem, bo słońce znad Tłoczyny jeszcze nie wyszło a łąki ciągle pokryte były przymrozkowym szronem:

Wycieczka

Schodzimy do głównej drogi w Przecznicy, przecinamy ją koło kapliczki i wspinamy się na pierwszy cel - Stożek (601m npm). Wbrew pozorom, to nie najłatwiejszy odcinek trasy - odległość od domu to prawie dwa kilometry, a na ostatnich 500m pokonuje się około stumetrowe przewyższenie. Stożek w prawo a my w lewo - stąd mała chwila i jesteśmy przy zabudowaniach przysiółka Lasek, do dziś z niemiecka nazywanego Förstel (wymawiane Fyrsztel). Była to kiedyś i jest dzisiaj część Gierczyna. Tędy wiodła najkrótsza droga ze środkowej i górnej części Przecznicy do kościoła w Gierczynie.
Zatrzymujemy się na chwilę przy niedawno otworzonym miejscu odpoczynku, przy którym znajdują się tablice informujące o ścieżce śladami dawnego górnictwa i o osobliwościach przyrodniczych okolicznych łąk (w szczególności o rzadkich i chronionych motylach) i :
Wycieczka

Stąd też rozpościera się piękny widok na kotlinę Mirska, na którą padł właśnie pierwszy promień porannego słońca:
Wycieczka

Z Lasku idziemy w górę grzbietem, zostawiając po prawej ręce kolejny wierzchołek - Blizbor (712m npm). Przy drodze znajdujemy kamień z wyrytym znakiem:
Wycieczka

Chciałoby się wierzyć, że to stary znak waloński..
Przed nami ostra wspinaczka - na odcinku około kilometra przybliżamy się o kolejne 120m do nieba. Po drodze mijamy liczne skrzyżowania z innymi ścieżkami. Najpierw z bezimienną drogą odchodzącą do Górnego Gierczyna - jak tu nie usiąść i nie zamyślić się nad dalszym kierunkiem i nad życiem w ogóle..?
Wycieczka

Potem krzyżówka z Modrzewiową Drogą trawersującą Stary Grzbiet na wysokości mniej więcej 750m. Idealna to droga na wycieczkę rowerową - już w górach a o dość łagodnym przebiegu. Skręcając w nią, można by wrócić do Przecznicy przez Radoszków, robiąc tylko niewielką pętlę nad wsią.
My idziemy dalej i kierujemy się do miejsca zwanego Pięć Dróg. Wchodzimy coraz wyżej więc pojawiają się pierwsze nieśmiałe ślady trwającej od tygodnia zimy: łatka śniegu czy fantazyjnie zamarznięta kałuża.
Wycieczka

Dochodzimy do Pięciu Dróg. Jak sama nazwa wskazuje, schodzi się tu sześć dróg. Ta szósta nadmiarowa to pozostałość wycinki, którą można dojść do ścieżki prowadzącej na Jastrzębiec. Ponownie zatem mamy wybór kilku wariantów dalszej trasy - można zacząć wracać do Przecznicy, wybierając Tytoniową Ścieżkę, można iść na Świeradów, można też podążać głównym grzbietem w kierunku Kamienicy - i ten wariant wybieramy. Po lewej stronie zostawiamy Dłużec (867m npm) - najwyższy wierzchołek bocznego ramienia Grzbietu Kamienickiego, górujący nad Przecznicą. Po prawej ocieramy się o Jastrzębiec (798m). Krajobraz nieco się tu otwiera i widzimy przed sobą zachodnią część Karkonoszy z dominującym szczytem Szrenicy:
Wycieczka

Poza mchami, porostami i nagimi w większości drzewami nie ma co za bardzo fotografować, więc chwilowo uwagę przyciągają zeszłoroczne suszki:
Wycieczka

Wkrótce docieramy do Żelaznego Mostu. Poza kolejnym rozwildeniem dróg, jest tutaj zbiornik retencyjny zbierający wody opadowe z kilku okolicznych szczytów. Ale że w ostatnim czasie nie padało, w zbiorniku nie było wody i można było się przejść jego dnem. Tuż obok znajduje się sporych rozmiarów monument upamiętniający członków koła myśliwskiego Głuszec. Może i idea słuszna ale krajobrazu to on z pewnością nie upiększa.
Wycieczka

Dochodzimy do kolejnego skrzyżowania dróg zwanego Cztery Drogi - i faktycznie są cztery. Skrecając w prawo, można by kontnuwać spacer Grzbietem Kamienickim i wejść wkrótce na jego najwyższy szczyt - Kamienicę. My jednak ją tylko oglądamy. Z tej niewielkiej odległości nie sprawia wrażenia tak dużej, jaka jest w rzeczywistości.
Wycieczka

Po drodze mijamy dziwne stwory. A może to już zmęczenie...?
Wycieczka

Czyż na tym zdjęciu nie widać sań z zakapturzoną wiedźmą ciągniętych przez wychodzonego żubra?
Wycieczka

Zaczyna się ostry spadek w kierunku Radoszkowa - poziomice są tu tak gęste, że się prawie o nie potykaliśmy. Trafiamy na kolejną oznakę zimy:
Wycieczka

Ostry spadek i przerzedzający się las tworzą od czasu do czas okna z panoramami Pogórza. Tu widok na Ostrzycę Proboszczowicką w Górach Kaczawskich:
Wycieczka

Do wsi wchodzimy przez Radoszków. Po trzech godzinach i dwudziestu minutach, przejściu 13.6km, wejściu i zejściu prawie 400m w pionie wracamy do punktu wyjścia. Pełny przegląd trasy na załączonym obrazku, gdzie kolejne cyferki oznaczają kilometry trasy:
Wycieczka

Profil trasy - pierwsza górka to Stożek, druga to okolice Czterech Dróg i Kamienicy:
Wycieczka



BOŻONARODZENIOWE LICZENIE PTAKÓW AD 2013

Brak pokrywy śnieżnej i bardzo silny wiatr wiejący przez prawie cały okres Świąt nie sprzyjały obserwacjom ptaków. Mimo to, wokół domu pojawiło się ich kilkanaście gatunków. W tym nigdy wcześniej przeze mnie w Przecznicy nieobserwowane i/lub niefotografowane. Od nowości i rekordów zacznę.

Rekord liczebności pobił niespodziewanie trznadel. Mimo że jest to ptak trzymający się zimą większych stad, nigdy wcześniej więcej niż kilku osobników naraz nie widziałem. Tymczasem pod lasem, w miejscu gdzie myśliwi wysypują karmę dla zwierząt, spotkałem stadko liczące ok. 25-30 osobników wyjadających resztki ze zbuchtowanej przez dziki ziemi. Na szaro-buro-czarnym tle szczególnie ładnie prezentowały się żółte samczyki przybierające już godową szatę.

Trznadle

Po raz pierwszy udało mi się zaobserwować pełzacza. Dość powszechny to ptak również na naszym terenie ale bardzo trudny do zauważenia - jest mniejszy od wróbla, ma pstrokate ubarwienie grzbietu doskonale komponujące się z korą drzew, na których żeruje i porusza się wzdłuż pni drzew małym kroczkami mocno do nich przylegając - niemal pełzając. Cyknąłem kilka zdjęć z dość dużej odległości i na każdym z nich pełzacz był niemal niewidoczny: Nie udało mi się rozpoznać, czy był to pełzacz leśny czy ogrodowy - są niemal identyczne i wbrew swym nazwom ich habitaty w znacznej mierze się pokrywją.

Pełzacz

Po raz pierwszy w Przecznicy sfotografowałem mazurka. Specjalnie na niego nie polowałem i nawet zdziwiłem się zrobiwszy mu zdjęcie, że jeszcze go w mojej galerii nie miałem. Jest to jeden z najliczniejszych i najpowszechniej występujących w Polsce ptaków lęgowych - ustępuje tylko ziębie. Kiedyś kojarzony głównie z obszarami leśnymi (ang. Tree Sparrow) i górskimi (łac. Passer Montanus), obecnie coraz bardziej wypierający wróbla domowego (łac. Passer domesticus, ang. House Sparrow) z obszarów wiejskich i miejskich.

Mazurek

Mazurek często mylony jest z wróblem, wiele osób wręcz nie wie, że to dwa osobne gatunki. Podaję zatem sposób na zapamiętanie różnic. Mazurek to taki wróbel wracający z imprezy: zgubił czapkę i krawat i oberwał pod oko.

Przy pierwszy poświątecznym przymrozku pojawiło się koło domu stadko gilów. Do tej pory widywałem tylko pojedyncze osobniki a tym razem było ich 8 sztuk - mniej więcej po równo samców i samiczek. Obsiadły górną część modrzewia:

Gil zwyczajny

Samce w pełnej krasie:
Gil zwyczajny Gil zwyczajny
I mniej wybarwiona samiczka:

Niezawodne jak co roku były sikorki. W sile ok 30 osobników podlatywały do karmnika kilka razy dziennie. Oprócz najliczniejszej bogatki (ok. 80% stada), jest zawsze i modarszka (10-15%). Do rzadkości do tej pory należało pojawienie się sikory ubogiej, którą po raz pierwszy w Przecznicy zaobserowałem chyba dopiero w 2012r. Tym razem przez kilka dni z rzędu kręciła się wokół domu parka, którą udało mi się sfotografować:

Sikora uboga
Ze zdjęć jednoznacznie wynika, dlaczego nazywa się ona uboga lub też bardziej potocznie szarytka - w porównaniu z bogatką czy modraszką faktycznie wygląda trochę jakby bez makijażu. Mimo to, piękna to jest sikorka.
Sikora uboga

Najmniej płochliwym bogatkom najłatwiej zrobić zdjęcie. Już trochę ich wcześniej publikowałem, więc tym razem tylko to jedno:
Sikora bogatka

Modraszka jako jedyna połasiła się na jabłko oczekujące - bezskutecznie - na kosy:
Modraszka

Przez pierwsze dwa dni kiedy wiało najmocniej, jedynymi ptakimi, które odważyły się fruwać, były kruki. Było ich aż pięć, czyli lokalne stadko wydaje się powoli z roku na rok rosnąć.

Kruk

Kruk

Z sikorami i mazurkami kręci się zwykle małe stadko dzwońców. Tym razem było ich tylko pięć i to przez jeden dzień.

Dzwoniec

I to już cała dokumentacja fotograficzna ale zaobserwowanych gatunków było więcej: jeden kos pod lasem, trzy sójki i jeden dzięcioł duży w karmniku, jeden myszołów polujący w okolicach domu i dwie orzechówki - jedna z nich z orzechem w dziobie. Nie był to orzech kokosowy więc dylemat, czy były to orzechówki europejskie czy afrykańskie odpada.

Na osobny komentarz zasługują jeszcze dwa inne zaobserwowane ptaszki: kopciuszek i dzięcioł zielony.
Kopciuszek o tej porze roku to dla mnie nowość. Jest to ptak migrujący - pojawia się u nas w marcu a znika z pierwszym większymi przymrozkami. Czytałem o tym, że coraz częściej zdarzają się osobniki osiadłe, pozostające u nas na zimię, ale sądziłem, że dotyczy to populacji terenów nizinnych, gdzie zima jest lżejsza i krótsza niż ta w Przecznicy. Zastanawia mnie, czy ze względu na słaby start zimy w tym roku, kopciuszek ten tylko odwleka podróż, czy też osiadł tu już na dobre..?
Wracając ze spaceru na Jelenie Skały, towarzyszyły mi przez kawałek drogi dwa dziecioły. Nie udało mi się ich ani sfotografować ani nawet dobrze im się przyjrzeć przez lornetkę więc rozpoznanie jest wątpliwe - nie mniej jednak jestem przekonany, że był to dzięcioł zielony a jedynym gatunkiem, z którym mogłem go ewentualnie pomylić, to już wcześniej widziany przeze mnie w tej okolicy dzięcioł zielonosiwy. O takim a nie innym oznaczeniu zdecydował rozmiar (zielony jest nieco większy) i głos - ale głowy nie dam.

Licząc więc łącznie z dzieciołem zielonym, przez okres świąt widziałem 16 gatunków ptaków - spore to bogactwo, z którego na co dzień nie zdajemy sobie sprawy.



OKOŁOWIELKANOCNE PTASZENIE

Można się wpisać w narzekania na dość niezwykłą wielkanocną pogodzę albo brać, co dają, czyli cieszyć się prawdziwą zimą. Z kilku powodów wybieram to drugie. Po pierwsze - lepsza zdecydowana zima niż niezdecydowana wiosna. Po drugie - jest to rekompensata za Boże Narodzenie, które białe nie było. A po trzecie i najważniejsze: niezależnie od aury, w przyrodzie trwa przedwiośnie. Przyleciały pierwsze wędrowne ptaki (choć być może chwilowo tego żałują), samce wielu gatunków paradują w pełni godowych barw, niektóre ptaki szukają już miejsc na lęgi. A że zima wokół i pokarmu brakuje, chcąc nie chcąc, całe ptactwo trzyma się blisko ludzkich siedzib - zwłaszcza tych wyposażonych w regularnie uzupełnianie karmniki. A wtedy padają ofiarą... obiektywów. Idealne to zatem warunki do ptaszenia.

Przez ostatnie parę lat udało mi się w Przecznicy zaobserwować i zidentyfikować ok. 25 gatunków ptaków. Nigdy wcześniej jednak nie widziałem tylu gatunków i tak licznie reprezentowanych w jednym miejscu i w jednej chwili. A było ich w ciągu tych kilku okołowielkanocnych dni aż 15, w tym trzy dla mnie całkowicie nowe.

Najbardziej niezawdone o tej porze roku są sikorki - zarówno bogatki jak i modraszki. Zawsze w pobliżu niezależnie od tego, czy w karmniku coś jest czy nie. Są one też stosunkowo najbardziej obyte z człowiekiem i stąd łatwe w fotografowaniu. Kilka co ciekawszych zdjęć robionych z domu przez szybę:

Bogatka

Bogatka

Bogatka

Bogatka

Równie spodziewanym gościem był dzwoniec - co roku zimą pojawiają się dwa, trzy osobniki. Tym razem było to stadko złożone z ok. 10 sztuk:
Dzwoniec

Dzwoniec

Nawet bardzo zwykle płochliwe pan i pani kos podchodziły po sam dom zwabiane codziennie świeżą ćwiartką lub połówką. Jabłka oczywiście:
Kos

Kos

Kos

Rzadko wpadające zimą szpaki robiły kilka razy dziennie sporo zamieszania po czym znikały na czas jakiś. Mierząc nie liczebnością a łączną wagą stadka, były one pewnie dominującym gatunkiem:
Szpak


Szpak kontemplujący połówkę:
Szpak

Na stałe mieszkające tu sójki nie są częstym gościem w karmnikach. Pewnie ze względu na rodzaj pożywienia i rozmiar karmnika przystosowanego raczej dla małych ptaków. Ale gdy już taka sójka się pojawi, to zajmuje go na wyłączność. "Moje"stadko sójek liczyło zwykle w poprzednich latach 4-5 osobników ale tym razem naliczyłem ich aż 9. To chyba zasługa sukcesu rozrodczego w zeszłym roku.
Sójka

Pojawiła się też parka mazurków, co nie jest zaskakujące. W tym kontekscie warto jednak odnotować fakt niepojawienia się ani razu i ani kawałka wróbla, którego to mazurek coraz bardziej wypiera już nie tylko z miast, gdzie wróbel już dawno przegrał wojnę, ale i stopniowo z terenów wiejskich, gdzie walka jeszcze się toczy. Niestety, nasz niedawno tak jeszcze pospolity wróbelek-elemelek - jako mniej przystosowany do żywienia się na "ludzkich" resztkach - staje się gatunkiem zanikającym. I z tego powodu właśnie nie specjalną sympatią darzę mazurka, który się do tego przyczynia.

Na częściowo pokrytym lodem stawie wylądowała jednego dnia eskadra krzyżówek. Widok to był przedni: nadleciały całym stadem nad staw, okrążyły go raz, przy drugim okrążeniu zeszła do lądowania pierwsza kaczka, przy kolejnym okrążeniu znowu jedna i na koniec wylądowały wszystkie. Cztery z nich przenocowały do następnego dnia, na kolejne dni została parka.
Krzyżówka

Bardzo licznie pojawiły się zięby. Do tej pory widziałem je w Przecznicy tylko raz i to bliżej lasu. Tym razem już pierwszego dnia pojawiła się parka a na koniec było ich aż 9 sztuk.
Zięba

Przyglądamy się sobie:
Zięba

.. i dumnie prężymy pierś:
Zięba

Z krótką wizytą w okolice domu wpadły też sroka, myszołów i szczygieł. Na zdjęciu ani sroka ani myszołów:
Szczygieł

Kilukrotnie dał się również zauważyć mieszkający po sąsiedzku dzięcioł duży:
Dzięcioł duży

Pojedynczo pojawiający się latem trznadel zameldował się w bardziej licznie grupie. Samce już pięknie wybarwione:
Trznadel

Najsmutniejszy widok prezentowała sobą pliszka siwa. To jeden z migrujących ptaków, przylatujących do nas zwykle w marcu i kwietniu. Nieczęsto zatem można ją zobczyć w zimowym krajobrazie:

Pliszka siwa

A na koniec spotkania z nowymi dla mnie gatunkami w Przecznicy.
Najpierw pojawiły trzy raniuszki, które - ze względu na lekko sikorkowaty kształt - początkowo zignorowałem. Gdy już zorientowałem się - głównie po długim ogonie - że mam do czynienia z nowym dla mnie gatunkiem, było już za późno na zdjęcia. Obserwowałem je tylko chwilę przez lornetkę. Załączam zatem ich podobiznę będącą logo Otop - Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków:
Raniuszek

Trochę podobnie było z czyżami, które początkowo brałem za trznadle. Jednak inne kreskowanie skrzydeł i brzucha oraz lekko bardziej filigranowa sylwetka niektórych z tych "trznadli" sprowokowały mnie do bliższego im przyjrzenia się - i tak znalazłem czyże. Najpierw samca i smiczkę a potem całe stadko:
Czyż

Hitem wielkanocnego "ptaszenia" był jednak dzięcioł zielonosiwy. Nieliczny i płochliwy mniejszy kuzyn częstszego dzięcioła zielonego i bardzo do niego podobny. Podleciał do drzewa charakterystycznym dla dzięciołów lotem, więc wiedziałem od razu, że trzeba chwytać za aparat. Przysiadł na krótką chwilę, wystarczającą zaledwie na jedno niewyraźne zdjęcie:
Dzięcioł zielonosiwy

Na tyle jednak dobre, żeby przy jego pomocy móc bez wątpliwości zidentyfować gatunek. O tym, że jest to dzięcioł ziolonosiwy a nie zielony, świadczy brak czerwonej czapeczki i drobniejsza sylwetka. Jest to drugi w kolejności - po bocianie czarnym - najrzadszy zaobserowowany przeze mnie gatunek ptaka w Przecznicy.

A na zakończenie wątku ptasiego dowód na ptasią różnorodność. Tu widzimy 10 ptaków reprezentujących 4 gatunki: cztery zięby, dwa dzwońce, trzy czyże i jedneo mazurka
Ptactwo

A tu 8 ptaków i 5 gatunków (szpak, trznadel, kos, zięba, dzwoniec):
Ptactwo

Dla uzupełnienia obrazka kilka nie ptasich fotek. Nasza "Rospuda" czyli strumień odprowadzający wodę ze stawu:
Rospuda

Sarny biegające po okolicy
Sarna

i pożerające wszystko co zielone wokół domu:
Sarna

Częściowo zamarznięta Mrożynka
Mrożynka zimą

Zimowy widok wsi na tle Tłoczyny:
Tłoczyna


KLUB MORSA I ŚWIĄTECZNE OBSERWACJE PTAKÓW AD 2012

Zima nam się nie spisała.. Święta upłynęły wietrznie i bezśnieżnie. Ale że tuż przed świętami przymroziło, staw pokrył się grubą warstwą lodu, po którym można było chodzić. Dało się z niego również schodzić do wody - jak to uczynił ten mors na przykład:

Klub Morsa

I kilka ciekawostek z życia ptaków: Po raz pierwszy pokazała mi się sikora uboga. Wiedziałem, że powinna mieszkać w naszej okolicy ale dopiero teraz udało mi się ją zaobserwować - przynęta w karmniku zadziałała:
Bogatka

Tradycyjnie liczne pojawiło się stadko bogatek i modraszek - w sumie ok. 20 osobników stołuje się u nas regularnie:
Bogatka

Bogatka

I dwa dzwońce, które latem trudno zauważyć ale zimą trzymają się bliżej ludzi. To te dwa w środku z charakterystycznymi żółtymi końcówkami lotek:
Dzwoniec

Coraz bardziej oswojony wydaje się być dzięcioł duży:
Dzięcioł

Zwykle bardzo płochliwy, już latem dawał się bliżej podejść a teraz wręcz toleruje obecność człowieka - choć ciągle na bezpieczny dystans. Regularnie odwiedza karmnik stojący w przydomowym ogrodzie:
Dzięcioł

I zabrał się za budkę. Choć rozmiarem otworu budka przystowana jest do sikorek, nie na darmo dzięcioł warsztat ze sobą nosi.. Rozkuł sobie otwór, posprzątał po poprzenich lokatorach i zadomowił się.
Dzięcioł

Ciekawe, czy to na dłużej, czy też tylko na przetrwanie zimy..?

Szalejący wiatr sprzyjał dobrym lotnikom. Kruki popisywały się akrobacjami, jakich przy spokojnej pogodzie nie można by zaobserwować: stójka przy wietrze 100km/godz, pikowanie ze złożonymi skrzydłami, szybowanie z wiatrem...:
Kruk

Trochę dalej od domu zimują również zięby i gile. Wchodząc do lasu, to je właśnie słychać najczęściej. Mimo prób, skończyło się na kilku zdjęciach słabej jakości.
Zięba

Najbardziej nieoczekiwany był jednak przelot gęsi (chyba zbożowej). W dwóch odległych kluczach przeleciało ich ponad 400 sztuk:
Gęsi

Gęsi

Gęsi

A to wszystko w zaledwie kilka okołoświątecznych dni..



LETNIE ZALEGŁOŚCI: MUZEUM PRZESIEDLEŃCÓW I WYPĘDZONYCH W PŁAWNEJ

Na wiosnę 2012r. planowane było otwarcie przez Pana Dariusza Milińskiego kolejnej atrakcji w Pławnej - Muzeum Przesiedleńców i Wypędzonych. Wybraliśmy się tam w sierpniu ale z relacją mi trochę zeszło...Najlepszym zaproszeniem niech będzie fragment ze strony autora tego i innych przedsięwzięć www.zamekslaskichlegend.pl:

Muzeum

W specjalnie na ten cel zaadaptowanym domu stworzona została dość bogata kolekcja dokumentów i przedmiotów należących kiedyś do naszych repatriantów i nie naszych wysiedleńców. Zdecydowanie najciekawsza część wystawy to scenki z życia: w kolejnych pomieszczeniach pełnowymiarowe postaci (rzeźby?) ubrane w stroje z epoki przyłapane na codziennych czynnościach:
Muzeum

Muzeum

Osobna mała ekspozycja pokazuje..
Muzeum

Muzeum

Muzeum

Szkoda tam nie wpaść...



CERAMICZNE "WYKOPALISKO" PRZECZNICKIE

Podstawka

Dla ścisłości - chodzi o wykopalisko internetowe, stąd cudzysłów. I wcale nie archeologiczne. Jednak niemal tak samo przyjemne, jak wygrzebane łopatką z ziemii.
Na początku lat 70-ych XXw. miejscowość Wermelskirchen wyprodukowała serię podstawek ceramicznych pokazujących co ciekawsze historyczne budynki miasta, miasta partnerskiego Loches we Francji oraz właśnie Przecznicy, nad którą to wsią miasto ustanowiło sobie kiedyś patronat (Patenschaft).
W moje ręce trafiła seria 20 takich podstawek z dziewięcioma różnymi nadrukami: Pilghausermühle, Tente Neuemühle, Dhünn, Dabringhausen, Hünger (wszystkie z nich to dziś dzielnice Wermelskirchen):

Podstawka

dwie z Wermelskirchen, jedna z Loches:
Podstawka

oraz jedna z Przecznicy z widokiem Lindenbaude według wyglądu z pocztówek z lat 30-ych XX w.:
Podstawka

Podstawka

Podstawki mają jednakową średnicę 9.5cm, na spodzie niektórych z nich znaczek Sparkasse - pewnie sponsora, niektóre również datę (1972, 1974)



KTO TU JEST U SIEBIE..?

Sarny

Patrząc na te zdjęcia zrobione parę dni temu koło domu, zastanawiam się, kto tu jest u siebie a kto tylko wpada raz na jakiś czas z niezapowiedzianą wizytą, zakłócając lata temu ustalony porządek dnia.. ?
Taki widok - nawet jeśli oglądany tylko per procura czyli poprzez pocztę internetową - znacząco rekompensuje straty w ogrodowym drzewostanie..
No i przypomina, że węże ogrodowe trzeba sprzątnąć...

Sarny

Sarny


ZŁOTA POLSKA PRZECZNICKA JESIEŃ

Jesien

Piękne lato tej jesieni dam dopisało... Codziennie nowe grzybki, o które się trudno nie potknąć:

Jesienne kolory

Woda + światlo = .... czyli impresje jesienne

Jesienne kolory

Woda, a w tej wodzie drzewa i ktoś ...
staw staw



WZRASTA CZYTELNICTWO I OGLĄDACTWO STRONY

rejestr

We wrześniu pobity został kolejny - piąty w tym roku - rekord wejść na stronę. Co cieszy tym bardziej, że zwiększa się zarówno liczba unikatowych czytelników, jak i średni czas przebywania na stronie. Do września 2012 włącznie wejść na stronę było już dwa razy więcej niż w całym 2011 roku!!! Dziękuję wszystkim stałym i przypadkowym czytelnikom.
Ktoś złośliwy mógłby jednak powiedzieć, że liczba odsłon ma się dokładnie odwrotnie proporocjonalnie do częstości odświeżania jej zawartości i... miałby rację, niestety. No ale idzie zima a wraz z nią długie zimowe wieczory.. - może wtedy nad stroną ponownie na dłużej przysiądę.



OJCZE NASZ, CZYLI MALARSKA MODLITWA WLASTIMILA HOFMANA

Wlastimil Hofman Autoportret

Jak często bywa, najciekawsze jest w zasięgu ręki i nawet o tym nie wiemy..
Do Domu Hauptmannów w Szklarskiej Porębie wybraliśmy się zachęceni anonsami o wystawie malarstwa jednego z największych malarzy polskich XXw., który w latach 1947-1970 tworzył w tym mieście. Autor i tytuł wystawy tyleż zachęcające, co i zastanawiające: lubię malarstwo ale o tym malarzu wcześniej nie słyszałem. Więc na początek krótka notka biograficzna dla mi podobnych laików (w oparciu o liczne ¼ródła internetowe i materiały z wystawy):

Wlastimil Hofman urodził się koło Pragi w 1881r. jako Vlastimil Hofmann w domu Czecha Ferdynanda Hofmanna (z rodu Dworzaków) i Polki Teofili z domu Muzyka. Od dzieciństwa przejawiał talent do rysunku. w 1889r. cała rodzina przenosi się do Krakowa, gdzie w 1895r. Marian Gorzkowski - wspópłracownik Jana Matejki - proponuje Wlastimilowi zaoczną naukę w Szkole Sztuk Pięknych. Na trzecim roku zajęcia prowadzi Jacek Malczewski, który z czasem stanie się autorytetem i przewodnikiem Wlastimila. Na krótko wyjeżdża do paryskiej Akademii Sztuk Pięknych a po powrocie ponownie osiada w Krakowie i na dobre rozpoczyna samodzielną twórczość, która dzięki m.in. wizerunukom Madonn szybko zostaje zauważona. Zawierucha wojny światowej rzuca go do Lwowa, Pragi i Paryża, by w 1920r. powrócić do Krakowa. Zdobywa uznanie w Polsce i za granicą. Jego obrazy można oglądać w Poznaniu, £odzi, Lublinie, Katowicach, Lwowie, w Warszawskiej Zachęcie. Około 1922r. pod wpływem Jacka Malczewskiego zmienia imię i nazwisko na Wlastimil Hofman. W 1927r. zostaje wybrany na prezesa krakowskiego oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków.
(Nb. Matka Polka i przynależność do polskiego związku przekonały mnie co do polskości artysty, nawet jeśli ojciec Czech i przynależność do czeskich stowarzyszeń artystów mogłyby dowodzić czegoś innego.)

Druga wojna to ponownie okres tułaczki ale w 1946r. wraca do Polski a w 1947, za namową swego przyjaciela Jana Sztaudyngera, osiada w Szklarskiej Porębie, stając się tym samym kontynuatorem bogatej tradycji wcześniejszej kolonii artystycznej funkcjonującej w tym mieście przed 1945r. Artysta znów zaczyna być zauważany. Wystawia we Wrocławiu, Krakowie, Warszawie. W 1958 roku zostaje honorowym członkiem Wrocławskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych. 24 kwietnia 1960 roku artysta otrzymał od władz miasta akt własności zamieszkiwanej przez niego willi, która otrzymała potoczną nazwę "Wlastmiliówka". Z tego czasu pochodzą dzieła, którymi wypełnione są lokalne kościoły i prywatne domy mieszkańców miasta. M.in. w latach 1953-1963 powstają liczne obrazy religijne dla kościoła parafialnego w Szklarskiej Porębie: "Czterej Ewangeliści", "Droga Różańcowa", "Droga Krzyżowa", "Adoracja Dzieciątka". U podnóża Karkonoszy powstało też wiele portretów okolicznych mieszkańców oraz autoportretów malarza.
Wlastimil Hofman umiera 6 marca 1970 roku we "Wlastimilówce". Dom ten funkcjonuje do dzisiaj w nienaruszonym stanie, jego wnętrza kryją m.in. pracownię mistrza, gdzie nadal stoją jego sztalugi a obok na stoliku leżą pędzle i tuby z farbami. Klimat miejsca, jak zapewnia obecny gospodarz pan Wacław Jędrzejczak, jest wciąż przepełniony duchem artysty.

W ostatnich latach Stowarzyszenie "Nowy Młyn" - Kolonia Artystyczna podjęło się odszukania, zinwentaryzowania i skatalogowania prac artysty. Przeszukano m.in. zasoby Szkoły Podstawowej nr 5 (noszącej dziś imię malarza) i parafii rzymsko-katolickiej p.w. Bożego Ciała oraz wiele kolekcji prywatnych. Udało się sfotografować i opisać ponad 120 prac artysty, w tym wiele dzieł do tej pory nie znanych. Podczas prac inwentaryzatorskich odkryto zapomniany cykl dziesięciu tryptyków Hofmana zatytułowany "Ojcze nasz" ilustrujący każdy z wersów modlitwy. I temu cyklowi poświęcona jest niniejsza wystawa:

Wlastimil Hofman Wystawa

Samych obrazów komentować nie będę - niech robią to specjaliści. Najlepiej odwiedzić tę wystawę i pozwolić obrazom przemówić osobiście. Czynna do końca sierpnia. Poniżej tylko krótkie zajawki.

Z cyklu "Ojcze nasz", 1952r.:
Wlastimil Hofman Ojcze Nasz

Z serii portretów - "Dwóch starców":
Wlastimil Hofman podwojny portret

I nieobecne na wystawie a najsłynniejsze spod jego pędzla Madonny - jakże polskie!
"Madonna", 1909r, olej na płótnie:
Wlastimil Hofman Madonna

"Madonna z Dzieciątkiem i świętym Janem", 1909r., olej na płótnie:
Wlastimil Hofman Madonna


A z odrestaurowywanego parku wokół Domu Hauptmannów rozciąga się piękny widok na główny grzbiet Karkonoszy z parafią pw. Bożego Ciała na pierwszym planie:
Parafia pw Bożego Ciała

W tymże kościele oraz pobliskim klasztorze franciszkańskim zgromadzone są liczne prace artysty.



CZERWCOWE GRZYBÓW BRANIE

Choć w poprzednich latach zdarzało nam się pojedyncze grzyby już w maju zbierać, nigdy o tej porze roku celowo na grzyby się nie wybieramy. Tym bardziej nie przyszło nam to do głowy tej wiosny, bo pogody grzybowej było do tej pory jak na lekarstwo. A tu nagle na środku leśnej drogi taki grzyb:

borowik ceglastopory
A był to borowik ceglastopory - jeden z nieczęstych "kolorowych" borowików i jeden z niewielu wiosennych grzybów pojawiających się w przy sprzyjającej pogodzie już w maju. A skoro był jeden, to w pobliżu musiał być drugi:
borowik ceglastopory
I trzeci i czwarty:
borowik ceglastopory borowik ceglastopory
Wszystkie zdrowe, co najwyżej przez ślimaki nadgryzione. W sumie ważyły równo kilogram. Już wysuszone czekają na święta.



PANORAMY Z GOŁOBORZA NA TŁOCZYNIE

Gołoborze położone jest na wschód od szczytu Tłoczyny. Jego dość spora mięsistość (mniej więcej 200 metrów szerokości na 50 długości) raczej nie pozwala tam nie trafić, jeśli już na sam wierzchołek Tłoczyny się dotarło i wie się z grubsza, gdzie słońce wschodzi. Gołoborze zbudowane jest z granitognejsów, czyli skał metamorficznych (przeobrażonych), z których w większości zbudowana jest cała polska część Gór Izerskich. Więcej o skałach, kamieniach i minerałach w okolicy w stosownym czasie w zakładce Przyroda wokół nas.
Ukształtowanie terenu i drzewa pozwalają na podziwianie panoramy o szerokości kątowej lekko ponad 180° - od zamku Gryf na północy, przez £ysą Górę na wschodzie, do Szrenicy na południu. Ponoć w dni o dobrej przejrzystości powietrza widać na północy nawet i Bolesławiec. Nam - przy dobrej pogodzie ale bez lornetki - udało się bez trudu zobaczyć Ostrzycę Proboszczowicką odległą o jakieś 25km w lini prostej.

Zaczynając od północy..
Zamek Gryf i sam Gryfów po lewej, Rębiszów w dolnej części po lewej stronie, Grudza po prawej:

Tłoczyna

Grudza, Kłopotnica i kopalnia w środku obrazka:
Tłoczyna

Na powyższym zdjęciu, na jego prawym brzegu stożkowata dominanta krajobrazu to Ostrzyca Proboszczowicka (501m n.p.m.) na Pogórzu Kaczawskim, czyli Śląska Fujiyama. Nawet nie¼le widoczna jak na tę odległość.
Ostrzyca jest dawnym wulkanem - jednym z wielu w Górach Kaczawskich, szczególnie w widłach Nysy Szalonej i Kaczawy. Poniżej góra w całej okazałości przy maksymalnym wysiłku obiektywu 300mm:
Tłoczyna

Dużo poniżej, niemal u stóp Tłoczyny, wieś Proszowa:
Tłoczyna

Kręcimy się lekko w prawo i patrzymy w kierunku północno wschodnim. Widać Starą Kamienicę i Rybnicę, Góry Kaczawskie z £ysą Górą dominującą nad niewidoczną Jelenią Górą po prawej stronie:
Tłoczyna

Jeszcze troszkę w prawo - południowy wschód. Najbliżej nas lekko przysypany śniegiem, szeroko rozpostarty na zboczu Grzbietu Kamienickiego, Kopaniec. A dalej Karkonosze - od ich wschodniego krańca, przez Przełęcz Kowarską i Śnieżkę, aż po Smogornię:
Tłoczyna

Główny grzbiet Karkonoszy raz jeszcze aż po Śnieżne Kotły.
Tłoczyna

I pojedyncze obiekty w maksymalnym przybliżeniu. Śnieżka:
Tłoczyna

i Śnieżne Kotły:
Tłoczyna


TAM I Z POWROTEM A POTEM TAM I Z POWROTEM...
czyli dwa zimowe wejścia na Tłoczynę w jeden dzień

Poniedziałek wielkanocny o poranku. Pobudka 6:30, wymarsz 7:03 z w składzie: przewodnik, Zina marki beagle i Tokaj marki wyżeł węgierski. Cel wycieczki: spacer w kierunku Tłoczyny tak daleko aż się znudzi albo do śniadania... Poranek zimowy, śnieżny, słoneczny ale tylko lekko mroźny - idealny na spacer. Długi cień świadkiem, że było jeszcze bardzo wcześnie..

Tłoczyna Tłoczyna

Pierwszy kawałek idę szlakiem żółtym ale wkrótce po przejściu Mrożynki odbija on w prawo, obchodząc Tłoczynę od zachodu, a ja trawersuję górę drogą leśną od północy. Choć korci bardzo, mijam również skręt na Jelenie Skały odwiedzane przeze mnie już wielokrotnie.
Nb. nie bez przyczyny skałki te noszą takę właśnie nazwę (Jelenie Skały, niem. Hirschstein). Ze śladów na świeżym jeszcze śniegu widać, że to faktycznie królestwo jelenia:
Tłoczyna

Wkrótce trafiam na wąską dróżkę rzeźbioną okresowym potokiem, która zaprowadzi mnie na wypłaszczenie w okolicach szczytu. Krótkie ale intesywne podejście, co widać na załączonych obrazkach (uzyskanych dzięki aplikacji iRunner na iPhone'ie):
Tłoczyna

A w drodze powrotnej jeszcze rzut okiem obiektywu na okolice zamku Gryf..
Tłoczyna

i na dziewiątą w domu - akurat by przygotować świąteczne śniadanie.

Jako że pogoda pozostaje bez zmian i robi się tylko cieplej, postanawiamy nie marnować okazji i w składzie porannym rozszerzonym o małżonkę wybieramy się w lasy i góry ponownie. Plan tym razem bardziej konkretny: wejście na sam czubek Tłoczyny od południa z wizytą po drodze na Byczej Polanie (OK, formalnie nie ma czegoś takiego jak Bycza Polana ale jak lepiej nazwać teraz miejsce, gdzie kiedyś stała Bycza Chata?) i przy Wolframowym źródle a w drodze powrotnej na podtłoczynowym gołoborzu.
Ambitny plan jak na południowy świąteczny spacer. Postanawiamy zatem do skrzyżowania pod Jodłą nie iść wyczerpującym, ciągnącym się po wschodniej stronie Mrożynki, szlakiem lecz wybrać dłuższą ale wygodną leśną drogą po zachodniej stronie Ciemnego Wądołu i w odpowiednim miejscu skręcić w lewo do Jodły. Tak przynajmniej kiedyś można było zrobić i tak to pokazywała papierowa mapa.
Wyruszamy w samo południe a cel wyprawy wygląda tak:

Tłoczyna

W miejscu, gdzie szlak żółty prowadzący do Rozdroża Izerskiego, przekracza Mrożynkę skręcając w lewo, my idziemy prosto. Po kilku minutach wspinamy się już na tyle wysoko, że za nami wyłania się przepiękny przy tej pogodzie widok Kotliny Mirskiej:
Tłoczyna

Wkrótce mała niespodzianka: w miejscu, gdzie nasza droga powinna dalej prowadzić prosto i z czasem odbić w lewo, możemy skręcić tylko w prawo, a więc dokładnie w przeciwnym kierunku niż cel wycieczki. Okazuje się, że niegdysiejsza droga została przez leśników zablokowana ściętymi i nieusuniętymi drzewami - na tyle skutecznie, że mimo prób wycofujemy się. Wyglądało to raczej na zaplanowane działanie niż bałagan - może ze względu na ochronę przyrody w tej okolicy zamknięto kawałek tej drogi? Nadrabiamy więc około kilometra ale ładna okolica i ciągle sprzyjająca pogoda rekompensują nam to z nadwyżką. Wkrótce dochodzimy do właściwej drogi prowadzącej do siodła pomiędzy Tłoczyną a Kowalówką. Po drodze mijamy jeszcze leśny staw z lekką pokrywą lodową,
Tłoczyna

i charakterystyczny pytajnik:
Tłoczyna

Jest i źródełko. Dawno już nie oglądane pod zimową czapą. No i mamy wrażenie, że znów się trochę postarzało.. A może to tylko kwestia zimnego światła i surowej wokół przyrody?
Tłoczyna

Łyk wody i ruszamy dalej. Za chwilę polana, przy której jeszcze kilka lat temu stała Bycza Chata. Miejsce po chacie dziś i sama chata kiedyś:
Tłoczyna Bycza Chata

Przyglądamy się stąd przez moment szczytowi Tłoczyny. Jakiś płaski z tej strony..?
Tłoczyna

Prosta droga leśna wiedzie na sam szczyt niemal dokładnie do punktu triangulacyjnego. Jeszcze rzut oka w tył na stopniowo otwierającą się panoramę zachodniej części Korkonoszy. Czyż nie piękny widok? Załączam sporego formatu zdjęcie, by kolejne warstwy kolorystyczne nie umknęły uwadze:
Tłoczyna

Na samym czubku kamień triangulacyjny z zaznaczeniem kulminacji Tłoczyny oraz pozostawiony przez kogoś przełamany żelazny numerek 42:
Tłoczyna

Schodzimy z wierzchołka na wschodnią stronę spodziewając się wkrótce trafić na gołoborze. Pojawia się ono zaskakująco szybko.
Tłoczyna

Do panoram roztaczających się z tego miejsca wrócę w osobnym wpisie, gdy obrobię i poskładam w sensowną całość liczne zdjęcia. W drodze powrotnej mijamy jeszcze kilka pomników przyrody
Tłoczyna

i znajdujemy zrzut jelenia.
Tłoczyna

Po trzech godzinach z kawałkiem, po pokonaniu ponad 10 km i spaleniu łącznie 1834 kalorii (nie uwzględniając psów) jesteśmy w domu.
Tłoczyna



poWIELKANOCne wspominki 2012

W tym roku wszytkie cztery pory roku zeszły się na Wielkanoc w Przecznicy jednocześnie. Między Wielkim Piątkiem a Poniedziałkiem Wielkanocnym była i śnieżna zawierucha i wiosenny deszczyk w półsłońcu, i jesienny wicher i - najmniej jednak - tarasowego słońca. W sumie dało to wczesne przedwiośnie, co widać było również po ciągle bardzo nieśmiało rozwiniętej przyrodzie:

wiosna? wiosna? wiosna?

Na jeden dzień wróciła śnieżna zima:

wiosna?

Słoneczna panorama górnej Przecznicy o poranku:

wiosna?

Wiosenną listę obecności podpisały pierwsze ptaki: kopciuszek, pliszka, bociany, krzyżówki, trznadle, szpaki i słowiki. Nie wpominając obecnych przez cały rok myszołowów, krukowatych, sójek i sikorek..

wiosna?

Choć bociany mogły tego chwilowo żałować. Tu w locie nad Przecznicą w lekkiej zadymce śnieżnej:

wiosna?

Tyleż co pór roku było i różnych zachodów słońca. Ze względu na położenie naszego domu, najbardziej malownicze widoki można obserwować właśnie wieczorami o tej porze roku. Zimą słońce zaczyna zachodzić już nad Blizborem i dość szybko znika za Stożkiem. Latem zachodzi dopiero za Prochową - robi to szybko i zwykle mniej efektownie. Za to wiosną i jesienią słońce dotyka horyzontu w okolicy Stożka i długo sunie wzdłuż opadającego terenu aż do Prochowej. A że tym horyzontem jest rzadki las, widowisko nabiera tym większych walorów. Poniżej kilka zachodów uchwyconych w ciągu zaledwie paru dni wokół Wielkanocy:

.
wiosna?

wiosna?

wiosna?

wiosna?

wiosna?

A na koniec najładniejsze ujęcie:

wiosna?



BOŻE NARODZENIE 2011

Przeskok do współczesności..

Jest wigilia Wigilii. Rodzina znowu w komplecie - po raz pierwszy od kilku miesięcy. Żona i Syn już na miejscu, ja z Córką dojeżdżamy..
Przecznica przywitała mnie i Córkę wczoraj w nocy piękną zimą i uświatełkowionym już świerkiem rosnącym przed domem. Znowu urósł:

świerk

Niestety, zima do świąt nie dotrwa. Jeszcze dziś rano śnieg przykrywał wszystko dokoła ale w ciągu dnia zniknął niemal zupełnie. Zrobiło się ciepło ale nie spacerowo. Zresztą dzisiaj nie było wiele czasu na inne rzeczy, niż świąteczne przygotowania. Obsadzona stoi w domu już choinka - na razie goła, ubranko dostanie w wigilijne południe. W kuchni wielkie gotowanie. Jest już barszcz na zakwasie nastawionym przed tygodniem, jutro już tylko ostateczne doprawienie. Chłodzi się kompot z suszu, przegryza usmażona ciupka, kruszeją wyfiletowane karpie, moczą się śledzie. W konkurencji "wrażenie artystyczne" wygrywają póki co pierniki ozdobione i sfotografowane przez Córkę - aż żal będzie je jeść.

świerkświerk
świerkświerk

A wieczorem spacer z psami po wsi. Rzut obiektywem z głównej drogi na nasz przecznicki dom:

dom zimą

**** Dwa dni póżniej, czyli Dzień Bożego Narodzenia...

A co zima zrobiła? Zima przyszła ponownie o godz. 17:00, czyli dokładnie w momencie, gdy siadaliśmy do kolacji wigilijnej. Zawiało, przymroziło, przyśnieżyło.. Biało się zrobiło.

zima

Następny ranek przywitał nas niemal bajkową scenerią - lekko śnieżnie na dole i mocno słonecznie w górze. Do tego błękitne w większości niebo z pojedynczymi ciężkim i śnieżnymi chmurami.

zima zima zima
Mimo iż była to już godzina 10 rano, słońce dopiero zaczęło zaglądać do wsi - pierwsze jego promienie padły znad Tłoczyny czyli z południo-wschodu:

zima

Przy temperaturze w okolicach zera i spływających topniejącym śniegiem łąkach, Mrożynka powinna pienić się i buzować.. ale nic z tego - płynęła sobie spokojnie, tocząc nie więcej wód niż przeciętnego lata. Jest to pewnie skutek suchej jesieni, z powodu której dużo nowej wody po prostu wsiąka w ziemię.

zima

Koniec końców zima - i to delikatna - panowała tylko powyżej 400-500m n.p.m. Na Przedgórzu Izerskim klimat bardziej przypominał przedwiośnie.

zima

**** I jeszcze parę dni później..

Druga zima tego roku nie trwała długo. W Św. Szczepana znowu były ciepło - pogoda i otoczenie wokół domu, zwłaszcza zieleniejąca się trawa, bardziej przypominały klimat Świąt Wielkanocnych.

A potem już tylko cieplej. Dziś rano 9 st. C, brak wiatru, duże połacie błękitnego niebia. Jeśli już nie może być zimy, to niech będzie jak jest.

Dziś czyszczenie stawu. Tylko drobna kosmetyka, bo nie pora na grubsze roboty - spuszczednie wody, wygrabienie liści..

Dzięki wyrobionemu ostatnim latem kanałowi liście i inne glony spływały dość chętnie.

zima

A żaby, zahibernowane i w intensywniejszych, niemal już godowych kolorach, dawały się łatwo łapać i przenosić w bezpieczniejsze miejsca na dalszą część snu zimowego.

zima

**** Wigilia Nowego Roku, czyli Sylwestra..

Od dwóch dni znowu zima, choć tylko powyżej 300-400m npm. Śnieg spadł najpierw nad ranem 30 grudnia a potem raz jeszcze pod wieczór. Leżący już i właśnie padający śnieg w połączeniu z wieczornym - ciągle jeszcze świątecznym - oświetleniem wsi stworzył prawdziwie zimową atmosferę. Impresje z wieczornego spaceru z psami:

zima

zima

zima

****.. i sam Sylwester

Młodzież uczciła nadejście Nowego Roku nocnymi jazdami na Stogu Izerskim. Około 10 wieczorem parking pod gondolą był niemal pełny - sądząc po ekwipunku, ludzie przyjechali tym razem nie tylko na narty czy deski ale także na łyka szampana i by odpalić parę fajerwerków. Przed północą i my dołączyliśmy do młodzieży i wspólnie odkorkowaliśmy Nowy Rok na szczycie Stogu.

zima


DOKOŃCZENIE HISTORII XXw.

A więc najprawdopodobniej właścicielami gospodarstwa od początku do 1945r. była rodzina Dreßlerów. W Kronice Przecznicy pod rokiem 1937 widnieje wpis:

Querbach 86: Dreßler Ernst - Gutsbesitzer
Greth Hermann

Interpretuję to w ten sposób, że choć właścicielem gospodarstwa był Ernst Dreßler, to gospodarzył tam Hermann Greth. Możliwe są jednak i inne interpretacje. Nie jest zatem w 100% pewne, kto w tym domu mieszkał, niestety...

O samym Erneście nic mi nie wiadomo. Rodzina Dreßlerów pojawiła się w Przecznicy nie pó¼niej niż w XVII w. a XX w. była już dość liczna - osoby o tym nazwisku zamieszkiwały co najmniej 5 innych domów we wsi.

Gospodarstwo miało wtedy ponad 21 hektarów i trzymano tam 13 koni a sam Hermann Greth był również właścicielem domu o nrze 66 w środku wsi wraz z 3.5-hektarowym gospodarstwem (bez krów i koni). W czasie II wojny służył on w wiejskiej ochotniczej straży pożarnej (Freiwilliger Feuerwehr) jako członek rezerwowy w miejsce tych, którzy w tym czasie służyli w armii. Stąd też wniosek, że on sam prawdopodobnie na wojnie nie walczył. O jego powojennych losach nic nie wiadomo.

We wsi jeszcze pod trzema innymi adresami występuje to nazwisko.
Pod nrem 102 (wg starej numeracji; nieistniejący już budynek powyżej DPS) mieszkali Richard i Minna Greth - posiadacze kilkunastohektarowego gospodarstwa, 11 koni, samochodu (1936r.) i telefonu (Rabishau 38), handlarze drewnem.
Pod nrem 9 (wg starej numeracji; nieistniejący już budynek poniżej drogi na Gierczyn) był dom i sklep z tekstyliami prowadzony przez Oswalda Gretha. Mieszkał tam rówież Erwin Greth zatrudniony w latach 1926-28 w mleczarni.
Pod nrem 78 (istniejący budynek blisko naszego) mieszkała Anne Greth i Adolf Weber - posiadacze siedmioipółhektarowego gospodarstwa.

Dom i stodoła pod nrem 86 (dzisiaj 74) wojnę przetrwały w bardzo dobrym stanie. Zasiedlone przez polskich osadników, gospodarstwo dobrze prosperowało aż do naszych czasów. Czyli do dnia, kiedy piorun uderzył w dom, na skutek czego wszystko co drewniane spaliło się doszczętnie a większość pozostałych murów kamiennych gospodarz wyburzył. Cała rodzina zamieszkująca gospodarstwo wyprowadziła się, ziemię podzielono i w kawałkach sprzedano. Przeszła przez kilkoro rąk aż w 2005r. przypadkiem myśmy tam trafili..


ŚLĄSKIE BUDOWNICTWO DREWNIANE

Schlesische Holzbauten

Odwołanie do tej książki powinno pewnie nastąpić w zakładce Lektury ale dużo bardziej pasuje mi do niniejszej "sekcji budowlanej". A zatem:
Ludwig Loewe, Werner-Verlag GmbH Düsseldorf 1969

Piękna książka zarówno w warstwie opisowej jak i - przede wszystkim - ilustracyjnej. To trochę tak, jakby patrząc na liczne w Przecznicy ruiny móc zobaczyć za pomocą tej książki całe piękno niegdysiejszych budowli.

Schlesische Holzbauten


100doła NA POCZTÓWKACH

100doła

Powyższe zdjęcie zostało zrobione z wnętrza Kaiser Baude w latach 20-tych ub. wieku. Na którymś z kolejnych planów, po stoliku z bukietem kwiatów, samym oknem i zaroślami, tuż nad linią drzew widoczne są dwa budynki. Ten po lewej, stojący wzdłuż niewidocznej z tego ujęcia drogi, miał charakter mieszkalno-gospodarski. Po nim została już tylko część parteru, w której kiedyś mieszkał inwentarz. Ten drugi, stojący w poprzek, to stodoła - bohaterka niniejszej opowieści.. W głębi planu Przedgórze Izerskie.

Poniżej fragmenty dwóch kartek z głównym budynkiem gospodarstwa. Na ujęciu zimowym (obieg: 3 stycznia 1938r.) dom pokazany w całości od frontu, na prawym zdjęciu (obieg: 2 września 1937r.) jedynie mały fragment.

100doła

Sam dom w powiększeniu:

100doła

Najładniejsze zdjęcie pokazujące i dom i stodołę pochodzi z kartki zatytułowanej Im idyllischen Isergebirge. Kartka bez obiegu ale przydomowa roślinność niewiele różni się od tej z już wcześniej przywołanych tu pocztówek - czyli druga połowa lat 30.

100doła

Wyremontowana stodoła po przerobieniu na dom jest olbrzymia - gabaryty, nie zmienione w stosunku do oryginału, nadają się na mały hotel czy pensjonat. A i tak w porównaniu z sąsiednim budynkiem mieszkalno-inwentarskim wydaje się mała.



JAK DRZEWIEJ BUDOWANO

Stodoła została zbudowana z tego, co przyroda wokół oferowała - nic ponadto. Fundament - niezbyt głęboki - stanowiły największe kamienie. Kilka z nich trzeba było odkryć lub nawet usunąć w trakcie prac renowacyjnych:

100doła

Na takim fundamencie wzniesiono ściany zewnętrzne, wkładając pomiędzy większe kamienie drobny gruz kamienny i lokalny łupek i wzmacniając zaprawą wapienną. W najszerszym miejscu ściany miały prawie metr szerokości. Dwie wąskie szczeliny widoczne na poniższym obrazku - roboczo zwane okienkami strzelniczymi - zapewniały niewielką ale konieczną i wystarczającą wentylację stodoły. A ta mała zielona roślinka to jeszcze nie próba hodowli winorośli. Choć może któregoś dnia...

100doła

A tak prezentowała się stodoła w 2005r. - już macnięta zębem czasu ale ciągle w oryginalnej formie:

100doła

A propos kamienia i łupka.. Mówi się, że w życiu i na świecie nie ma nic za darmo. No ale nie w Przecznicy.. Tutaj ziemia rodzi kamień i łupek w dowolnych ilościach od setek lat. Poniżej - kamienie pozbierane wokół domu (przepraszam: stodoły) i wał łupkowy na łące powyżej:

100doła100doła

Teraz wypadałoby się przenieść na wyższą kondygnację. Ale zostańmy przy kamieniu..

20 metrów od stodoły stał kiedyś dom. Jak większość w okolicy, łączył on funkcje mieszkalne z gospodarczymi: parter, czasem lekko zagłębiony, zbudowany z kamienia, dzielony był pomiędzy inwentarz i ludzi. Górna część, czyli piętro i poddasze, wykonane było w technologii ryglowej zwanej również murem pruskim czy szachulcem. Kiedyś jednak - już w dobrze powojennych czasach - piorun szachulca trafił, spalił co drewniane, a reszty dopełnił człowiek. Do dzisiaj zachowała się gopodarska częśc partetu. Mimo upływu lat trzyma się dzielnie i może kiedyś jeszcze odżyje. £ukowe sklepienie podtrzymywane przez zgrabną kolumienkę, odpadający tynk wewnętrzny i przeciekający dach proszą się o drugą szansę:

100doła100doła

Powracając do stodoły.. Zapewne kilkadziesiąt lat po budowie - może już w nowym stuleciu - wyposażono ją w zmechanizowaną młocarnię produkcji firmy Graf z Lubania. Wkomponowano ją w bryłę budynku tak, iż mogłoby się wydawać, że ona od zawsze tam była. Długo musiała służyć, bo ślady przeróbek i użytkowania sięgają całkiem współczesnych nam dni. Technicznie w dobrym stanie. Niestety nie zmieściła się ona w koncepcji adaptacji stodoły więc rozłożona na części czeka na lepsze czasy.

100doła100doła

Konstrukcja młocarni przenosi nas z technologii kamienia na poziom drewna...
Cały strop i wię¼ba dachowa były oczywiście drewniane. Poszczególne belki łączone były na kołki bez użycia choćby jednego gwo¼dzia czy kawałka blachy.

100doła

Całość konstrukcji sprawia wrażenie bardzo lekkiej, artstycznej wręcz roboty. Kolejne belki do dzisiaj noszą ślady numeracji: czy to wyrytej w drewnie czy zapisanej czerwoną kredką, co świadczy o tym, że wię¼bę składano w wcześniej już przyciętych na wymiar elementów.

100doła100doła

W miejscach schodzenia się kilku belek słupa i łat powstało skomplikowane skrzyżowanie:

100doła

Dobry stan konstrukcji wię¼by pozwolił na zachowanie zdecydowanej większości oryginalnej materii.
Niestety nie można tego powiedzieć o poszyciu - a piękne było. Od zewnątrz dach pokryty był łupkiem, którego w okolicy do dzisiaj jest sporo, choć już mocno zwietrzałego. Po ponad 150 latach zwietrzały również dachówki łukpowe na dachu - dopóki się do nich nikt nie dotykał, trzmały się nie¼le za wyjątkiem narożników dachu, gdzie wilgoć i grzyb nadgryzły samo drewno. Jednak już przy pierwszej próbie naprawienia dachówek stało się jasne, że ich powtórne wykorzystanie będzie niemożliwe.

100doła

Wewnętrzne poszycie stanowił drewniany gont: niezliczona ilość drobnych deszczółek, ułożonych warstwami. Widok od wewnątrz i przekrój zewnętrzny:

100doła

100doła

Żal było ten łupek i gont rozbierać..




POCZĄTKI

Kiedyś ponoć znaczne w skali wsi i dobrze prosperujące gospodarstwo rolne położone nieco na uboczu w górnej części wsi. Do dzisiaj przetrwała stodoła i resztki domu. Gospodarstwo to nie prowadziło działalności - używając dzisiejszego języka - agroturystycznej, nie znajdowały się tam żadne inne ważne dla życia wsi sklepy czy usługi, więc i źródeł historycznych jest niewiele.

Pierwsze świadectwo to data 1854 na belce stodoły pięknie wyryta wraz z inicjałami:

Querbach

Można tę datę przyjąć jako rok wybudowania stodoły ale o początkach samego domu nic mi nie wiadomo. Powstał pewnie w tym samym czasie lub nieco wcześniej. Inicjały J.D. można pewnie interpretować jako dowód, że od początku właścicielami była rodzina Dreßlerów - Ernst Dreßler figuruje bowiem w Kronice Przecznicy jako właściciel tego gospodarstwa w roku 1937. Jeśli tak, to właścicielem inicjałów J.D. mógł być Johannes Dreßler urodzony w Przecznicy w początkach XIXw. Równie dobrze jednak inicjały te mógł zostawić cieśla - wykonawca tej stodoły.